Święta. Choinkę można dekorować nie tylko bombkami. Rodzina z Lublina od lat ma swoją tradycję

Rodzina Krzysztofa Stanowskiego, byłego wiceministra edukacji, przygotowywaniem zabawek na choinkę zajmuje się od lat. Najważniejsze miejsce na bożonarodzeniowym drzewku zajmuje rudowłosy aniołek. Ma już 38 lat.

PRL, w sklepach jest niewiele, w wielu straszą puste półki. Nie jest łatwo dostać kolorowy papier czy bibułę, nie tak, jak teraz. Ale i w tych czasach można sobie jakoś poradzić, by na Boże Narodzenie mieć choinkę, a na niej piękne, kolorowe, własnoręcznie wykonane ozdoby.

- Pamiętam, że przez cały rok zbieraliśmy różne "pazłotka", czyli błyszczące papiery po maśle czy różnych bombonierkach - wspomina Karol Stanowski, wtedy dziecko, dziś dorosły mężczyzna. Pokazuje pięknego motyla wypełnionego właśnie takimi "pazłotkami". - Siadaliśmy i robiliśmy zabawki, razem z babcią i z rodzicami. To była i jest wielka frajda. Dla mnie - choinka bez bombek - jak najbardziej; choinka bez światełek - jak najbardziej, ale choinka bez zabawek papierowych - nie ma mowy. To nie święta - tłumaczy.

Najważniejsza ozdoba w domu

Co roku najważniejszy na choince jest mały aniołek, z rudym warkoczem. Ma 38 lat.

- Dostałam go od męża. Tak mnie sobie wyobrażał, choć nie miałam rudych włosów - wspomina Barbara Stanowska. I opowiada, że aniołek ma główkę z drewnianego guzika, jakich się kiedyś używało, a sukienkę z papieru. Pani Basia przyznaje, że sama zaczęła robić zabawki na choinkę, dopiero gdy weszła do rodziny Stanowskich. - To jest tradycja wielopokoleniowa. Zaczęło się od mojej teściowej, która miała zdolności manualne. Robimy zabawki m.in. według jej wzorów, ale też nowe, według naszych pomysłów - podkreśla. - Kolorowe, błyszczące czy brokatowe materiały, które dziś są dostępne w sklepach, sprawiają, że te zabawki są jeszcze atrakcyjniejsze - dodaje.

Na choince państwa Stanowskich, ale też w domach ich dzieci, są papierowe rozetki, rakiety, gwiazdki, ale też właśnie aniołki. Podobne, choć bardzo różne.

Andrzej, który dziś jest mężem i ojcem, gdy był jeszcze dzieckiem, był też chyba najbardziej pomysłowy. To on zrobił aniołka - Mikołaja, aniołka - punkowca, aniołka o ciemnej karnacji. - Wcześniej przyszedł i zapytał mnie, dlaczego wszystkie nasze anioły mają białe twarze - mówi jego mama.

Na choince znajdziemy też papierowego orła z tułowiem - łupinką orzecha, pomalowaną na złoty kolor. - To orzeł, wykonany według wzoru rodziny Doroszewskich - mówi pan Krzysztof.

Niektóre ozdoby wymagają niezwykłej precyzji

Wielką radością jest wspólne wycinanie i klejenie łańcuchów. - A to, co za niedoróbka? - śmieje się Olga (córka państwa Stanowskich), zwracając się do starszego brata i wskazując na jedno z "oczek" takiego łańcucha. Są łańcuchy tradycyjne, takie, jakie znamy choćby z robienia przez dzieci w przedszkolu, ale też takie, które wymagają niezwykłej precyzji. Cieniutkie, delikatne gwiazdki, wykonywane wyłącznie przez panią Barbarę.

Ostatnio do tych, którzy co roku siadają przy dużym drewnianym stole, dołączył niespełna 4-letni Filipek. Z wielką pasją wycina i klei. Razem z tatą przygotował m.in. dwa papierowe samochody ze światłami w kształcie gwiazdek. Przyznaje, że przed nim jeszcze sporo pracy.

Iza Stanowska, synowa, weszła do rodziny i dopiero tu zaczęła poznawać zwyczaje związane z przygotowywaniem ozdób. - U mnie w domu tego nie było - przyznaje. - Dla mnie spędzanie świątecznego czasu, gdy się siedzi przy stole, patrzy się w jedną, w drugą stronę, rozmawia, to było dość męczące. A dzięki temu, że spędza się ten czas,  robiąc coś, sprawia, że święta są jeszcze bardziej kolorowe niż zwykle. Bardzo to polubiłam - mówi.

Gdy do rodziny Stanowskich, a teraz też do domów ich dzieci w świąteczny czas przychodzą znajomi, nie mogą się nadziwić temu, co widzą na choince. -  Mówią nam, że dzięki tym ozdobom choinka jest taka "nasza", wyjątkowa. I to jest prawda. Nikt takiej nie ma - podkreśla z dumą pani Iza. Opowiada, że czasami ktoś ze znajomych pyta, czy mógłby dostać taką własnoręcznie wykonaną ozdobę. - Wtedy mówimy: Proszę, wybierz sobie jedną. Jeśli chce drugą, może siąść z nami przy stole i my nauczymy go zrobić kolejną - dodaje pani Basia.

Podkreśla, że jedyną ozdobą, której nigdy nikomu nie oddadzą, jest wspomniany 38-letni aniołek z rudym warkoczem.  Ozdoby choinkowe państwa Stanowskich można obejrzeć na specjalnie założonej stronie: choinka.stanowscy.net.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

PODCAST z soboty 22 grudnia (godz. 13.40) - BĘDZIE W MOIM PROGRAMIE



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM