Tłumaczka rozmowy Tusk - Putin: Zrobię wszystko, żeby nie zeznawać

Magdę Fitas-Dukaczewską wezwano do prokuratury, bo tłumaczyła rozmowę Donalda Tuska z Władimirem Putinem. - Otworzenie furtki do przesłuchiwania tłumacza z tego szczebla jest bardzo niebezpiecznym precedensem - mówiła w TOK FM.

Prokuratura wezwała na przesłuchanie Magdę Fitas-Dukaczewską, która tłumaczyła rozmowę byłego premiera Donalda Tuska z Władimirem Putinem. Doszło do niej kilka godzin po katastrofie w Smoleńsku. Tłumaczka ma 3 stycznia zeznawać w śledztwie dotyczącym "zdrady dyplomatycznej" Donalda Tuska. Postępowanie wszczęto po zawiadomieniu byłego szefa MON Antoniego Macierewicza. Jego zdaniem, Tusk i Putin zawarli bezprawne porozumienie ws. śledztwa dotyczącego katastrofy.

Magda Fitas-Dukaczewska stanowczo sprzeciwia się konieczności zeznawania. - Nie widzę takiej możliwości. Podobnie jak nie widzę możliwości, żebym mogła rozmawiać o spotkaniach, które odbywał prezydent Lech Kaczyński, albo premier Jarosław Kaczyński czy minister Ziobro - mówiła w TOK FM.

- Klient, z którym pracuję, musi mi w pełni ufać. Odkąd pracuję, czyli od 25 lat, nigdy tego zaufania nie nadużyłam. Wezwanie mnie na przesłuchanie jest wydarzeniem, które bardzo mocno wybiło mnie z równowagi. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego osoby, które podjęły decyzję o wystosowaniu tego wyzwania, decydują się narazić wiarygodność rozmów z udziałem tłumacza - dodała.

Nikomu nie przyszło do głowy

Wyraziła też nadzieję, że kwestia poufności informacji, którymi dysponuje tłumacz, zostanie doprecyzowana w polskim prawie.

- Zasada bezwzględnej tajemnicy jest zapisana w wewnętrznych przepisach stowarzyszeń tłumaczy, dotyczy to też międzynarodowych stowarzyszeń tłumaczy - wyjaśniła.

- Myślę, że nikomu mogło nie przyjść do głowy, że ze względu na to, że rządy się zmieniają, ktoś wpadnie na pomysł, żeby przesłuchiwać tłumacza poprzednich rządów. Za rok, dwa, pięć będzie inny rząd w Polsce, potem kolejny. Otworzenie furtki do przesłuchiwania tłumacza z tego szczebla jest bardzo niebezpiecznym precedensem - przekonywała Fitas-Dukaczewska.

Dodała, że w swojej pracy potrzebuje poświadczenia bezpieczeństwa, czyli dokumentu tworzonego w oparciu o ustawę o ochronie informacji niejawnych, który wystawia się po przeprowadzeniu postępowania sprawdzającego przez służby ochrony państwa.

- Poświadczenie bezpieczeństwa było dla mnie warunkiem współpracy z jakimikolwiek organami władzy. Moje założenie przy współpracy z kancelarią premiera, prezydenta czy ministerstwami było takie, że skoro warunkiem mojej pracy z nimi jest poświadczenie bezpieczeństwa, wówczas w moim rozumieniu, jest ono klauzulowane. Moje stanowisko jest takie, że jeżeli ujawnię jakiekolwiek informacje na temat spotkania, na które poszłam dzięki temu, że miałam klauzulę bezpieczeństwa, wówczas narażam się na odpowiedzialność karną za ujawnienie informacji niejawnych - mówiła.

Możliwe jednak, że premier Morawiecki zwolni tłumaczkę z obowiązku dochowania tajemnicy.

- Myślimy, jak z tej sytuacji wybrnąć. Na pewno jest ona dla mnie bardzo trudna  i zrobię wszystko, na co tylko pozwolą mi możliwości prawne w Polsce, by nie zeznawać na temat żadnej rozmowy, którą tłumaczyłam - zadeklarowała.

Apel byłych prezydentów, premierów i ministrów

Oburzenie w związku z planowanym przesłuchaniem wyrazili byli najważniejsi urzędnicy w państwie - prezydenci, premierzy i ministrowie podpisali się pod wspólnym apelem.

"Zamysł Prokuratury Krajowej uzyskania od pani Magdy Fitas-Dukaczewskiej informacji o przebiegu i treści choćby jednej rozmowy prowadzonej przez najwyższej rangi przedstawiciela państwa polskiego z jego zagranicznym odpowiednikiem będzie nie tylko złamaniem ważnej zasady zachowania przez tłumaczy pełnej tajemnicy rozmów politycznych. W naszym przekonaniu może stać się również groźnym precedensem na przyszłość. Złamanie zasady prawa i obowiązku tłumacza do zachowania pełnej tajemnicy przebiegu najważniejszych rozmów politycznych, narazi polską dyplomację na utratę wiarygodności w przyszłych kontaktach zagranicznych" - czytamy w liście otwartym.

- To  pokazuje, że moje stanowisko podzielają osoby, które kierowały tym państwem, wprowadziły je do NATO, UE, wiedzą znacznie więcej o polskiej racji stanu. Więc kim ja jestem, żeby móc się sprzeciwiać takiemu stanowisku? Liczę na to, że to wezwanie jest wypadkiem przy pracy, który zdarzył się w prokuraturze - skwitowała Magda Fitas-Dukaczewska.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM