Czy bać się Chin? "Potencjał konfliktowy istnieje i jakieś zdarzenie może uruchomić machinę"

Chiny marzą o powrocie do dawnej potęgi, czym drażnią Stany Zjednoczone. A poligonem starcia nie jest już samo tylko uzbrojenie. Dziś Państwo Środka specjalizuje się w technologiach.

"Czy światu zostało 5 lat do wojny? Czy grozi nam nieuchronna konfrontacja Stanów Zjednoczonych z Chinami? Czy Amerykanie oddadzą Chinom rolę światowego lidera bez walki? Grozi nam coś, co politolodzy nazywają pułapką Tukidydesa: gdy dotychczasowy hegemon gospodarczy słabnie, wpada w panikę i może rozpocząć wojnę. Amerykanie coraz bardziej uświadamiają sobie, że mają mało czasu. I mogą uderzyć" - to fragment wywiadu, który prowadzący audycję Świat Się Chwieje w Radiu TOK FM dziennikarz Grzegorz Sroczyński, przeprowadził z profesorem z Bogdanem Góralczykiem.

Czy rzeczywiście jest się czego bać? Czy możliwe jest, że Ameryka faktycznie uderzy w Chiny? Na to pytanie odpowiadała gościni Grzegorza Sroczyńskiego - Katarzyna Golik, ekonomistka i orientalistka w Instytucie Studiów Politycznych Państwowej Akademii Nauk, członkini Rady Fundacji Kaleckiego.

Czy Chiny grożą pokojowi na świecie?

- Naukowcy mają tę nieznośną manierę, że mówią: to zależy od wielu czynników, są różne elementy składowe. Pamiętajmy, że szereg konfliktów zbrojnych wybuchało na zasadzie iskry i pewnego łańcucha zdarzeń. Potencjał konfliktowy istnieje i jakieś zdarzenie na Morzu Południowochińskim może uruchomić machinę. Jednak drugim aspektem jest pewna świadoma kalkulacja słabnącego mocarstwa amerykańskiego, kiedy decyduje się ono, pod wpływem paniki, na konkretne ruchy. To nie jest panika po wybuchu bomby w metrze ani panika na giełdzie, to dużo bardziej złożony proces polityczny. Nie można powiedzieć, że w ciągu godziny ten czy kolejny prezydent USA wpadnie w panikę i naciśnie czerwony guzik - powiedziała gościni Radia TOK FM.

Jak tłumaczyła, to wszystko wcale nie oznacza, że Stany Zjednoczone słabną. Raczej, że Chiny szybko rosną w siłę i nadganiają dystans - zarówno wobec USA, jak i swojej dawnej światowej pozycji.

- W historycznym rozwoju świata Chiny i Indie to było kiedyś 50 proc. całości światowego PKB. Potem te kraje miały razem ok. 10 proc. albo i mniej. Obecnie mamy więc powrót do pewnej normy. Są to dwa azjatyckie organizmy o pewnym potencjale ludnościowym, a przez to też intelektualnym, surowcowym. Naturalne jest, że te kraje zdobywają pozycję pierwszorzędną w stosunkach politycznych, gospodarczych czy militarnych. Był na świecie okres dominacji Zachodu, ale teraz wracamy do normy i Chiny nadganiają stracony czas - powiedziała.

Jak mówiła dalej, kraj ten na pewno nie dojdzie do apogeum swoich możliwości, jakie osiągał w dawnych czasach - chociażby dlatego, że w tym czasie świat nie stał w miejscu, a również się rozwijał.  

- W Chinach istnieje szereg problemów strukturalnych, na przykład bardzo duże zróżnicowanie terytorialne - mamy nowoczesne wschodnie wybrzeże, czyli tzw. głowę smoka, środek kraju to poziom rozwoju gospodarczego mniej więcej Europy Środkowo-Wschodniej, na końcu jest ogon smoka, czyli obszar, który jeszcze do niedawna nie miał elektryfikacji i żyło się tam jak w XIX wieku. To nie musi być problem, jednak istnieją teorie i opracowania ekonomiczne, które mówią, że przy zbyt dużych tego typu różnicach terytorialnych, w rozwoju społecznym, dochodowych, potencjał rozwojowy państwa spada - mówiła ekspertka.

Chiny są zagrożeniem nie tylko militarnym

Jak mówiła gościni Grzegorza Sroczyńskiego, możliwości militarne Chin szybko rosną, jednak wciąż kraj ten jest w tyle za Stanami Zjednoczonymi. Katarzyna Golik uważa jednak, że Państwo Środka może zagrozić światu w zupełnie inny sposób.

- To, co niepokoi, to jest niesamowity skok w rozwoju technologii informatycznych: sztuczna inteligencja, rozwój oprogramowania. Tu Chiny są absolutnie dominujące i wychodzą na pioniera. I jest to też oczko w głowie prezydenta Xi Jinpinga - powiedziała.

Nie dalej jak w październiku światowe media obiegła informacja podana przez poważany serwis Bloomberg o tym, że chińskie służby miały infiltrować prawie 30 amerykańskich firm, w tym Amazona i Apple. Chińczycy mieli to robić przez umieszczenie na płytach głównych producentów serwerów, firmy Supermicro, maleńkich, nie większych od ziarenka ryżu chipów. Chipy miały spełniać rolę tzw. backdoorów, czyli umożliwiać dostęp do danych firm korzystających z zaatakowanych serwerów. WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj audycji! Dowiesz się:

  • Chińczycy uważają, że ich system autorytarny jest bardziej odporny na populizm i bardziej elastyczny, niż systemy demokratyczno-liberalne. Czy rzeczywiście?
  • Czy Chinom zależy na konflikcie z Europą?
  • Jaki obecnie udział w światowym PKB mają Chiny i Stany Zjednoczone?
  • Na czym polegało szpiegostwo przemysłowe Chin?
  • Co to jest program Made in China 2020-2025?

DOSTĘP PREMIUM