Siedem lat więzienia za pobicie, ale nie na tle narodowościowym. Zapadł wyrok ws. ataku na Ukraińca w Lublinie

W akcie oskarżenia wymieniono mowę nienawiści, ale sąd zmienił kwalifikację prawną czynu. Uznał, że akurat Tomasz M., który zasiadał na ławie oskarżonych, w trakcie zajścia nie wypowiadał słów, które można byłoby uznać za tło narodowościowe.

W wakacje ubiegłego roku Jewgienija zaatakowała grupa młodych ludzi, którzy stali w okolicy sklepu. Zapytali, skąd jest. Gdy powiedział, że z Ukrainy, padło: "Przyjechałeś do Polski, aby tu rządzić", a następnie dotkliwe ciosy. Ukrainiec miał m.in. złamaną szczękę, obojczyk i wybite zęby. Konieczna była operacja. Napastnicy zabrali mu plecak z dokumentami (w tym Kartą Pobytu) i portfel.

Od początku było wiadomo, że napastników było czterech - trzech mężczyzn i jedna kobieta. Dwóch osób, mimo zabezpieczenia m.in. nagrań z monitoringu, do dziś nie udało się ustalić.

Główny oskarżony Tomasz M. odpowiadał przed sądem za napad na tle narodowościowym, ale też kradzieże i znieważenie policjantów. Sąd wymierzył mu surową karę siedmiu lat więzienia, bo mężczyzna działał w warunkach recydywy. 

Sędzia podkreślił jednak, że zmuszony był zmienić kwalifikację prawną czynu - z zarzutów "wyrzucono" tło narodowościowe. Dlaczego? Bo na podstawie zebranych dowodów ustalono, że to nie Tomasz M. wypowiedział słowa dotyczące pochodzenia ofiary. Na monitoringu widać, że akurat on pojawił się dopiero w drugiej fazie zajścia - wcześniej stał parę metrów dalej, na jezdni. Antyukraiński komentarz i pierwsze ciosy - to nie jego "dzieło".

Nie zmienia to jednak faktu, że chwilę później to Tomasz M. zaatakował Jewgienija i wymierzył mu dotkliwe ciosy w twarz. Został rozpoznany, bo miał na sobie charakterystyczną czerwoną koszulkę. - W ocenie sądu zachodzi konieczność wymierzenia oskarżonemu surowych kar pozbawienia wolności tak, by uniemożliwić mu popełnianie w przyszłości kolejnych przestępstw - uzasadniał sędzia Artur Majsak.  - Zgromadzone dowody pozwalają przypisać oskarżonemu zarzucane mu czyny, przy czym jeśli chodzi o czyn z punktu pierwszego zachodzi konieczność istotnej modyfikacji opisu czynu i kwalifikacji w stosunku do tego, co zostało mu zarzucone w akcie oskarżenia - dodał sędzia.

Kara więzienia dla Tomasza M. to jednak nie wszystko - ma też do zapłacenia grzywnę i dodatkowo 8 tysięcy zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonego.

Zbiórka na leczenie

Gdy Jewgienij leżał w szpitalu i czekał na operację zdradził reporterce TOK FM, że kilka dni wcześniej skończyło mu się ubezpieczenie, a kolejnego jeszcze nie opłacił. W efekcie, musiałby zapłacić za pobyt w szpitalu ogromne pieniądze. Bardzo się tym martwił.

Dzięki wsparciu słuchaczy TOK FM, internautów i Stowarzyszenia "Homo Faber", które błyskawicznie zorganizowało zbiórkę, udało się zdobyć pieniądze na leczenie. - Lublin jest miastem otwartym - zapewniał prezydent miasta Krzysztof Żuk, który odwiedził Jewgienija w szpitalu.

Ani pokrzywdzonego, ani oskarżonego Tomasza M. nie było na ogłoszeniu wyroku.

DOSTĘP PREMIUM