Prawda czasu i prawda ekranu. Tej o PRL z filmów Barei się nie dowiesz. Joanna Solska tłumaczy dlaczego

- Gospodarka rynkowa dała nam w kość. Przyjrzeliśmy się dokładnie kapitalizmowi, jego wadom i ludzie, którzy nie przeżyli PRL, zaczynają go mitologizować - mówiła w TOK FM Joanna Solska, autorka książki "80-te. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL".

Czy wiedzę na temat życia w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej można czerpać z filmów fabularnych z tego okresu, na przykład tych Stanisława Barei? Według Joanny Solskiej - nie.

- One pokazują rzeczywistość tych czasów, natomiast nie ukazują kontekstu. I to nie jest pretensja do Barei. Po prostu wtedy wszyscy znali ten kontekst. Pamiętam na przykład genialnego Romana Wilhelmiego w serialu "Alternatywy 4". Gdy dzisiaj ogląda go człowiek 30-letni, to myśli: dlaczego ci głupi inteligenci dawali tak sobą pomiatać? Nie wiedzą, że cieć był prawdopodobnie donosicielem - tłumaczyła gościni TOK FM.

Joanna Solska napisała książkę "80-te. Jak naprawdę żyliśmy w ostatniej dekadzie PRL", ponieważ starszym osobom chciała przypomnieć, a tym młodszym opowiedzieć o realiach okresu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Dlaczego?

- Mam wrażenie, że gospodarka rynkowa przez lata dała nam w kość. Przyjrzeliśmy się dokładnie kapitalizmowi z jego wszystkimi wadami i mam wrażenie, że ludzie, którzy nie przeżyli PRL, zaczynają go mitologizować. Mówi się, że nie było wtedy takiej rozpiętości dochodowych, że ludzie byli równi - tłumaczyła.

A jak było naprawdę?

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że w niektórych dziedzinach życia rzeczywiście było łatwiej. - Nie trzeba się było wtedy starać o pracę, można było być złym pracownikiem. Natomiast wielki problem mieli ludzie ambitni, którzy mieli dobre wykształcenie. W tych wielkich zakładach pracy nie było jak rozwinąć swoich talentów, nie było żadnych surowców. Przykładowo z Zachodu przywoziło się strzykawki jednorazowe, których potem używano wielokrotnie. To było dla lekarzy i badaczy frustrujące - tłumaczyła.

Dodatkowo do pracy zniechęcał tzw. nawis inflacyjny. - W PRL zawsze było więcej pieniędzy niż masy towarowej. Dlatego nie było motywacji do działania - mówiła dziennikarka, podkreślając, że zarobionych w pracy pieniędzy nie było po prostu na co wydać.

Mięso - towar polityczny i problemy mieszkaniowe

Cała żywność w okresie PRL była towarem "politycznym", a esencją było mięso, którego... nigdy nie było. - Ceny ustalała komisja planowania, bo przecież nie istniał rynek. Paranoja PRL ujawniała się na wiele sposobów. Na przykład gdy chłopi dostarczali coraz mniej żywca, bo zniesiono dostawy obowiązkowe, to trzeba było ceny skupu ustawić wyżej, niż ceny kiełbasy w sklepie. Chłopi zaczęli żądać większych kartek na mięso, bo mieli mniejsze niż inni. Opłacało im się kupić mięso w sklepie, a to, co sami wyprodukowali, odsprzedać drożej. Dzisiaj ciężko to sobie wyobrazić - zauważyła Joanna Solska.

Jednak największym i zdaniem Solskiej najbardziej oburzającym mitem okresu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej jest łatwość w zdobyciu mieszkania.

- Za Gierka było trochę łatwiej, jednak w latach 80-tych o zdobyciu mieszkania trzeba było zapomnieć. Pieniędzy nie można już było wpłacać do spółdzielni mieszkaniowej, bo pule były zamknięte - podkreśla autorka. I dodaje, że o szansach na własne cztery kąty mogły pomarzyć co najwyżej rodziny z dziećmi. 

- Był też cały system dojść, przywilejów, dzięki któremu niektórzy dostawali mieszkanie nawet kilka razy. Brakowało jednak czytelnych kryteriów. To dlatego w 1989 roku byliśmy przekonani, że tym kryterium powinny być pieniądze - podsumowała gościni Radia TOK FM.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj audycji! Dowiesz się:

  • Dlaczego praca szatniarza była w PRL rewelacyjną posadą?
  • Dlaczego taksówkarz w tamtych czasach więcej zarabiał stojąc, niż wożąc pasażerów?
  • Kiedy pojawiły się kartki?
  • Na czym polegał nakaz pracy?
  • Czy w PRL było w ogóle coś fajnego?

DOSTĘP PREMIUM