Jak NBP steruje informacjami na swój temat. Dziennikarz opisuje walkę o dane doradców prezesa Glapińskiego

Jesteśmy otwarci na wszystkie państwa pytania - mówił prezes NBP Adam Glapiński, pytany o to, kto zapłacił za obecność prawniczki w czasie jego przesłuchania w prokuraturze. Czy jednak bank centralny rzeczywiście tak chętnie dzieli się informacjami na swój temat?
Zobacz wideo

Przypomnijmy, NIK zlecił kontrolę w NBP, która obejmie między innymi wynagrodzenia pracowników. Ostatnio w mediach było bardzo głośno o zarobkach tzw. dwórek prezesa Adama Glapińskiego. Jak donosiła "Gazeta Wyborcza", Martyna Wojciechowska, szefowa departamentu komunikacji i promocji, może zarabiać miesięcznie ok. 65 tys. zł brutto. A jej wykształcenie i kompetencje, tak samo zresztą jak oficjalna pensja, owiane są tajemnicą. Podobne wątpliwości dotyczą Kamili Sukiennik, dyrektorki gabinetu Glapińskiego, która zasiada jednocześnie w radzie nadzorczej Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych.

W czwartkowym przesłuchaniu w prokuraturze Glapińskiemu - w kontekście afery KNF -  towarzyszyła, poza Wojciechowską, także mec. Jolanta Turczynowicz-Kieryłło, która mówiła dziennikarzom, że prezes NBP nie może udzielać informacji na temat przebiegu przesłuchania. - Prosimy o zrozumienie, niestety to wynika z przepisów prawa - wskazała.

Na pytanie, kto zapłacił mec. Turczynowicz-Kieryłło za obecność na przesłuchaniu - NBP czy prezes Glapiński - adwokat powiedziała, że należy się w tej zapytać NBP. - Proszę się zwrócić z zapytaniem do moich służb, to państwo otrzymają odpowiedź, jak na każde inne pytanie. Jesteśmy otwarci na wszystkie państwa pytania - dodał Glapiński.

W piątek - zgodnie z sugestią Glapińskiego - zwróciliśmy się do NBP z pytaniami o wynagrodzenie mecenas Jolanty Turczynowicz-Kieryłło. 

- Uprzejmie informujemy, że Narodowy Bank Polski nie poniósł żadnych kosztów z tytułu ustanowienia przez prof. Adama Glapińskiego pełnomocnika do udziału w czynnościach przesłuchania prof. Adama Glapińskiego jako świadka w dniu 3 stycznia 2019 r., które odbyło się w Śląskim Wydziale Prokuratury Krajowej w Katowicach - brzmi odpowiedź.

Dziennikarz opisuje, jak zdobywał informacje

Jednak z otwartością bywa bardzo różnie. Jak wspominał w magazynie EKG Bartek Godusławski, dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej", często bardzo trudno uzyskać z Narodowego Banku Polskiego informacje. - Jeżeli opinia publiczna chciała uzyskać z banku jakąkolwiek informację, która nie była po myśli NBP - nie chodzi tylko o prezesa Glapińskiego, ale też jego poprzedników - to zawsze padało słynne zdanie "o niezależności banku centralnego" - mówił Godusławski.

Dziennikarz zdradził, że rok temu stoczył kilkutygodniową walkę o to, aby uzyskać dane o doradcach prezesa Adama Glapińskiego. - Wygrałem średnie wynagrodzenie doradcy i ich liczbę, ale nie poznałem ani jednego nazwiska. Choć RODO wtedy jeszcze nie obowiązywało - wspominał Godusławski.

- Niezależność Narodowego Banku Polskiego nie oznacza, że jest on twierdzą, której szef może uznawać, co jest informacją publiczną, a co nią nie jest - podsumowywał dziennikarz "Dziennika Gazety Prawnej".

DOSTĘP PREMIUM