Skąd NIK wziął informację o 2 kg dodatków "E" zjadanych rocznie? Dziwne źródło w raporcie Izby

"To, że w oficjalnym dokumencie informacja, która została wybrana na leitmotiv, pochodzi nie-wiadomo-skąd (a przynajmniej nie można dobrnąć do jej poważnego źródła) jest po prostu smutne" - ocenia Karolina Głowacka. Dziennikarka TOK FM postanowiła sprawdzić, skąd Najwyższa Izba Kontroli wzięła "najmocniejszą" informację z najnowszego raportu. O dodatkach "E" w żywności.

Nowy organ w naszym ciele, zdjęcie pojedynczego atomu. Zobacz, co jeszcze przegapiłaś/eś w 2018 w nauce

W miniony czwartek (3 stycznia) Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport pod tytułem "'E' w żywności bez kontroli". Najczęściej powtarzany wniosek tego raportu i pierwsze zdanie informacji prasowej na jego temat brzmiało: Ponad 2 kg - tyle przeciętny konsument spożywa w ciągu roku dodatków do żywności oznaczonych różnego rodzaju 'E'. Oczywiście zdanie było powielane przez wszystkie media, bo w powszechnym przekonaniu "E" nie jest najlepszym, co w jedzeniu powinno się znajdować.

Dziennikarka Radia TOK FM Karolina Głowacka postanowiła sprawdzić, skąd NIK ma informację o dwóch kilogramach zjadanych przez nas rocznie dodatków do żywności. "Zajrzałam więc do całego raportu NIK, szukając źródła tejże informacji. W przypisie (widoczne na jednym ze screenów) jest powołanie się na panel ekspercki, który odbył się w NIK-u". W dokumencie nie ma jednak linku do zapisu panelu oraz informacji, kto podał tę daną ani w którym momencie panelu. Dziennikarka zauważa dalej: Jest za to inne odniesienie - i to jest dopiero ciekawe - kieruje ono na stronę zdrowie. com. pl. Strona, jak Państwo widzą, jest czymś w rodzaju płatnej platformy umieszczania artykułów sponsorowanych. Korzystają z niej różne firmy okołomedyczne. Nie wiadomo, kto dokładnie stoi za stroną, zakładka "kontakt" odsyła do siedziby na Filipinach. Większość artykułów jest niepodpisana. Może to, co jest tam napisane, jest prawdziwe, a może nie - napisała Karolina Głowacka.

Karolina Głowacka dotarła również do zapisu panelu, na który w przypisie powołuje się NIK. W czasie trzygodzinnej dyskusji informacja o 2 kg dodatków chemicznych w jedzeniu pada z ust... szefa Izby Krzysztofa Kwiatkowskiego, który komentuje obecną w prezentacji grafikę:

Informacja więc pada, ale ani w wypowiedzi Kwiatkowskiego, ani na grafice nie widać powołania na źródło tej danej. Wygląda to więc tak, jakby NIK we własnym raporcie zamieściła powołanie na... siebie samą. 

Leitmotiv nie-wiadomo-skąd

Jak podkreśla dziennikarka, sensacyjny ton raportu, który firmuje NIK, może dziwić. Ale "to, że w oficjalnym dokumencie informacja, która została wybrana na leitmotiv, pochodzi nie-wiadomo-skąd (a przynajmniej nie można dobrnąć do jej poważnego źródła) jest po prostu smutne. Mamy, jako społeczeństwo, kłopot z weryfikacją źródeł, ale nie spodziewałam się, że dotyczy on urzędników Najwyższej Izby Kontroli".

Głowacka podkreśla, że nie podważa to "zasadniczych tez raportu: o niewystarczającej kontroli żywności, o tym, że powinniśmy uważać, kupując i jedząc przetworzone produkty".  Bo to bardzo ważny problem i trzeba o tym informować. "Tym większa szkoda, że w takim dokumencie można znaleźć babola tej skali" - podsumowała dziennikarka TOK FM.



DOSTĘP PREMIUM