"Białołęka to krystalizacja polskiego kapitalizmu". Na czym polega niesprawiedliwość przestrzenna?

Socjolożka, dr Joanna Kusiak, zwróciła uwagę w TOK FM na problemy warszawskiej dzielnicy z infrastrukturą: częste korki, słabe połączenia z centrum, brak miejsc dla dzieci w przedszkolach. Dlaczego więc niektórzy chętnie się tam osiedlali?

Białołęka jest jedną z największych dzielnic Warszawy pod względem powierzchni. Po przemianach ustrojowych na tych oddalonych i słabo skomunikowanych z centrum miasta terenach masowo zaczęły powstawać duże osiedla mieszkaniowe. Jak tłumaczyła w programie "Świat się Chwieje" dr Joanna Kusiak, socjolożka, badaczka miast oraz autorka książki "Chaos Warszawa. Porządki przestrzenne polskiego kapitalizmu", żyjącym na tamtych terenach rolnikom przestała się po prostu opłacać dotychczasowa działalność. 

- Białołęka jest trochę krystalizacją przestrzenną polskiego młodego kapitalizmu - stwierdziła rozmówczyni Grzegorza Sroczyńskiego. Wyjaśniła, że zajmowany przez dzielnicę obszar był w czasach socjalistycznych tzw. rezerwą terenową. - Tam z jednej strony było rolnictwo, przetwórnia Hortex, uprawiało się ogórki i pomidory, a z drugiej strony był pas przemysłowy i duża część terenów, które dzisiaj nazywa się zieloną Białołęką. Ten teren był zarezerwowany pod budowę elektrowni atomowej. To był taki fragment, który miał służyć miastu, miał dostarczać energię, pożywienie. Nie miał natomiast być zurbanizowany w takiej skali, w jakiej został - zaznaczyła badaczka. 

Białołęka była chwalona i zdobywała nagrody

Jak tłumaczyła dr Joanna Kusiak, powodów tego, że Białołęka przeszła głęboką zmianę, było kilka. Nie tylko to, że rolnikom przestało się opłacać uprawianie pola, bo nie mogli już z rolnictwa utrzymać swoich rodzin. 

- Dzisiaj Białołęka znana jako dzielnica, o której bardzo często słyszymy ze względu na jej problemy infrastrukturalne: że znów komuś nie dochodzi do mieszkania woda, bo zbudowano więcej mieszkań, niż pozwala na to przepustowość wodociągów, że trudno zapisać dziecko do szkoły czy przedszkola, bo więcej jest dzieci niż miejsc - mówiła.

Ale nie można zapominać, że stosunkowo niedawno, pod koniec lat 90. XX wieku i na początku 2000, Białołęka zdobywała nagrody i uważana była za wręcz modelową gminę (w latach 90. XX wieku obecne dzielnice miały status gmin - red.).

- Wydawało się, że to jest najbardziej zaradna gmina w Polsce. Wszyscy ją chwalili. Bo jeśli się sprzeda ziemię, zacznie się budować, to zanim dojdzie do momentu krytycznego, kiedy zorientujemy się, że tam jest tak dużo ludzi, że brakuje dla nich tej miejskiej infrastruktury, to do gminy płyną podatki: z infrastruktury, z podatków od firm, z działalności budowlanej, jest ruch, kręci się interes, można powiedzieć - tłumaczyła socjolożka w TOK FM.

Zaznaczyła jednak, że urbanizacja dzielnicy powinna była być przemyślana w sposób systemowy. - To nie chodzi o to, że nie powinno się budować tam mieszkań, ale to jest pytanie o to, gdzie, kiedy i w jaki sposób planujemy to miasto - dodała. 

Kto mieszka na Białołęce?

Grzegorz Sroczyński zaznaczył, że większość mieszkających na Białołęce osób kupowała tam dlatego, że nie było ich stać na te położone w innych dzielnicach Warszawy.

Ekspertka podkreśliła jednak, że na tę część stolicy trzeba patrzeć w kontekście całego polskiego mieszkalnictwa. Tłumaczyła, że Białołęka powstała także dlatego, że wprowadzono program powszechnej prywatyzacji mieszkań.

- Rzeczywiście jest tak, że dużą część mieszkańców tej dzielnicy stanowią ludzie przyjezdni do stolicy. Młodzi, dobrze wykształceni, zakładający rodziny, ludzie bardzo zaradni - zaznaczyła. Dodała, że sytuacja tych osób była zupełnie inna niż ludzi urodzonych w Warszawie. - Istnieje też pewnego rodzaju niesprawiedliwość przestrzenna i międzypokoleniowa - stwierdziła, tłumacząc, że w 1989 roku osoby wykupujące mieszkanie tego samego typu w stolicy i w Wałbrzychu, były na zupełnie różnych pozycjach, ponieważ wartość ich mieszkań zdecydowanie od siebie odbiegała. 

- To się przekłada też na szanse życiowe dzieci tych ludzi. Czy jeśli zdecydują się pojechać do Warszawy na studia, ponieważ tam jest najlepsza uczelnia, to czy będą miały gdzie mieszkać? - pytała dr Kusiak.

Według badaczki niesprawiedliwa była też możliwość wykupienia mieszkań komunalnych, ponieważ za małe pieniądze można było stać się właścicielem np. stumetrowego mieszkania w kamienicy w centrum Warszawie, które - na rynku nieruchomości - miało i ma ogromną wartość. - Szanse życiowe bardzo zależą od tego, kto gdzie był w momencie ustrojowego przełomu - podsumowała dr Kusiak. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • Jak zmniejszać niesprawiedliwość przestrzenną?
  • Jak deweloperzy akumulowali kapitał?
  • Jak zaniża się jakość osiedli?
  • Co zrobić z miejscami takimi jak Białołęka?
  • Czy prawo własności oznacza w Polsce prawo do zabudowy?



DOSTĘP PREMIUM