Sławomir Broniarz rozczarowany, że prezydent nie interweniuje ws. protestu. "Ma żonę nauczycielkę"

Rozmowy ostatniej szansy - tak można nazwać dzisiejsze spotkanie nauczycieli z min. Anną Zalewską. Jeśli nie uda się wynegocjować porozumienia, związkowcy zapowiadają strajk. Sławomir Broniarz, prezes ZNP, nie kryje, że jest zawiedziony brakiem reakcji na sytuację prezydenta. - Jego żona wie, w jakiej sytuacji są jej koleżanki i koledzy - tłumaczył.
Zobacz wideo

Nauczyciele domagają się 1000 zł podwyżki, a Ministerstwo Edukacji proponuje wynagrodzenia wyższe o 120-160 zł brutto. Dzisiaj (10 stycznia) odbędą się rozmowy związkowców z szefową resortu Anną Zalewską. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, nauczyciele zapowiadają strajk generalny. Minister dzisiaj rano w radiowej Jedynce podkreśliła, że resort "ma dodatkowe rozwiązania", które jej zdaniem usatysfakcjonują nauczycieli. Chodzi m.in. o dodatek za "wyróżniającą pracę". 

- Decyzja o strajku będzie uzależniona od rozmowy z panią minister Anną Zalewską. Do tej pory usłyszeliśmy to, co wszyscy już wiedzą. Pani minister sama zaproponowała dzisiejsze spotkanie, żeby wrócić do dyskusji. Decyzja zarządu głównego zależy od tego, z czym Anna Zalewska przyjdzie na rozmowy - tłumaczył sytuację Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. 

Gość Karoliny Lewickiej w Poranku Radia TOK FM zaznaczył, że zdaje sobie sprawę z tego, iż każdy chciałby w Polsce zarabiać więcej. Ale podkreślił, że przychodzący do pracy młody nauczyciel dostaje na starcie ok. 1700 zł, co nie starcza nawet na wynajęcie mieszkania. Według prezesa niskie zarobki powodują, że młodzi ludzie nie chcą pracować w zawodzie nauczyciela. 

- Nie chcielibyśmy, żeby do szkoły przyszli ci, którzy nigdy nie powinni tam trafić. Trudno, żeby młody człowiek wybrał gorszą alternatywę dla siebie. A powinniśmy wybierać najlepszych - tłumaczył. Zwrócił też uwagę na Finlandię, gdzie na jedno stanowisko nauczycielskie jest 60 chętnych. - Ale tam nikt nie płaci 400 euro miesięcznie - podkreślił. 

Prezydent nie zabiera głosu 

Dziennikarka zapytała, czy związkowcy nie oczekiwali większego zainteresowania ze strony premiera Morawieckiego. - Cieszymy się, że premier w ogóle zareagował, wysyłając panią minister, choć dwa z naszych pism - z czterech wysłanych do premiera - zaginęły w kancelarii. Aczkolwiek oczekiwaliśmy, i z dużym rozczarowaniem do tego podchodzimy, interwencji pana prezydenta. Ma żonę nauczycielkę. Mam wrażenie, że wie ona doskonale, w jakiej sytuacji są jej koleżanki i koledzy. Głos pana prezydenta jako twórcy Rady Dialogu Społecznego też byłby przez nas oczekiwany - podkreślił Sławomir Broniarz.  

Prezes ZNP zaznaczył, że nauczyciele oczekują 1000 zł podwyżki, ale "zawsze jest pole do negocjacji". Choć stwierdził, że jego zdaniem minister Anna Zalewska nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. - Bagatelizowanie tego problemu, posługiwanie się manipulacją, nie przystoi nauczycielowi - mówił, tłumacząc, że w liście, który szefowa resortu edukacji wysłała do związkowców w grudniu, są informacje "niezgodne ze stanem faktycznym". 

- Pani minister posługuje się wskazaniami, które są fajne medialnie. Ale jak można mówić, że 1000 zł podwyżki to będą podwyżki zsumowane z trzech lat? Tego rodzaju dezinformacji nie jesteśmy w stanie zaakceptować - podkreślił gość TOK FM. 

Strajk nauczycieli: kiedy i jak będzie wyglądać?

Broniarz zaznaczył, że związkowcy chcieliby, aby nauczyciele zastrajkowali wspólnie jednego dnia. 

Ankiety przygotowane przez związkowców ws. strajku wypełniło 230 tys. nauczycieli. Około 100 tys. z nich poparło akcję strajkową, pozostali opowiadali się za innymi formami protestu. Nauczycieli w Polsce jest 700 tys. 

Prezes ZNP podkreślił, że chciałby, aby wszyscy zastrajkowali. - To stworzyłoby podstawę do tego, aby przekonać rząd, że nie można bagatelizować tego problemu - tłumaczył. Dodał, że obserwowana skala determinacji wskazuje na to, że 75 proc. środowiska nauczycielskiego może wziąć udział w strajku. 

Jak będzie wyglądać akcja strajkowa? 

- Jesteśmy organizacją bardzo odpowiedzialną, jak każdy nauczyciel - stwierdził gość TOK FM oraz podkreślił, że nie będzie tajemnicy: - Strajk polega na tym, że szkoła jest zamknięta, przedszkole jest zamknięte, a rodzice powinni być o tym wcześniej poinformowani. Jeżeli zaś z jakiegokolwiek powodu dziecko przyjdzie do szkoły, to obowiązek opieki nad dzieckiem sprawuje dyrektor. To on jest zobowiązany, aby wspólnie z samorządem i rodzicami zadbać o bezpieczeństwo dzieci - wyjaśniał prezes ZNP. Uspokajał, że wszyscy będą poinformowani o strajku wcześniej, tak aby zapewnienie bezpieczeństwa dzieciom było możliwe. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

  • Czy strajk odbędzie się podczas egzaminów?
  • Jakie są konsekwencje dla uczniów?

DOSTĘP PREMIUM