"Ktoś kłamał. Albo Martyna Wojciechowska, albo NBP". Cezary Tomczyk o konferencjach banku centralnego

Konferencje NBP to, zdaniem Cezarego Tomczyka z PO, "komunikacyjne samobójstwo". - Na pewno ktoś kłamał. Albo pani Wojciechowska w zeznaniu podatkowym, zawyżając swoje dochody, albo NBP, komunikując coś, co nie jest prawdą - ocenił w TOK FM.
Zobacz wideo

Narodowy Bank Polski zorganizował w środę aż dwie konferencje prasowe. W ocenie posła PO - rzecznika rządu Ewy Kopacz - Cezarego Tomczyka, "Narodowy Bank Polski dokonał wczoraj komunikacyjnego samobójstwa". - I to w dodatku dwa razy. Obie te konferencje prasowe były nieprzygotowane, właściwie niczego się nie dowiedzieliśmy, a tylko dolano oliwy do ognia - komentował w Poranku Radia TOK FM.

Za komunikację, o czym warto pamiętać, odpowiada w NBP Martyna Wojciechowska. To jej zarobków dotyczyła większość pytań dziennikarzy na obu konferencjach. Ale nadal nie wiemy, ile zarabia jedna z najbliższych współpracowniczek prezesa Adama Glapińskiego.

- Widzimy jasno, że Narodowy Bank Polski ma coś do ukrycia. I ukrywa to przed obywatelami - ocenił gość Poranka Radia TOK FM. Jak dodał poseł PO, nie byłoby wątpliwości, gdyby po prostu sama dyrektor Wojciechowska wyszła do dziennikarzy i poinformowała, ile zarabia. Przypomniał też, że powtarzane przez media informacje na temat zarobków współpracowniczki Glapińskiego mają pochodzić z jej zeznania podatkowego.

- Mamy sytuację dziwną i skrajną. Tu na pewno ktoś kłamał. Albo pani Wojciechowska w zeznaniu podatkowym, zawyżając swoje dochody. W to jednak nie bardzo wierzę. Albo NBP komunikując coś, co po prostu nie jest prawdą - stwierdził Tomczyk w rozmowie z Karoliną Lewicką.

Na konferencji banku centralnego, przypomnijmy, poinformowano, że Martyna Wojciechowska nie zarabia 65 tysięcy złotych miesięcznie.

Cezary Tomczyk zapewniał, że kryzys wokół banku centralnego nie jest dla opozycji źródłem satysfakcji.

- NBP traci dziś swoją renomę. Widzimy, że Adam Glapiński na stanowisku prezesa sobie nie poradził. Narodowy Bank Polski zawsze był wyjątkową instytucją na rynku instytucji publicznych. Zawsze cieszył się wyjątkową renomą. A dziś funkcja prezesa została sprowadzona do dwóch dyrektorek, które zarabiają - być może - około 65 tysięcy złotych. I o tym mówi cały kraj. To nie jest dobra rekomendacja - uważa polityk.

Glapiński niezagrożony?

Sprawa zarobków w NBP stała się bardzo poważnym problemem wizerunkowym dla Prawa i Sprawiedliwości. Bo Glapiński został prezesem banku centralnego z rekomendacji i z poparciem partii Jarosława Kaczyńskiego. Rzeczniczka partii zapowiedziała nawet wczoraj, że PiS jest gotów poprzeć projekt ustawy, przygotowany przez PO, dotyczący ujawnienia zarobków kierownictwa banku centralnego. Po kilku godzinach zapowiedziała jednak, że PiS szykuje własną ustawę w tej sprawie.

- Z czego wynika siła Adama Glapińskiego? Czy tylko z tego, że jego kadencja kończy się w 2022 roku? Podobno Jarosław Kaczyński wywierał osobiście presję na prezesie NBP, żeby sprawę załatwił. A po wczorajszych wypowiedziach Glapińskiego można się spodziewać, że sytuacja dla PiS-u będzie się komplikowała - mówiła Karolina Lewicka.

- Wygląda na to, że Adam Glapiński ma ogromną wiedzę w związku z funkcjonowaniem całej partii PiS, a wcześniej Porozumienia Centrum (Glapiński to jeden z najdłużej współpracujących z Kaczyńskim polityków - red.). I może ta unikalna wiedza pozwala mu na zachowanie takiej unikalnej relacji z prezesem Kaczyńskim - stwierdził Cezary Tomczyk.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj podcastu - całej rozmowy Karoliny Lewickiej z Cezarym Tomczykiem:





Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM