Paweł Adamowicz nie żyje. Jego długoletni współpracownik: Czy nas to otrzeźwi? Nie mam żadnej nadziei

- Dzwonili do mnie dziennikarze z pytaniem, czy może po tym wszystkim otrzeźwiejemy. My już trzeźwieliśmy dwa razy: po śmierci papieża i po Smoleńsku. Trwało to kilka dni. Nie mam żadnej nadziei - stwierdził Antoni Pawlak, który przez wiele lat był rzecznikiem Pawła Adamowicza.

Paweł Adamowicz nie żyje. Prezydent Gdańska miał 53 lata. Zmarł w szpitalu, kilkanaście godzin po ataku, do którego doszło podczas 27. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Paweł Adamowicz został zaatakowany przez 27-letniego Stefana W., który zadał mu kilka ciosów nożem.

- Straciliśmy jednego z najwybitniejszych gospodarzy miast, który z prowincjonalnego Gdańska uczynił europejską metropolię. Utraciliśmy wielkiego marzyciela, który swoje marzenia potrafił wcielić w życie. On pod koniec roku wymyślił ideę Europejskiego Centrum Solidarności. Wtedy wszyscy kazali mu się puknąć w czoło, dziś jest ono jednym z jego największych pomników - tak wspominał Pawła Adamowicza Antoni Pawlak, który w latach 2007-2017 był rzecznikiem prasowym prezydenta Gdańska.

Jak mówił, Adamowicz fascynował go jako "fantastyczny gospodarz miasta". Dlatego chciał dla niego pracować. - Zdecydowałem się, chociaż zaproponował mi niską pensję. Bo innej nie mógł zgodnie z zasadami obowiązującymi w urzędzie - mówił Pawlak. Nim objął stanowisko rzecznika, przez rok był doradcą Pawła Adamowicza ds. kultury.

Obecnie Antoni Pawlak pracuje jako doradca prezydenta Gdańska i główny specjalista w kancelarii prezydenta miasta.

"Przemoc fizyczną zawsze poprzedza agresja słowna"

Jak mówił gość TOK FM, Paweł Adamowicz nie był rozpieszczany przez dziennikarzy. - W ostatnich latach to się ewidentnie nasiliło. Krzysztof Leski robił analizę "Wiadomości" TVP. Przez ostatnie dwa lata materiałów publicystycznych oskarżających Adamowicza o różne przestępstwa było ponad 100. Na zewnątrz znosił to dobrze. Co się dzieje w środku w człowieku, trudno powiedzieć. Parę razy wydawało mi się, że pęknie. Że się rozsypie, nie da sobie rady. A on nie pękał, parł do przodu. Ja nie wiem, czy bym tak potrafił - komentował Pawlak.

Współpracownik Pawła Adamowicza podkreślił, że przemoc fizyczną zawsze poprzedza agresja słowna. - Często słowo może zabić. Ta atmosfera, mowa nienawiści, przyczyniły się do tego (co się wydarzyło w niedzielę 13 stycznia - przyp.red.) - mówił. I dodał: - Dzwonili do mnie dziennikarze z pytaniem, czy może po tym wszystkim otrzeźwiejemy. My już trzeźwieliśmy dwa razy: po śmierci papieża i po Smoleńsku. Trwało to kilka dni. Nie mam żadnej nadziei.

Antoni Pawlak podkreślił, że nawet to, co wydarzyło się wczoraj, nie otrzeźwiło tych najbardziej zacietrzewionych. - Na którymś z prawicowych portali w komentarzach ludzie pisali, że robią zbiórkę na adwokata dla tego człowieka, który zaatakował Adamowicza nożem. Cieszą się, że "ten aferzysta z PO dostał to, na co zasłużył". Przypomniało mi się, że ludzie na pogrzeb prof. Bronisława Geremka przyszli z transparentem: "Dziękujemy ci Boże, że go od nas zabrałeś". Jest tak nieprawdopodobne zdziczenie obyczajów, że obawiam się, że już tego nie opanujemy. A w każdym razie nie w naszym pokoleniu - ocenił w rozmowie z TOK FM.

Czytaj też: Gronkiewicz-Waltz: Paweł Adamowicz zmienił Gdańsk nie do poznania >>>



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM