Nie mamy prawa szukać przyczyn tragedii w Gdańsku? Psychoterapeutka: "To jest kneblowanie"

- Mam nadzieję, że wiele osób, które nadawały ton społecznej komunikacji, propagandzie rządowej, teraz żałuje - przekonywała w TOK FM psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosińska.

Po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, do którego doszło podczas niedzielnego finału WOŚP, rozpoczęła się debata dotycząca przyczyn tragedii. Wielokrotnie wskazywano na poziom agresji i pogardy w polskiej debacie publicznej, przypominając słowa Stefana W., który po zaatakowaniu Pawła Adamowicza, wykrzykiwał ze sceny - oskarżał Platformę Obywatelską o niesłuszny - jego zdaniem - pobyt w więzieniu. 27-letni mężczyzna odsiedział ponad pięć lat, za napady na bank i placówki SKOK-u.

Wielu komentatorów uznało jednak, że formułowanie takich wniosków jest szkodliwe i krzywdzące. I w czasie żałoby nie ma miejsca na takie opinie.

Nie zgadza się z tym Zofia Milska-Wrzosińska – jedna z czołowych postaci polskiej psychoterapii. Jak mówiła w TOK FM, szukanie przyczyn tragicznego zdarzenia to element procesu żałoby. - Przechodzi go teraz wiele osób. Ten proces jest na różne sposoby zakłócany. Mówi się o “żerowaniu na cudzej tragedii”.(...) Nikt nie powinien wyrokować, na ile ta tragedia jest “cudza”. (...) Jeżeli ludzie słyszą, że to jest "cudza" tragedia, to czują się, jakby ktoś chciał im dyktować, co jest "ich" tragedią - tłumaczyła w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.

To nie jest żerowanie

Jak mówiła psychoterapeutka, jako żerowanie na tragedii traktuje się obecnie - w jej opinii błędnie - mówienie o tym, że istnieje klimat polityczny, który sprzyja takim zachowaniom, jak to, co wydarzyło się w Gdańsku. Że to, co się dzieje od jakiegoś czasu w przestrzeni komunikacji publicznej, społecznej, mogło doprowadzać do eskalacji pogardy i mieć jakiś wpływ na to, co się stało.

- To jest trochę takie kneblowanie. Nie mów o tym, jak ty to rozumiesz, nawet jako socjolog, albo psycholog, bo to będzie żerowanie na cudzej tragedii. Używa się też knebla, żeby nie rozgrywać tej sytuacji politycznie. Co to znaczy rozgrywać politycznie? Jeżeli ja mówię, że dostrzegam pewne związki między klimatem społecznym a tym, że ktoś to starannie zaplanował i wykonał, to czy to oznacza, że dokonuję rozliczenia politycznego? Owszem, można powiedzieć, że jest pewna grupa polityków odpowiadających za tworzenia takiego klimatu i za aprobatę tego, co się dzieje w publicznej telewizji. Więc jeżeli mówię, że dostrzegam między tym związek, to dokonuję osądu politycznego. Ale część żałoby polega na tym, że szukam przyczyny i doświadczamy złości. (...) Nie mówmy, że teraz się pogodzimy, będzie zgoda i będziemy razem płakać. A może nie wszyscy ze wszystkimi chcą płakać? Czas na zgodę był trochę wcześniej. Teraz nie da się uniknąć rozliczeń, rozrachunków, refleksji. Oczywiście w procesie refleksji przychodzi pora, by sobie powiedzieć, kto jednak przyczynił się do takiego wydarzenia w większym stopniu. (...) Nikt nie ma prawa blokować czyichś emocji, jeżeli one nie objawiają się w sposób obelżywy - przekonywała Zofia Milska-Wrzosińska.

Zdaniem terapeutki, myślenie, że tragiczne zdarzenie - do jakiego doszło w minioną niedzielę - nas wzmocni i doprowadzi do pojednania, jest “utopijne”. W jej opinii wynika to z tego, że część z nas postrzega konkretne osoby jako współsprawców wydarzeń w Gdańsku. Podkreśliła przy tym, że nie chodzi o współsprawstwo intencjonalne. - Jeżeli część polskiego społeczeństwa mówi “to przez was”, to nie ma możliwości zgody. Bo nie ma zgody bez pokuty. Zgoda pozorna nie wystarcza, pewne rzeczy muszą być rozliczone - oceniła.

- Mam nadzieję, że wiele osób, które nadawały ton społecznej komunikacji, propagandzie rządowej, teraz żałuje. Jeżeli w przyszłości miałyby eskalować podobne wydarzenia, to nie będą one wynikały z tego, że my mówimy: zobaczcie, z czego to wynikło. Nie sądzę, aby do zgody prowadziło zatrzymywanie refleksji - dodała.

Nic nie dzieje się w próżni

Zofia Milska-Wrzosińska przekonywała też, że jeżeli aktu przemocy dokonuje osoba zaburzona, nie oznacza to wcale, że wpływu na to nie miał klimat społeczno-polityczny.

Przypomnijmy, według informacji PAP, podczas odbywania kary więzienia, zabójca prezydenta Adamowicza spędził około półtora miesiąca na oddziale psychiatrycznym aresztu śledczego.

- Człowiek zaburzony również podlega oddziaływaniom w przestrzeni społecznej. Funkcjonowanie w świecie urojeniowym nie jest oderwane od tego, co jest na zewnątrz. (...) Zawsze jest wpływ i zawsze klimat polityczno - społeczny może coś uruchomić. Można się zastanowić, co uruchamiają plastelinowe felietoniki w człowieku. Człowiek funkcjonujący normalnie nie weźmie z tego powodu noża. Ale na kogoś, kto jest w jakiś sposób zaburzony, może to tak podziałać. Dlatego uważam, że to nie jest oderwane - tłumaczyła.

Zdaniem ekspertki, zrzucanie całej winy na zaburzenia psychiczne sprawcy, to forma wypierania zewnętrznych przyczyn, które na niego wpłynęły.  

- Rozumiem to jako obronę. Mówienie sobie “stało się coś bardzo złego i chcę wierzyć, że zrobił to ktoś w jakiś sposób obcy, szaleniec, ktoś, kto ma zupełnie inne uczucia, mózg, niż ja i tylko dlatego mógł to zrobić. I w ten sposób bronię się przed poczuciem, że kto jest ktoś z mojego świata, że to ma swoje przyczyny” - interpretowała.

- Widzę potrzebę wyjęcia tego, czego się boimy, co jest złe, poza nasz świat. A choroba psychiczna jest bardzo dobrym sposobem skategoryzowania tego. W życiu codziennym też często mówimy: ona się tak zachowuje, bo to wariatka - dodała.

27-letniemu Stefanowi W. postawiono zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Gdański sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM