Szesnastolatek wziął udział w akcji przeciwko pedofilii w Kościele. Teraz ma postawione zarzuty

Przesłuchania, zarzuty i radiowóz pod domem - tego doświadcza Paweł Wenderlich, licealista z Lipna pod Toruniem. Wszystko zaczęło się, kiedy wziął udział w akcji Baby Shoes Remember.

Paweł Wenderlich, licealista z Lipna, za udział w akcji Baby Shoes Remember - proteście przeciwko tuszowaniu przypadków przemocy seksualnej wobec dzieci w Kościele - usłyszał zarzut z kodeksu wykroczeń. Chodzi o wieszanie plakatów na obiektach, których właściciel nie wyraził na to zgody. Tylko że licealista żadnych plakatów nie wieszał. Akcja polegała na zawieszaniu na kościelnych bramach i ogrodzeniach dziecięcych bucików i ewentualnie kartek z napisami. 

W ramach akcji, Paweł Wenderlich przyjechał 26 sierpnia 2018 roku do Torunia, by symbolicznie zaprotestować. Jak tłumaczył w Pierwszym Śniadaniu w TOK-u, był to wyraz solidarności z ofiarami nadużyć seksualnych w Kościele. - Byłem z kilkoma osobami w Toruniu i zawiesiliśmy dziecięce buciki. Z czasem dowiadywałem się, że te osoby są przesłuchiwane. Miesiąc później i mnie znaleźli policjanci - tłumaczył. 

W sobotę 20 października, około 7.40, policjant przyszedł do domu nastolatka. - Chciał mnie od razu zabrać, ale rodziców nie było w domu, więc nie mógł takiego kroku podjąć. W poniedziałek przyszliśmy na komendę z rodzicami. Tam pytał o mnie, gdzie byłem, co robiłem itd - wyjaśniał licealista.

Czytaj też: Posłanka straci immunitet za udział w akcji przeciwko pedofilii w Kościele? Policja składa wniosek

Co wydarzyło się dalej? - Miesiąc później policjant przychodził kilkukrotnie. Tatę nachodził, akurat na mnie nie trafiał w domu, cały czas naciskał na kolejne przesłuchanie. W końcu zadzwoniłem i się umówiliśmy. W jego trakcie zmienił się (mój - red.) charakter na oskarżonego - mówił.  - Policjant cały czas podkreślał umieszczenie plakatów w miejscu niedozwolonym, na katedrze Janów. A to nie był plakat, tylko buciki - tłumaczył. 

Radiowóz pod domem

Na pytanie, czy szesnastolatek odczuwa ze strony policji presję, Paweł Wenderlich odparł, że od około dwóch tygodni codziennie widzi ten sam radiowóz pod swoim oknem. - W Toruniu na jednej z demonstracji nagrywały nas trzy osoby. Jak twierdził później policjant, to byli funkcjonariusze i jedna z tych osób poszła potem ze mną na dworzec autobusowy, więc jednak czuję jakąś presję z ich strony - zaznaczył. 

Tłumaczył, że być może policji chodzi o zmianę jego zeznań lub przyznanie się do winy. - Nie poczuwam się do winy, ponieważ nic złego nie zrobiłem. Nie wiem jak mam to określić. Ani to żałosne, ani to śmieszne. Sam fakt, że (policjanci - red.) są ciągle pod oknami, chodzą za mną, to jest chore, bo nie mają co robić, nie szukają tych, których trzeba - krytykował. 

Toruńska policja broni swoich decyzji w tej sprawie. Wioletta Dąbrowska z działu komunikacji Komendy Miejskiej tłumaczyła w rozmowie z WP, że funkcjonariusze mieli obowiązek postawienia takich zarzutów. Dodała, że policja była "zobligowana do skierowania do sądu wniosków w sprawie czterech osób". - Wie pan, wieszanie bucików, to prawie jak zamach bombowy - skomentował ironicznie dziennikarz. 

- To zamach stanu na Jarosława Kaczyńskiego i Tadeusza Rydzyka - wtórował mu licealista.  

Co skłoniło Pawła Wenderlicha do protestu?

- Dużo czytałem i to się dla mnie wydawało chore, że takie są sytuacje i nikt na to nie reaguje. Prawda jest taka, że Watykan,  biskupi, rzadko któryś coś z tym zrobi. To jest wszystko ukrywane. Kościół powinien odtajnić wszystkie akta, które posiadają na temat przypadków pedofilii - apeluje szesnastolatek. 

Policja chce uchylenia immunitetu Joanny Scheuring-Wielgus

Policja zarzuca także posłance Teraz!, Joannie Scheuring-Wielgus, że popełniła wykroczenie, wieszając na drzwiach toruńskiej katedry plakat z napisem "Baby Shoes Remember. Stop pedofilii" bez zgody księdza zarządzającego katedrą.

Policja chce uchylenia immunitetu parlamentarzystki, by móc ją pociągnąć do odpowiedzialności za wykroczenie.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM