Prof. Kisilowski: "PiS wykorzysta morderstwo Adamowicza do wzmocnienia władzy". Nie za wcześnie na takie opinie?

- Uważam, że jest ryzyko, przy tej bierności głosów liberalnych, które ze szlachetnych pobudek starają się nie wskazywać na odpowiedzialność władzy, że po prostu może to doprowadzić do tego, że władza to wykorzysta - mówił w TOK FM prof. Maciej Kisilowski.

Zdaniem prof. Macieja Kisilowskiego z Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego w Budapeszcie, morderstwo jednego z najgłośniejszych krytyków partii rządzącej stworzyło atmosferę strachu i zagrożenia, którą PiS najprawdopodobniej wykorzysta, by “przyspieszyć przejęcie niezależnych instytucji i zlikwidowanie tego, co pozostało z polskiej demokracji.”

W swoim budzącym kontrowersje tekście dla portalu “Politico” ocenia, że apele PiS, aby nie upolitycznić śmierci Pawła Adamowicza, to standardowe działania wykorzystywane przez “siły regresywne” do rozmycia oburzenia wywołanego ich polityką. Zauważa, że politycy i komentatorzy starają się opisać napaść na Adamowicza jako "niewytłumaczalną" i "tajemniczą", akcentując kryminalną przeszłość napastnika oraz jego problemy psychiczne. Porównuje to do sposobu, w jaki konserwatywni politycy ze Stanów Zjednoczonych komentują tragiczne w skutkach strzelaniny.

Autor stawia też tezę, że wiarygodne informacje na temat przyczyn wydarzeń w Gdańsku nie zostaną poznane, dopóki Prawo i Sprawiedliwość będzie sprawowało władzę, ponieważ ma wątpliwości, czy śledztwo prowadzone przez prokuratora Ziobrę jest obiektywne i niezależne.

"Narracja się cementuje"

Na antenie Radia TOK FM prof. Kisilowski polemizował z Agnieszką Lichnerowicz, czy jego tezy nie są za “mocne” i czy nie należy wstrzymać się z ich formułowaniem.

- Również krytycy władzy wzywają teraz do powstrzymania emocji, wycofania się, żeby pomyśleć, uważać na słowa, jeżeli czegoś nie jesteśmy pewni - przypomniała Lichnerowicz.

- Niewątpliwie z tym podejściem się nie zgadzam. Rozumiem szlachetne pobudki. Natomiast, ponieważ nie jest tak, że nie ma dyskusji, to nie może być tak, że argument tylko jednej strony jest prezentowany w dyskusji publicznej. Gdyby nic nie było mówione, pisane na ten temat, to rzeczywiście trzeba byłoby to uszanować. Ale narracja jest i coraz bardziej się cementuje - mówił Kisilowski.  - Uważam, że kwestia mowy nienawiści jest tematem ważnym, ale zastępczym. Bo czym innym jest to, że ktoś pod moim artykułem pisze “ty sorosowy zdrajco”, a czym innym jest, kiedy władza używa instrumentów państwa do tego, żeby atakować, organizować nagonkę - dodał odnosząc się do licznych materiałów telewizji publicznej dotyczących Adamowicza oraz śledztw i kontroli instytucji państwowych.

"Władza nie ma szacunku do tego rodzaju spraw"

Zdaniem Kisilowskiego, za ochronę Pawła Adamowicza nie odpowiadali organizatorzy WOŚP. - Bezpieczeństwo prezydenta dużego miasta to jest zadanie państwa, a nie Jurka Owsiaka. Przecież on nie został zaatakowany przypadkiem, to był zamach na jego życie - mówił.

Naukowiec przewiduje, że może wydarzyć się “czarny scenariusz”, w którym nie zostanie przeprowadzone prawidłowe śledztwo, a politycy opozycji zaczną bać się np. chodzić na spotkania z wyborcami. - To jest elementarz państw autorytarnych - mówił.

- Czy pan mówiąc to nie wprowadza niepotrzebnego niepokoju, nie zaostrza sporu, wzajemnej podejrzliwości? - pytała prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz.

- Skoro od lat mówiliśmy, że zmierzamy w stronę autorytaryzmu, to trzeba brać lekcje z państw, w których się takie rzeczy dzieją. Wykorzystanie strachu, poczucia niebezpieczeństwa, stanu nadzwyczajnego, niestety bardzo często prowadzi do konsolidacji władzy - argumentował.

- Ktoś może panu zarzucić, że wykorzystuje pan śmierć do walki politycznej - zauważyła Agnieszka Lichnerowicz.

- Ale ja nie jestem politykiem, nie zamierzam być. Jestem profesorem na uniwersytecie za granicą. Po prostu uważam, że jest ryzyko, przy tej bierności głosów liberalnych, które ze szlachetnych pobudek starają się nie wskazywać na odpowiedzialność władzy, że po prostu może to doprowadzić do tego, że władza to wykorzysta. Po Smoleńsku wiemy, że władza nie ma szacunku do tego rodzaju spraw - przekonywał Kisilowski.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM