Kaczyński naprawdę się spóźnił na minutę ciszy? "Jesteśmy dorośli, Mazurek ubliża naszej inteligencji"

Według dr Ewy Pietrzyk-Zieniewicz z UW nie ma usprawiedliwienia dla nieobecności polityków PiS na upamiętnieniu Pawła Adamowicza w Sejmie. - Nie chciał, więc nie przyszedł - powiedziała o rzekomym spóźnieniu posła Jarosława Kaczyńskiego, przewodniczącego partii rządzącej.
Zobacz wideo

Jarosław Kaczyński, Beata Mazurek i Ryszard Terlecki nie uczestniczyli w uczczeniu pamięci Pawła Adamowicza minutą ciszy na środowym (16 stycznia) rozpoczęciu posiedzenia Sejmu. Rzeczniczka PiS jako powód podała przypadkowe spóźnienie, w którym nie należy szukać drugiego dna. Nieobecność prominentnych posłów PiS podczas sejmowej minuty ciszy była jednym z tematów dyskusji komentatorów w TOK FM.

Zdaniem Bogusława Chraboty z "Rzeczpospolitej" istnieje możliwość, że przewodniczący PiS po prostu nie chciał być na sali podczas wystąpienia szefa największej partii opozycyjnej, Grzegorza Schetyny (PO), który wnioskował o minutę ciszy.

- To się może wydarzyć, tylko pamiętajmy, że byli w Sejmie. Byli wcześniej na konwencie seniorów. Może doszło do jakiejś dyskusji, przegapienia tej chwili, ale myślę, że równie prawdopodobna jest interpretacja, że Jarosław Kaczyński nie chciał być obecny podczas wystąpienia Grzegorza Schetyny, które poprzedzało minutę ciszy - powiedział Bogusław Chrabota. Dodał, że nie było wiadomo, jak długo potrwa wystąpienie przewodniczącego PO.

Czytaj też: Wiceprezydent Gdańska spotkał się z matką zabójcy Pawła Adamowicza. "Oni też przeżywają swój dramat"

Tłumaczył, że prezes PiS zapewne bał się, iż Grzegorz Schetyna wskaże i zaatakuje winnych zamordowania Pawła Adamowicza. - Nic takiego się nie wydarzyło. Ale te obrazki byłyby pokazywane potem przez dziesiątki stacji telewizyjnych. Oczywiście to nie byłoby uzasadnione, bo ani Jarosław Kaczyński, ani PiS nie są sprawcami tej tragedii. Ale mam wrażenie, że cała kryzysowa pr-owska procedura, którą stosuje teraz PiS, to jest próba odcięcia przymiotnika "polityczny" z opisów zdarzenia - zaznaczył dziennikarz, tłumacząc, że PiS boi się przypisania mu winy za tragedię. 

"Nie chciał, więc nie przyszedł"

Inne zdanie na temat nieobecności podczas minuty ciszy prominentnych polityków PiS miała dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Podkreśliła, że "nie raz, nie dwa i nie cztery" zdarzało się, że posiedzenia parlamentu rozpoczynały się ze znacznym opóźnieniem. - W tym, z takiego powodu, że jeszcze nie ma pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Naprawdę dorośli jesteśmy i naprawdę pani rzecznik mogłaby się powstrzymać od komentarzy, które łagodnie rzecz ujmując, ubliżają naszej inteligencji i poczuciu zdrowego rozsądku - stwierdziła. 

- Jeśli chodzi o obecność pana marszałka, czy pana prezesa zwłaszcza, to póki co żyjemy w wolnym kraju. Pan Kaczyński jest szefem dużej partii, ale funkcji publicznych, w sensie rządowych, żadnych nie pełni. Nie chciał, więc nie przyszedł. Mam wrażenie, że "nie chciał", jest samo w sobie wystarczająco wymowne. Niech teraz każdy wnioskuje tak, jak chce, tak, jak lubi i tak, jak mu poczucie przyzwoitości dyktuje - zaznaczyła. 

Czytaj też: Kilkaset osób protestowało w Warszawie przed siedzibą TVP. "Nieobiektywna, pełna mowy nienawiści"

Dodała, iż wiadomo, że gdyby prezes PiS chciał być obecny podczas minuty ciszy, "to nawet i o godzinę marszałkowie przesunęliby rozpoczęcie obrad", a opozycja by się pewnie zgodziła.

Z kolei Jarosław Gugała z Polsatu podkreślił, że są dwa możliwe powody nieobecności trojga polityków PiS: albo była to decyzja polityczna, albo rzeczywiście spóźnienie. 

- Dla opinii o PiS , o Jarosławie Kaczyńskim, w tym kontekście i jedna, i druga wersja jest fatalna. Bo nawet jeśli się po prostu spóźnili, to są takie wydarzenia i momenty, kiedy nie wolno się spóźnić. Po prostu. Zaszkodzili sobie - stwierdził dziennikarz. 

Dodał, że szkoda czasu na rozważanie powodów nieobecnosci. - Koń jaki był w tym momencie, każdy widział - podsumował. 

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

DOSTĘP PREMIUM