Studia filmowe sklejone w jeden państwowy kombinat? "Żeby przyjechało tu Hollywood potrzeba czegoś innego"

- Łączenie instytutów, muzeów i innych instytucji kultury - powszechne w ostatnich latach - nie służy kulturze - przekonywał w Magazynie EKG Paweł Potoroczyn. - To jest sposób, żeby parę osób "sczyścić" i zaparkować swoich własnych protegowanych - dodawał.
Zobacz wideo

Z planów ogłoszonych przez ministerstwo kultury tuż przed końcem 2018 roku wynika, że mają zniknąć Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, Studio Miniatur Filmowych oraz studia: Kadr, Tor, Zebra i Kronika. Zostaną połączone w jedną dużą instytucję.

Paweł Potoroczyn, były dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza, przekonywał w Magazynie EKG, że to zły pomysł, który nie ułatwi filmowcom życia i nie wpłynie na zwiększenie liczby filmów powstających jako międzynarodowe koprodukcje. 

- Przestrzegałem każdą władzę przed kuratorskimi ambicjami. Państwo ma tworzyć polityki kulturalne i możliwość, a nie być kuratorem - tłumaczył, dodając jednocześnie, że w Europie właściwie nie ma kraju, w którym państwo nie partycypowałoby w produkcji filmowej, nawet wchodząc w pewne czysto komercyjne przedsięwzięcia.

Jego zdaniem poprzednie władze Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej spełniły swoją rolę bardzo dobrze, co widać w liczbie widzów oglądających polskie filmy, ocenach krytyków i nagrodach na festiwalach. Działań nowego - już po zmianach w gremiach oceniających m.in. scenariusze - jeszcze nie sposób jest ocenić. 

Czytaj też: Krzysztof Zanussi o pomysłach min. Glińskiego na polską kinematografię: Chodzi o centralne sterowanie

Studia filmowe połączone w jedno - po co?

Były dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza wskazał na trzy cele, którym może służyć zmiana proponowana przez resort min. Piotra Glińskiego. Pierwszym jest, jego zdaniem, przejęcie pełnej kontroli nad tymi instytucjami kultury, "których zasoby można było strumieniować na propagandę". 

Po drugie, jak wskazał: "Z jakiegoś powodu to się wszystko odbywa pod hasłem połączenia". - Z jakiegoś powodu połączono Muzeum II Wojny Światowej i z kieszonkowym, malutkim Muzeum Westerplatte. Z jakiegoś powodu połączono Narodowy Instytut Audiowizualny z Filmoteką Narodową. To jest sposób, żeby nie wchodząc w długotrwałe procesy ze zwalnianymi dyrektorami, parę osób sczyścić i zaparkować swoich własnych protegowanych - stwierdził Paweł Potoroczyn. 

Trzecia kwestia to z kolei cel, który - jak mówił rozmówca Macieja Głogowskiego - można się dopatrzyć m.in. w programie minister edukacji Anny Zalewskiej. - Wprost mówi się o nowym Polaku, o nowym patriocie i nowym patriotyzmie. To nazywa się inżynieria kulturowa - wskazał.

Jak dodał gość TOK FM pomysł min. Glińskiego "to jest sposób, żeby parę osób "sczyścić" i zaparkować swoich własnych protegowanych".

To się nie uda

Zdaniem Potoroczyna, efekty takiej polityki centralizacyjnej zobaczymy po wynikach filmów. - Czy na propagandowe gnioty pójdzie więcej niż 20-40 tys. ludzi - pytał. 

Nie miał również wątpliwości, że jedna instytucja powstała ze sklejenia studiów filmowych nie przełoży się na wzrost liczby koprodukcji międzynarodowych. - Do tego potrzebna jest ordynacja podatkowa, która tworzy zachęty do inwestowania w produkcje filmowe w danym kraju. Bez zachęt podatkowych żadna wielka hollywoodzka koprodukcja się tu nie pojawi - przekonywał. I jako przykład podał Rumunię i Bułgarię, które są jedno zdaniem głównymi konkurentami polskiego przemysłu filmowego.  

- Oni myśleli o krok do przodu - wprowadzili zachęty podatkowe. Poza tym mają coś, o czym ja mówię od 24 lat - filmowego skauta w Los Angeles, który biega od studia do studia i mówi, że w jego kraju można skutecznie robić filmy. W Polsce można nakręcić wszystko, poza scenografią współczesnego amerykańskiego miasta - mówił. Jako przykład podał film "Monachium" Stevena Spielberga, którego mimo zażyłości między reżyserem a operatorem Januszem Kamińskim, nie udało się kręcić we Wrocławiu, "bo w Polsce było za drogo".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM