Czas płynie, a projektu PiS nie ma. Kiedy dowiemy się, ile zarabiają "dwórki" prezesa NBP?

Mijają dwa tygodnie od deklaracji złożonych przez PiS, a projektu partii rządzącej ws. pensji w Narodowego Banku Polskiego ciągle nie ma w Sejmie. W parlamencie są propozycje przygotowane przez PO i Kukiz'15.
Zobacz wideo

- Zanim doszło do zamachu na Pawła Adamowicza, Polska żyła sprawą pensji w NBP. Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że złoży projekt ustawy, który ujawni pensje. Czy ten projekt pojawił się (w Sejmie)? - pytała wicemarszałka Stanisława Tyszkę Dominika Wielowieyska. Polityk Kukiz'15 odpowiedział, że projekt PiS-u się nie pojawił.

Od daty złożenia przez partię rządzącą obietnicy zaraz miną dwa tygodnie. W Sejmie są dwa projekty dotyczące jawności pensji kierownictwa Narodowego Banku Polskiego, autorstwa PO i Kukiz'15.

- Nasz projekt zakłada nie tylko jawność wynagrodzeń w NBP, ale też obniżenie pensji. Chodzi o prosty mechanizm: chcemy przekazać kompetencje do kształtowania tych wynagrodzeń Sejmowi, jak jest w przypadku Najwyższej Izby Kontroli - mówił wicemarszałek Tyszka. Jak ocenił, wypłacanie kierownictwu NBP pensji w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych jest "obraźliwe dla ciężko pracujących Polaków".

PiS miał poprzeć pomysł PO

Prawo i Sprawiedliwość dosyć późno ogłosiło, że szykuje projekt. Wcześniej rzeczniczka partii Beata Mazurek mówiła, że możliwe jest poparcie projektu Platformy Obywatelskiej, w sprawie jawności wynagrodzeń w NBP. To pierwszy projekt, jaki pojawił się w Sejmie (8 stycznia), po wybuchu afery dotyczącej wysokości pensji dla współpracowniczek prezesa banku centralnego Adama Glapińskiego.

Ale kilka godzin po deklaracji Mazurek okazało się, że PiS będzie pracował nad własnym projektem. Według spekulacji mediów po to, by skończyło się na przepisach, które nie zaszkodzą prezesowi Glapińskiemu, od lat jednemu z najbliższych i wypróbowanych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego.

Przypomnijmy, kilka tygodni temu "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że jedna z najbliższych współpracowniczek prezesa NBP - Martyna Wojciechowska - może zarabiać nawet 65 tysięcy złotych miesięcznie. I nie jest jedyną bliską współpracowniczką Adama Glapińskiego, która otrzymuje bardzo wysokie wynagrodzenie.

Bank centralny długo zwlekał z reakcją na te informacje. A kiedy wreszcie zorganizowano konferencję prasową, dowiedzieliśmy się jedynie, że "żaden z dyrektorów w NBP nie otrzymuje - powszechnie i nieprawdziwie podawanego w mediach - wynagrodzenia w wysokości 65 tys. złotych lub wyższego". Wojciechowska pracuje na stanowisku dyrektor Departamentu Komunikacji i Promocji NBP.

Czytaj też: Watchdog Polska doniesie do prokuratury na Glapińskiego i NBP. Chodzi o zarobki "dwórek">>>



DOSTĘP PREMIUM