Gronkiewicz-Waltz dostała policyjną ochronę. Po incydencie na Uniwersytecie Warszawskim

Hannie Gronkiewicz-Waltz przyznano policyjną eskortę. Kiedy 14 stycznia była prezydent Warszawy przebywała na dyżurze w pokoju nauczycielskim na Uniwersytecie Warszawskim, pojawił się u niej mężczyzna, który zachowywał się agresywnie - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

Według ustaleń "Dziennika Gazety Prawnej", była prezydent Warszawy "sama prosiła o ochronę w piśmie do szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego". Jednak "resort nie chce oficjalnie potwierdzić, czy ochrona policji została ustanowiona ani w jakim zakresie. Przyznaje, że po otrzymaniu korespondencji minister osobiście spotkał się z Hanną Gronkiewicz-Waltz".

Gazeta, "ze względu na charakter sprawy", nie informuje o szczegółach dotyczących tej rozmowy, ponieważ - jak podaje - "zakres wykonywanych czynności ochronnych oraz formy i metody są informacjami niejawnymi".

"Funkcjonariusze zawsze podejmują i będą podejmowali działania adekwatne do konkretnej sytuacji" – cytuje wydział prasowy resortu "DGP". Dziennik podaje, że Hanna Gronkiewicz-Waltz w odpowiedzi na prośbę o komentarz odpowiedziała, że nie może "udzielać szczegółowych informacji".

Jak ustalił "DGP", Hanna Gronkiewicz-Waltz wystąpiła po ochronę po incydencie, do którego doszło 14 stycznia - w dniu śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Kiedy była prezydent Warszawy przebywała na dyżurze w pokoju nauczycielskim, na Uniwersytecie Warszawskim, "pojawił się u niej mężczyzna, który miał zachowywać się dość agresywnie". "Interweniowała policja" - informuje gazeta.

Zgodnie z ustaleniami "DGP", nie był to pierwszy tego typu przypadek. Mężczyzna miał nie pierwszy raz nachodzić Gronkiewicz-Waltz na UW.



DOSTĘP PREMIUM