Dokument o zapomnianym polskim artyście hitem Netflixa. "Bez DiCaprio tego filmu by nie było"

Twórcy filmu o Stanisławie Szukalskim dowiedzieli się o jego antysemityzmie w ostatnim dniu zdjęciowym. - To był szok poznawczy dla nas wszystkich - mówił w TOK FM reżyser dokumentu Irek Dobrowolski.
Zobacz wideo

O urodzonym w 1893 roku w Stanisławie Szukalskim, cenionym polskim malarzu i rzeźbiarzu, zapomnianym w ojczystym kraju, ale odkrytym ostatnio w USA, gdzie mieszkał, zrobiło się głośno za sprawą robiącego furorę na Neflixie filmu dokumentalnego "Walka". Wyreżyserował go Irek Dobrowolski, a wyprodukował Leonardo DiCaprio - jego rodzina i on sam przyjaźnili się z artystą. Aktor sam nie pojawił się jednak w filmie.

- Leonardo występuje w napisach, jest na zdjęciu. No cóż, zdradzę, że kiedy odbywały się zdjęcia do "Struggle", oni mieli swoje struggle (z ang. - trudności) ze "Zjawą" (film z DiCaprio w roli główniej - przyp.red.) - na Alasce zabrakło śniegu. Nie będę zdradzał więcej, ale jest to związane ze zmianą klimatu, czyli kwestią, w którą Leonardo jest zaangażowany - tłumaczył w TOK FM Irek Dobrowolski. Podkreślił przy tym olbrzymią rolę, jaką DiCaprio odegrał w powodzeniu projektu.

-  Bez Leonardo tego filmu by nie było. Myśmy naprawdę wypruwali sobie żyły, próbowaliśmy tym filmem zainteresować wiele instytucji i w końcu zaczęliśmy go robić sami. Wreszcie trafiliśmy na George'a (ojciec Leonardo DiCaprio, przyjaciel Szukalskiego - przyp. red.), który postanowił zmienić tę sytuację. To też trochę trwało, ale kiedy Leonardo zdecydował się, żeby być producentem tego filmu, wszystko poszło jak z płatka. Leonardo był zaangażowany w amerykańską premierę, którą otwierał. Przyprowadził fajnych znajomych, był Al Pacino, Alejandro Iñárritu i jeszcze parę ciekawych osób. Widać było, że jest w ten projekt zaangażowany i mówił to w pierwszych słowach - że znał Szukalskiego, jego twórczość, że kolekcjonuje jego dzieła - relacjonował reżyser.

Antysemicka przeszłość

Szukalskiego w latach 80. odkrył Glenn Bray, kolekcjoner i znawca komiksów. Trafił w antykwariacie na książkę o Szukalskim i zafascynował się jego sztuką, często bliską estetyce komiksowej. Choć polski artysta ma dziś swoich wielbicieli w świecie sztuki, to jest postacią bardzo kontrowersyjną. Głównie za sprawą swojego antysemityzmu.

Jak tłumaczył reżyser, Szukalski swoją antysemicką przeszłość ukrywał, a twórcy filmu dowiedzieli się o niej… w ostatnim dniu zdjęciowym. - To był szok poznawczy dla nas wszystkich. Żeby przekonstruować całe myślenie o filmie, potrzebowaliśmy trochę czasu i dodatkowych zdjęć - mówił.

Irek Dobrowolski dodał, że od momentu trafienia na wątek antysemicki, twórcy filmu zaczęli przeczesywać źródła dotyczące artysty właśnie pod tym kątem.

- Trafiłem w korespondencji Szukalskiego do Mariana Konarskiego na następujące zdanie: "Nie ufaj Dobrowolskiemu, bo wszyscy Dobrowolscy to Żydzi". Kiedy to przeczytałem, to pomyślałem "dobrze, ok, to teraz już wiemy więcej". Nie chodzi o to, że zareagowałem na to negatywnie, wręcz przeciwnie, ale chodzi o poziom antysemityzmu. Jak ktoś ma na nazwisko Dobrowolski, którego tradycje zmiany wiary sięgają trzy wieki wstecz… Jeżeli to jest przykład, że nie można komuś ufać, bo miał żydowskiego przodka trzy wieki temu, to pokazuje, że ten antysemityzm, jak to świetnie napisał Wawrzyniec Rymkiewicz w posłowiu do książki o Szukalskim, był antysemityzmem kloacznym. W najgorszym możliwym wydaniu, plebejskim. Natomiast chcę powiedzieć, że w tym czasie, i to mówił prof. Timothy Benson, który ostatecznie nie ukazał się w filmie, antysemityzm był normą w całej Europie. A antysemityzm amerykański był znacznie bardziej obrzydliwy. Chciałbym, żebyśmy spojrzeli na to tak, że Szukalski nie był wtedy jedynym antysemitą - namawiał Dobrowolski.

Zobacz wideo

Jak tłumaczył w TOK FM dr Piotr Rypson, zapomnienie Szukalskiego w Polsce wynika m.in. z jego wizji sztuki, która była trudna do strawienia dla ówczesnego środowiska artystycznego.

- Polska historia sztuki, ta, która dotyczy czasów przedwojennych, dwudziestolecia międzywojennego, w pewien sposób wypchnęła Szukalskiego poza obszar opowieści czy narracji. On jest przypadkiem skomplikowanym, który za dużo mówi o skłonnościach, tendencjach części społeczeństwa polskiego (...), które dla wielu historyków sztuki były nie do przyjęcia. Kiedy zacząłem się nosić z pomysłem, żeby zrobić dużą wystawę Stanisława Szukalskiego w Muzeum Narodowym, to usłyszałem od kilku kolegów, że lepiej się tym nie zajmować, że to temat tabu. Ta tabuizacja sprawiła, że z jednej strony jest w przestrzeni szerszej nieobecny, a z drugiej strony pożądany i interesujący, ponieważ jest owocem zakazanym - mówił.

Stanisław Szukalski doceniony został przede wszystkim przed II wojną światową. Jego wyrazisty i bardzo odważny styl odwoływać się miał do słowiańskości i rdzennej polskości. Pewne kontrowersje wynikają m.in. z tego, że "symbole polskości", które tworzył, dziś wykorzystywane są przez środowiska narodowców (np. symbol Toporła). 

DOSTĘP PREMIUM