Wyborcy opozycji nie lubią sympatyków PiS bardziej, niż odwrotnie. Co jeszcze odkryło Centrum Badań nad Uprzedzeniami?

Centrum Badań nad Uprzedzeniami przeanalizowało postawy zwolenników i przeciwników PiS, żeby sprawdzić, która z grup ma bardziej negatywne odczucia w stosunku do oponentów. Okazuje się, że negatywne emocje wyborców opozycji są silniejsze. To nie jedyny ciekawy wniosek z badań.

Z opracowania "Polaryzacja polityczna w Polsce. Jak bardzo jesteśmy podzieleni?" przygotowanego przez Paulinę Górską z Centrum Badań nad Uprzedzeniami Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że postawy zwolenników partii opozycyjnych w stosunku do zwolenników PiS są bardziej negatywne, niż odwrotnie. Wyborcy partii opozycyjnych żywią bardziej negatywne uczucia, w większym stopniu dehumanizują i mają mniejsze zaufanie do zwolenników Zjednoczonej Prawicy.

Autorka badania tłumaczyła w TOK FM, że metodologia badania była zgodna ze standardami, a podobne wnioski wyłaniają się też z wcześniejszych opracowań.

- Podobną postawę zaobserwowaliśmy w roku 2013. Osoby, które nie podzielały przekonania, że w Smoleńsku był zamach, miały bardziej negatywne postawy wobec osób przekonanych o zamachu - powiedziała Paulina Górska.

Kolejny ciekawy wniosek z badania jest taki, że wyborcy partii opozycyjnych uważają, że to oni są bardziej nielubiani przez zwolenników PiS.

- Jednym z wyjaśnień jest kontakt. Okazuje się, że zwolennicy partii opozycyjnych rzadziej rozmawiają ze zwolennikami PiS, niż na odwrót, a przynajmniej tak deklarują - wyjaśniała autorka badań. Tłumaczyła, że bez kontaktu obraz innych można wyrobić sobie np. na podstawie przekazów politycznych albo komentarzy w internecie.

Złość z bezsilności?

Paulina Górska zgodziła się też z prowadzącą audycję Agnieszką Lichnerowicz, że wyniki badań mogą zależeć od tego, kto akurat jest w opozycji - bo to jej wyborcy czują, że mają mniejszą siłę sprawczą niż zwolennicy partii rządzącej.

- Może być coś na rzeczy. W wielu badaniach z zakresu psychologii społecznej okazuje się, że grupy, które w danej hierarchii są niżej, są bardziej nieufne wobec grup zajmujących wyższą pozycję - powiedziała.

- Widać, że konflikt polityczny rozlał się ze strefy politycznej i medialnej do ludzi - podsumowała Paulina Górska. Zaznaczyła, że jej badanie nie ma wartości dowodowej. - Taką wartość ma dopiero kilka badań, których wyniki są syntezowane ilościowo - zastrzegła.

Wyniki badania komentował też na antenie TOK FM socjolog Adam Ostolski. - Uważam, że główna teza tego raportu jest trafiona i dość dobrze uzasadniona oraz zgodna z wcześniejszymi badaniami - przekonywał.

Podał przykład badań fokusowych realizowanych w 2010 roku na zamówienie jednej z partii politycznych, których wynik był podobny. - Opowiedziano mi anegdotę, że gdy jeden z polityków PiS zapoznał się z wynikami, powiedział “cholera, nawet w tym są od nas lepsi” - dodał.

Kogo wolno nie lubić?

Ostolski przedstawił też swoją hipotezę, jak wyniki badań interpretować z socjologicznego punktu widzenia. -  Mobilizacja do bycia zwolennikiem opozycji w dużo większym stopniu oparta jest na dużo bardziej negatywnym obrazie nie tylko partii rządzącej, ale również jej zwolenników, niż odwrotnie - zauważył.  

W badaniu zbadano też postawy zwolenników i przeciwników PiS względem “grup tradycyjnie nielubianych”, czyli Żydów, muzułmanów, uchodźców, osób homoseksualnych i transpłciowych. Zwolennicy PiS mają wobec zwolenników partii opozycyjnych podobnie negatywne postawy jak wobec wymienionych grup. U zwolenników opozycji, niechęć do sympatyków PiS jest znacznie większa, niż do grup “tradycyjnie nielubianych”.

-To jest bardzo ciekawy wynik i dosyć jasno pokazuje, co się dzieje po obu stronach. Wśród zwolenników PiS, tendencja do posiadania negatywnych uczuć czy dehumanizowania oponentów politycznych, będzie wynikać z tendencji do posiadania w ogóle negatywnych uczuć wobec różnych grup wykluczonych. Oponenci polityczni się specjalnie nie wyróżniają się w stosunku do uśrednionej niechęci. Natomiast w przypadku zwolenników partii opozycyjnych, (...) można powiedzieć, że mechanizm jest taki: Jest pewna praca kulturowa wskazująca, że “tych już nie wolno nie lubić, a tamtych nawet trochę trzeba lubić”, ale kogoś wolno nie lubić. Gdzieś ta potrzeba posiadania negatywnych emocji wobec kogoś znajduje ujście  - interpretował Ostolski.



Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM