Dr Kamińska-Sztark: Trzeba uczyć dzieci szacunku, a nie pogardy. Otwartość to nie jest wymysł Marksa czy Lenina

Po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza w wielu szkołach zorganizowano lekcje dotyczące zwalczania mowy nienawiści. Ale eksperci podkreślają, że jednorazowe działania niewiele zmienią. O tym jak i czego uczyć - i to nie tylko dzieci i młodzież, ale także rodziców - mówi dr Kamila Kamińska-Sztark, pełnomocniczka rektora Uniwersytetu Wrocławskiego do spraw odpowiedzialności społecznej.

Małgorzata Waszkiewicz TOK FM: Jak mądrze rozmawiać z dziećmi o mowie nienawiści?

Dr Kamila Kamińska-Sztark: Przede wszystkim warto unikać podawania przykładów mowy nienawiści. Cytowanie wyzwisk, zapisywanie ich na karteczkach czy na tablicy tylko zakorzenia je w języku. Uczy.

Do tej pory szkoły uciekały od tego tematu. I to do niczego dobrego nie doprowadziło. A przykłady są radykalne: dzieci, które przychodziły do szkoły ze swastyką na bluzie, przynosiły naklejki z rasistowskimi hasłami, wyzywały się na korytarzu. Nie można udawać, że tego nie ma. Nie można się zasłaniać niewiedzą. Nie można tłumaczyć, że to nieszkodliwe.

Dlatego potrzebne jest rozwiązanie systemowe i jasne wytyczenie granic. Tego, co wolno, a czego nie wolno. I to jest proste, bo na to są paragrafy.

To w czym problem, skoro prawo określa, co jest przestępstwem, a co nie?

Niestety wymaganie tego, żeby przeciętny nauczyciel w szkole to wiedział, jest wymaganiem zbyt dużym. Oni nie mają w tym zakresie kompetencji i nie muszą ich mieć, jeśli są np. specjalistami od fizyki. To obowiązkiem miasta (sprawującego pieczę nad szkołą - red.) jest przeprowadzenie szkoleń w tym zakresie. Być może zabrakło jakiegoś systemowego ujęcia.

Co powinien zrobić dyrektor szkoły, w której pojawia się mowa nienawiści?

Karać. To proste i skuteczne. Sprawcy dostają uwagi do dziennika, wezwani są rodzice, być może w trudniejszych przypadkach też policja. Trzeba wypracować ścieżkę postępowania. W taki sposób, że gdy mamy do czynienia z wyzwiskami o charakterze rasistowskim, homofobicznym, wyznaniowym, to mamy na to konkretną reakcję. Na to jest paragraf - art. 256, to jest właśnie "mowa nienawiści".

W przypadku mobbingu czy znęcania się nad kolegami, ścieżka powinna być nieco inna.

Chodzi o to, żeby szkoła wiedziała, jakie ma narzędzia do wykorzystania?

Dokładnie tak. Ale takiej decyzji, na podstawie własnego osądu, nie może podejmować nauczyciel matematyki czy biologii. Mało tego. Uważam, nie powinien takiej decyzji podejmować dyrektor szkoły.

18 lat temu pracowałam w Belfaście, w centrum na linii pokojowej. I tam, w każdej szkole, w każdej placówce wychowawczej jest konkretny nauczyciel albo zespół nauczycieli, którzy są przeszkoleni w tym zakresie. Są też jasno określone ścieżki, algorytmy postępowania. To zwalnia z odpowiedzialności nauczycieli, którzy nie są w tym zakresie specjalistami. Nie muszą się zastanawiać, czy swastyka na bluzie to szerzenie nazizmu, czy tylko żarcik. Czy oplucie koleżanki pochodzącej z Ukrainy to takie "zaloty", czy jednak przemoc motywowana uprzedzeniami narodowościowymi. W naszych szkołach też potrzebni są tacy fachowcy.

Taki oficer, który pilnuje, czy nie zostało złamane prawo?

Tak. W przypadku naruszenia przepisów prawa taki przeszkolony nauczyciel będzie podejmował decyzje. On doskonale wie, że nie mamy do czynienia z wybrykiem ani głupim żartem. Wie, w jaki sposób układa się piramida nienawiści. Wie, że agresja zaczyna się w słowach, a kończy na czynach. Ma kompetencje, wie, jaką ścieżkę reagowania wybrać. Taki oficer, koordynator, pełnomocnik - ułatwia pracę w szkole, ale daje też bezpieczeństwo dzieciom, które są ofiarami agresji. Uczniowie wiedzą, do kogo się zgłosić, z kim porozmawiać. Takie rozwiązanie otwiera też ścieżkę dla uczniów, którzy chcą pomóc prześladowanemu.

A czy dziecko wie, jak zareagować, kiedy zostają przekroczone granice?

Nie musi. Oczywiście dziecko musi wiedzieć, że są gesty i słowa absolutnie niedopuszczalne. Okazywanie sobie pogardy, wyzwiska, przemoc - takie rzeczy należy ucinać. I dziecko też musi wiedzieć, że jeśli doświadcza takiego zachowania lub jest świadkiem mowy nienawiści, to ma z kim o tym porozmawiać. Bo jest nauczyciel, który się tym zajmie. Gdy sprawa trafi do kompetentnych i odpowiedzialnych ludzi - oni uruchomią ścieżkę reagowania. I to pierwszy krok, żeby sobie poradzić z mową nienawiści w szkole.

Jak więc powinny wyglądać lekcje poświęcone mowie nienawiści?

To nie powinny być lekcje dotyczące mowy nienawiści, tylko lekcje dotyczące szacunku. Absolutnie nie mogą to być lekcje, podczas których nauczyciel mówi: "podaj przykłady, jak cię wyzywano albo jak ty wyzywałeś".

Czasami proszę studentów, żeby przygotowali scenariusz lekcji z edukacji międzykulturowej. I oni chcą pytać dzieci: co ci się kojarzy ze słowem Arab, Cygan? Mamy wtedy takie natężenie mowy nienawiści w sali uniwersyteckiej, że przerywam zajęcia. Bo efekt jest taki, że na małych żółtych karteczkach zapisane są wszystkie obraźliwe epitety i wulgarne sformułowania wobec tych mniejszości. A na koniec studenci jeszcze zapisują to na tablicy. Nie trzeba mieć wykształcenia pedagogicznego, żeby wiedzieć, że to utrwala te stereotypy.

Mówi pani: uczmy otwartości, a nie tolerancji. Dlaczego?

Nikt z nas nie lubi być jedynie tolerowanym. Dużo lepiej być chcianym, potrzebnym i lubianym.

To jak o tym rozmawiać z uczniami?

Przez rozmowę, spotkanie. Na przykład we Wrocławiu dwa tysiące uczniów to obcokrajowcy. To wyzwanie, ale też prezent. Możliwość, żeby od tych dzieci nawzajem się uczyć. My musimy tylko przygotować nasze dzieci na przyjęcie kolegów z innych krajów. Przygotować szkoły, podwórka i Miejskie Domy Kultury. Po to, żeby za 10 lat mieszkańcy polskich miast żyli w zgodzie, w pokoju i w poszanowaniu drugiego człowieka.

Zwłaszcza że np. imigrantów z Ukrainy jest w polskich miastach coraz więcej.

Badania potwierdzają, że obcokrajowcy, którzy dopiero przyjechali do nowego kraju, sami się wykluczają ze społeczności. Obserwowaliśmy to u Polaków w Wielkiej Brytanii, teraz możemy zaobserwować u Ukraińców w Polsce. A dobra praktyka (by to przełamywać - red.)? Kluby międzykulturowe w szkołach, na osiedlach czy np. tandemy językowe jako forma nauki języków obcych. Polak uczy Ukraińca języka polskiego. I odwrotnie, Ukrainiec uczy Polaka. To proste, ale bardzo dobre rozwiązanie. To tylko jeden z wielu przykładów. Chodzi o to, żeby czerpać z wielokulturowości: uczyć się nawzajem, prowadzić warsztaty, razem gotować, opowiadać sobie bajki ze swoich krajów. Ale to też wymaga systemu. Nic z tych rzeczy nie wydarzy się samo.

To kto ma to zrobić?

Organizacje pozarządowe, które się w tym specjalizują. Bo obarczanie tym nauczycieli nie jest w porządku. Oni oczywiście mogą sprostać tym zadaniom, jeśli mają taką wolę i pasję, jeśli są otwarci, chcą przejść cykl szkoleń. I jeśli eksperci - zaproszeni do tego zadania i opłaceni przez władze miejskie - dostarczą do szkoły odpowiednie materiały dydaktyczne. Ja bym się nie podjęła przeprowadzenia lekcji z fizyki czy chemii. To dlaczego matematyk ma prowadzić zajęcia dotyczące mowy nienawiści?

Każdy nauczyciel może usiąść i porozmawiać z dziećmi lub młodzieżą. Ustalić, że w naszej klasie się szanujemy, że w naszej klasie panuje język miłości. Unikam tego sformułowania, bo zostało zinfantylizowane, ale tak dokładnie jest. Szacunek, miłość, życzliwość, zrozumienie, otwartość. I wtedy też trzeba powiedzieć, czego nie wolno. Nie wolno obrażać, dokuczać, pastwić się, wyzywać. Można wytłumaczyć, że prawo polskie chroni słabszych, że wyzwiska na tle narodowościowym czy rasowym są szczególnie karane. Można wspólnie obejrzeć film, spektakl teatralny, podyskutować o nich.

Natomiast zajęcia dotyczące mowy nienawiści, powinni przeprowadzać specjaliści, czyli nauczyciele przeszkoleni przez ekspertów i organizacje pozarządowe. Lub sami eksperci.

Miasta potrzebują do tego rozwiązań systemowych, modelu działania?

Do tej pory tego nie było. Liczyliśmy na rozwiązania z góry, z poziomu państwa. Tego nie ma i raczej nie będzie. Dlatego miasta pracują nieco po omacku. Pojawiają się przecież jakieś projekty, scenariusze lekcji, oddolne inicjatywy. Ale ciągle za mało.

Dużo dobrego się dzieje. Są choćby programy Unii Europejskiej i Fundacji Batorego. Do tego w wielu gminach powstawały takie projekty. Nie wylewałabym dziecka z kąpielą, bo mnóstwo dobrych pomysłów doczekało się realizacji. Ale jeden program pisany był dla pięciu szkół, inny dla dwunastu. A ja uważam, że taki program powinien pojawić się we wszystkich szkołach.

Ale na to potrzebne są pieniądze.

I tu wracamy do rozwiązań systemowych. Jeśli rozwiązania będą systemowe, to będą musiały znaleźć się na nie pieniądze. Bo niby dlaczego nauczyciele mają to robić w ramach swoich obowiązków, po godzinach, za darmo?

Trzeba uszanować nauczycieli. Ci, którzy będą chcieli się zaangażować, to i tak się zaangażują. Ale nie można z góry tego on nich wymagać, nie dając im wiedzy, narzędzi i wynagrodzenia.

A przemoc w internecie i mediach społecznościowych, to też zadanie dla szkoły?

Przede wszystkim dla rodziców, to oczywiste. Ale dla szkoły też. Trzeba dzieci nauczyć, że internet nie zapomina. To, co tam wrzucamy, zostanie na zawsze i może komuś zrobić krzywdę. Ale może też nam zrobić krzywdę.

Jestem przeciwna inwigilacji. Szanuję tajemnicę korespondencji. Ale internet nie jest przestrzenią prywatną. To miejsce publiczne. Być może to kolejne wyzwanie dla szkół: sprawdzanie zdjęć profilowych uczniów na Facebooku, kontrolowanie, czy nie ma tam np. gestów heilowania, czytanie komentarzy. Bo to, co dzieje się w internecie, przenosi się na rzeczywistość. I za chwilę przemoc może pojawić się w szkole. Już się pojawia.

A jeżeli rodzic nie widzi w tym nic złego? Mało tego, jest dumny z dziecka, że jest tak zwanym prawdziwym patriotą?

Edukacja rodziców też została przegapiona. Jeżeli klasa idzie na cmentarz żydowski, a tata nie puszcza dziecka na wycieczkę, bo jak tłumaczy dziecko – „nienawidzi Żydów”, to mamy poważny problem. W takiej sytuacji edukacją międzykulturową dziecka musi się zająć szkoła. Dom nie pomoże.

Jeżeli rodzic idzie na marsz i krzyczy „śmierć wrogom ojczyzny”, w czasach, kiedy Polska nie prowadzi żadnej wojny, to może się spodziewać, że jego dziecko może żyć w niespokojnych czasach. Że ta wojna może się pojawić w miejscach i sytuacjach, które powinny być oazą pokoju. Tak jak np. w Gdańsku.

Jeżeli ktoś nazywa marsz narodowców - rodzinną, pokojową manifestacją, to jest to zasłanianie, zamykanie oczu. Jasno widać tam przemoc i nienawiść: w gestach, słowach na transparentach, racach, nierzadko ubiorze uczestników.

Jak dotrzeć do takich rodziców?

Wierzę, że jest to możliwe. Używając np. wspólnych wartości. Rotmistrz Pilecki i Jan Paweł II wypowiadali się w taki sposób, żeby możliwy był dialog w naszym kraju. Możemy próbować budować (przekaz) na cytatach z ich wypowiedzi, na ich życiorysach. Czerpać inspirację z ich dzieł. Edukacja międzykulturowa nie jest oparta na jakiejś lewackiej ideologii, tylko m.in. na wartościach chrześcijańskich. Szacunek, otwartość, staropolska gościnność, to nie jest wymysł Karola Marksa, czy Włodzimierza Lenina.

Ja też jestem polską patriotką. Wszyscy chcemy, żeby nasze dzieci żyły w kraju, w którym nie leje się krew. Wszyscy chcemy, żeby ulica była miejscem bezpiecznym, żeby szkoła była miejscem bezpiecznym. Agresja słowna, to nie jest zabawa. To nie są żarty. To nie są wygłupy. I naprawdę podkręcanie nastrojów nienawiści – wraca. Dlatego trzeba uczyć szacunku, a nie pogardy.

Dr Kamila Kamińska-Sztark, doktor nauk humanistycznych, od 2005 roku pracuje jako adiunkt w Instytucie Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego. Członkini krajowych i międzynarodowych organizacji naukowych m.in. Krytyczna Analiza Dyskursu czy Discourse Power Resistance. Prowadzi Stowarzyszenie Edukacji Krytycznej, którego jest pomysłodawczynią i prezeską. W 2000 roku była koordynatorką w Belfaście, w centrum na linii pokojowej - Cross community garden coordinator. Od 2017 r. pełni funkcję pełnomocnika Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego ds. odpowiedzialności społecznej. Autorka i koordynatorka szeregu projektów animacyjnych i badawczych m.in. w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, Brave Kids (program Creative Europe), Stop YouTh radicalisation (Erasmus plus). Konsultantka i edukatorka międzykulturowa, autorka monografii, scenariuszy i bajek dotyczących tej problematyki.

DOSTĘP PREMIUM