Karol Modzelewski o zabójstwie Adamowicza: Nie byłem w szoku. Działanie zabójcy było banalne aż do mdłości

- Panujący w więzieniach kult publicznie dokonanej zemsty, koniecznie publiczne, w glorii chwały - tak prof. Karol Modzelewski mówił w programie Świat się chwieje o motywacjach zabójcy Pawła Adamowicza.
Zobacz wideo

Prof. Modzelewski pytany o pierwsze odczucia po informacji o ataku na Pawła Adamowicza przyznał bez wahania: Nie byłem w szoku. Jego zdaniem to, co zrobił Stefan W., jest wcieleniem nastrojów powszechnie panujących w więzieniach.

- W subkulturze więziennej panuje kult zemsty, przekonanie, że każdy więzień jest skrzywdzony. Bo więzienie jest instytucją opresyjną, która nie reedukuje, tylko usiłuje wymusić konformizm u swoich podopiecznych, czego oni nie chcą. Subkultura reguluje rozmaite solidarne zachowania bez jakiejkolwiek organizacji formalnej. To jest kultura grypsery - wyjaśniał, dodając, że "działanie zabójcy jest banalne aż do mdłości".

Karol Modzelewski, który w czasach PRL przesiedział w więzieniu ponad osiem lat, cytował nawet piosenkę ułożoną przez więźniów, a opowiadającą o chęci zemsty na sędzim. - Tu chodzi o kult publiczne dokonanej zemsty, koniecznie publiczne, w glorii chwały. Ich ofiarami padać mieli sędziowie, prokuratorzy, milicjanci. W wyobraźni więźniów te przypadki były bardzo częste i hołubione. One tę wyobraźnię formowały, wyobraźnię, która kompensuje wszystkie upokorzenia i marność własnego życia chwilą chwały, krwawą i widoczną - tłumaczył gość Grzegorza Sroczyńskiego.

"Stefan W. nie polubi tego, co powiem..."

Prof. Karol Modzelewski i jego żona, dziennikarka Małgorzata Goetz, starali się wejść w psychikę Stefana W. - byłego więźnia, który wychodzi na wolność i w którego głowie rodzi się plan zabójstwa. Mówili np. o tym, jakim doświadczeniem jest samo opuszczenie zakładu karnego. 

- Wyjście z więzienia to nieoczekiwanie negatywny szok. Zderzenie z wolnością po okresie odzwyczajenia się od niej i jej idealizacji, jest szokiem. Człowiek wymarzył sobie wszystko jak w złotym śnie, wychodzi, a tu jest zwyczajność, w której mają do niego jakieś pretensje. W więzieniu był opancerzony, a teraz ma skórę wywróconą na drugą stronę, wszystkie nerwy na wierzchu - tłumaczył Modzelewski. Dodał, że - choć sam Stefan W. może uważać inaczej - przestępstwa, za które trafił do więzienia, były "marne, frajerskie", a to dla więźnia najgorsza obelga. 

Małgorzata Goetz zwracała uwagę na jeszcze jedną kwestię: podatność takiego więźnia na wpływy. - W więzieniu działa się na rozkaz. Po wyjściu jedyne, co można zrobić, to usiąść na krawężniku i zastanawiać się, co można zrobić. Czy ja mogę gdzieś pójść, coś zrobić? Przyzwyczajenie, że o niczym się nie decyduję, jest dojmujące. Łatwo jest trafić na kogoś, kto weźmie za rękę i powie: zrób to lub tamto. A przez to wejść na drogę przestępstwa - przekonywała.

I tu właśnie pojawia się propaganda, z której Stefan W. mógł czerpać sztafaż popełnionej przez siebie zbrodni. - Jest pewien schemat nienawiści do siły, która wsadziła mnie do więzienia. To, czym to jest obudowane, jest zaczerpnięte z tego, co fruwa w powietrzu - mówił Modzelewski, przy czym zgodził się z Małgorzatą Goetz, że to, co stało się z mordercą, "stało się w więzieniu i stało się poza propagandą".

Karol Modzelewski i Małgorzata Goetz mówili również o swoich nieraz smutnych wrażeniach ze spotkań ze zwolennikami KOD; o tym, na ile części podzielona jest Polska i jak można ją skleić. Jak potoczyła się ta rozmowa? Posłuchaj?

DOSTĘP PREMIUM