Sąd postanowił, że 9-latka musi chodzić na religię. "Dość przedmiotowo potraktowano opinię dziecka"

Niespełna dwa miesiące temu polski sąd wydał postanowienie, że 9-letnia dziewczynka musi chodzić na religię, bo tak chce jedno z jej rodziców. Nie kierował się faktem, że dziecko nie chce uczestniczyć w katechezie.

Postanowieniem zabezpieczającym sądu, wydanym pod koniec listopada 2018 roku, 9-letnia dziewczynka musi chodzić na nieobowiązkowe lekcje religii w szkole.  Sąd wydał postanowienie z powodu konfliktu rodziców. Matka zapisuje córkę na katechezę, a ojciec, z którym dziewczynka mieszka po rozstaniu rodziców, ją wypisuje.  Do czasu wydania wyroku w sprawie ograniczenia praw rodzicielskich matce, sąd kazał dziewczynce uczęszczać na katechezę. Nie kierował się faktem, że sama 9-latka oświadczyła, że nie chce uczęszczać na religię.

- Dziewczynka ma 9 lat, to jest wiek, w którym trudno jeszcze odpowiedzialnie podejmować decyzje o swoim życiu.  Gdyby miała lat 14, 15, mielibyśmy inną sytuację. Dziewięciolatka nie ma jeszcze w zasadzie prawa do decydowania samodzielnie o swoim kierunku wychowania religijnego. Nasze prawo jest w tym zakresie bardzo niekorzystne dla młodych ludzi. Do ukończenia 18 roku życia o uczęszczaniu na lekcje religii lub etyki decydują rodzice lub opiekunowie prawni. Decyzja rodziców powinna być zgodna. W opisanym przypadku rodzice nie byli w stanie się porozumieć, odwołali się do sądu i decyzja sądu zastępuje ich decyzję wychowawczą - tłumaczył w TOK FM dr hab. Paweł Borecki, kierownik katedry Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji UW.

Wyraził przy tym wątpliwość, czy sąd kierował się zasadą neutralności światopoglądowej.

- Być może doszło do naruszenia konstytucyjnej zasady bezstronności organów władzy publicznej w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych. Tego nie wiem. Mogę przypuszczać… sędzia też jest człowiekiem, pewnie chodził na religię… sądy często nie potrafią dochować zasady neutralności światopoglądowej (...) Zawsze koszula bliższa ciału, sędzia też żyje w pewnym środowisku, przesączonym katolicyzmem.  Być może bał się wydać inny wyrok? Może orzekł na zasadzie większego bezpieczeństwa, ale dla siebie, a nie dla dziewczynki? - zastanawiał się dr Borecki.

Ojciec dziewczynki złożył zażalenie na decyzję sądu. Miało być rozpatrzone w grudniu, ale rozprawę odwołano. Następny termin: marzec. Do tego czasu Julia musi chodzić na lekcje religii i mieć możliwość przystąpienia do komunii.

Dr Paweł Borecki przypomniał, że art.  53 ust. 6 konstytucji mówi, że nikogo nie można zmuszać do brania udziału w praktykach religijnych. - I moim zdaniem, w warunkach konfliktu rodziców na tle religijnego wychowania dziecka, sąd powinien się powstrzymać od nakazywania do przystępowania do sakramentów. Dziecko też ma swoje prawa. Na lekcje religii - owszem, ale już nie do tak kwalifikowanych form religijności jak sakrament - zauważył.

Chodzenie na religię nie jest zasadą

Sytuację skomentowała też w rozmowie z tokfm.pl adw. Anna Mazurczak z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego.

Zobacz wideo

 - Sąd decydując o tym, czy dziecko powinno chodzić na religię, powinien oprzeć się na zasadzie neutralności światopoglądowej. Czyli wyjść z takiego założenia, że nie jest wcale zasadą chodzenie na religię. Dopiero rodzice mogą złożyć deklarację, że chcą, żeby dziecko brało udział. Rodzice mogą wyrazić swoje zdanie, bo to jest ich prawo, żeby wychowywać dziecko zgodnie ze swoim światopoglądem. Natomiast, nie jest to prawo nieograniczone. Granicą jest prawo dziecka do życia zgodnie ze swoim światopoglądem, swoją religią, do wyrażenia woli w tym zakresie. Mam wrażenie, że sąd dość przedmiotowo potraktował opinię dziecka, tzn. nie wziął pod uwagę tego, że sprawa dotyczy praw człowieka dziecka, jego wolności sumienia i religii, a nie praw człowieka rodziców. Jeżeli między rodzicami nie ma zgody, wydaje mi się, że przede wszystkim rozstrzygające powinno być zdanie dziecka - oceniła.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM