Lubelski sejmik nie przyjął stanowiska przeciw mowie nienawiści. Radny PiS dopatrzył się ideologii

Mówienie o mowie nienawiści to ideologia, czy może raczej cenzura? Na sesji sejmiku województwa lubelskiego doszło do spięcia o stanowisko, wyrażające sprzeciw wobec szerzącej się w Polsce fali nienawiści. Pojawił się spór m.in.... o samo pojęcie.

Stanowisko w sprawie potępienia zachowań noszących znamiona szerzenia mowy nienawiści przygotował lubelski radny Platformy Obywatelskiej Krzysztof Komorski. Napisał w nim m.in.: "Sejmik Województwa Lubelskiego jednoznacznie sprzeciwia się rozlewającej się fali nienawiści w polskim życiu publicznym". Radny proponował apel do prezydenta, rządu i parlamentu o trzy rzeczy:

  • o zapewnienie bezpieczeństwa osobom będącym obiektami przemocy słownej, ze szczególnym uwzględnieniem mediów społecznościowych;
  • o wprowadzenie do podstawy programowej w szkołach elementów uświadamiających młodzieży, do czego może prowadzić język nienawiści;
  • o wyposażenie organów ścigania w narzędzia niezbędne do skutecznego karania sprawców przestępstw motywowanych mową nienawiści.

Radny podkreślał, że jego propozycja jest apolityczna i ogólna, napisana tak, by nikt nie miał do niej zastrzeżeń. - Stanowisko jest sformułowane tak, żeby nikt nie poczuł się nim urażony czy sprowokowany. Nikt nie powinien mieć większych uwag, oprócz kosmetycznych, na które jesteśmy otwarci - mówił Komorski.

Mowa nienawiści równa się cenzura?

Nie wszyscy poparli jednak inicjatywę Komorskiego.  - Mowa nienawiści to rzecz zupełnie subiektywna. Termin ten nie może zastąpić takich kwestii jak prawda i fałsz, dobro i zło - udowadniał radny PiS, prof. Mieczysław Ryba. W jego ocenie, mówienie o "mowie nienawiści" ma podtekst ideologiczny.  - Gdzie państwo widzieliście na ulicach masowe ataki rasowe, na tle religijnym, etnicznym, seksualnym czy politycznym? - pytał radnych Ryba. I przekonywał, że równie dobrze pojęcie "mowy nienawiści" można byłoby zastąpić terminem "cenzura". - Załóżmy cenzurę na tematy rasowe, religijne, seksualne. W wielu krajach Zachodu już jest tak, że jeśli ktoś nazwie zboczenie - "zboczeniem",  jest oskarżany o mowę nienawiści - alarmował radny Prawa i Sprawiedliwości.

"Uprawniona krytyka nie jest żadną mową nienawiści"

Radny Ryba w swojej wypowiedzi nawiązał też do wydarzeń z Gdańska. - Czy krytyka prezydenta Adamowicza sprzed kilku miesięcy, merytoryczna krytyka, była mową nienawiści, czy nie? Sugestia jest taka, że była. A uprawniona krytyka nie jest żadną mową nienawiści. Jeśli będziemy się posługiwać językiem ideologicznym, utoniemy w ideologii - udowadniał radny Ryba.

Radnemu PiS odpowiedział były marszałek Lubelszczyzny, Krzysztof Grabczuk z Platformy. - Mamy smutne, historyczne wydarzenie - został zamordowany prezydent Gdańska, nasz kolega samorządowiec. Naprawdę, nie udawajmy, że się nic nie stało. Dziś nie możemy milczeć - mówił Grabczuk. Tu znowu odezwał się Mieczysław Ryba. - Jak ma się zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza do tak zwanej mowy nienawiści? - mówił, argumentując, że morderca nie był politykiem, ale kryminalistą.

- Wiedziałem, jakie będzie z państwa strony stanowisko do mojej propozycji - stwierdził po dyskusji pomysłodawca uchwały, Krzysztof Komorski. - Marzyłem, by się pomylić, ale tak się nie stało. Jestem zasmucony - dodał. 

Ostatecznie sejmik nie zgodził się na wprowadzenie stanowiska do porządku obrad sesji. 17 radnych nie chciało dyskusji o stanowisku ws. mowy nienawiści, 14 było za, 1 wstrzymał się od głosu. Wstępnie ustalono jednak, że poszczególne kluby w sejmiku województwa lubelskiego pochylą się nad istotą propozycji Krzysztofa Komorskiego i na jedną z kolejnych sesji przygotowane zostanie stanowisko w tej sprawie, ale możliwe do przyjęcia przez wszystkich radnych. Czyli mówiąc wprost, napisane innym językiem, z innymi sformułowaniami.

Czytaj też: Były premier Jan Olszewski apeluje do polityków: Skończcie z mową nienawiści>>>

DOSTĘP PREMIUM