Wojewoda lubelski ma kłopoty. KUL wszczął śledztwo ws. jego słów o Marszu Równości

Rzecznik dyscyplinarny KUL wszczął oficjalne postępowanie wyjaśniające, czyli uczelniane śledztwo, po słowach wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka o Marszu Równości - ustaliło TOK FM.

Rzecznik dyscyplinarny KUL, prof. Waldemar Bednaruk uznał, że nie ma podstaw do umorzenia sprawy Przemysława Czarnka (PiS)."Rzecznik stwierdził, iż przed przeprowadzeniem postępowania wyjaśniającego nie może wykluczyć, że szkodliwość społeczna czynu stanowiącego przedmiot rozpoznania w niniejszym postępowaniu jest znaczna, co powoduje, że na tym etapie postępowania nie można go uznać za przewinienie dyscyplinarne mniejszej wagi" - czytamy w piśmie, które trafiło do Przemysława Czarnka, ale też do rektora KUL i do prof. Jakuba Urbanika, dyrektora Instytutu Historii Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

To właśnie Urbanik był zawiadamiającym w sprawie. To on wysłał pismo do rektora KUL, wskazujące na możliwość popełnienia deliktu dyscyplinarnego przez Przemysława Czarnka, wykładowcę akademickiego. Pod listem, który trafił na KUL, podpisało się 13 osób z prof. Urbanikiem na czele, ale tak naprawdę podpisów pod internetową wersją petycji było ponad tysiąc.

Jeśli rzecznik dyscyplinarny KUL uzna, że Przemysław Czarnek swoimi słowami wyczerpał znamiona deliktu dyscyplinarnego, skieruje sprawę do komisji dyscyplinarnej z wnioskiem o ukaranie. Powinno się to stać w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Sam Przemysław Czarnek odnosząc się do postępowania – za pośrednictwem swojego rzecznika – przekazał nam, że "jest do pełnej dyspozycji rektora KUL”.

"Zboczenia i dewiacje na Marszu Równości"

Przemysław Czarnek przed pierwszym lubelskim Marszem Równości, zamieścił na kanale YouTube film, w którym, w kontekście marszu, mówił o "zboczeniach", "dewiacjach" i "wynaturzeniach".

Swoje słowa powtórzył kilkakrotnie, m.in. w lubelskiej telewizji. W innej wypowiedzi wojewoda stwierdził, że nie rozumie, dlaczego Sąd Apelacyjny wydając ostatecznie zgodę na marsz, "dostrzega żądania jakichś mniejszości seksualnych i to jeszcze w dużej części przyjezdnej z Warszawy czy z innej miejscowości, a nie dostrzega prawa zdecydowanej przytłaczającej większości mieszkańców Lublina do spokoju i do tego, żeby nie byli epatowani seksualnością kogokolwiek".

- Jest dla nas wręcz niewiarygodne, że osoba, która wykłada prawo konstytucyjne i naukowo zajmuje się klauzulą państwa prawa, jednocześnie publicznie zaprzecza powszechnie przyjętym wartościom konstytucyjnym, jakimi są poszanowanie praw mniejszości i zakaz dyskryminacji (art. 30 Konstytucji RP), wolność zgromadzeń – napisali autorzy petycji, na czele z prof. Urbanikiem.

Dodali, że słowa wojewody "nie tylko poniżają, nosząc znamiona mowy nienawiści, lecz także pozostają w sprzeczności z prawdą naukową, której każdy nauczyciel akademicki w ślubowaniu doktorskim przysięga służyć".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM