30. rocznica Okrągłego Stołu. Czy udałby się dzisiaj? "Nikomu nie zależy na porozumieniu"

Czy dzisiejsi politycy byliby w stanie porozumieć się, tak jak zrobiła to władza z opozycją w 1989 roku? - Porozumienie nie opłaca się żadnej ze stron - oceniał w TOK FM profesor Adam Leszczyński, dziennikarz i socjolog.

Okrągły Stół, którego obrady zaczęły się dokładnie 30 lat temu, został uznany na całym świecie za wielki sukces negocjacyjny, który pozwolił rozwiązać - w sposób cywilizowany - bardzo trudny konflikt społeczno-polityczny. I doprowadził do pokojowej przemiany ustrojowej.

Profesor Adam Leszczyński, dziennikarz i socjolog oraz prof. Mirosław Kofta, psycholog społeczny, stoją za książką o psychologicznym aspekcie tego wydarzenia. - Celem tego projektu było opisanie emocji, procesu budowania zaufania, jakich doświadczali uczestnicy Okrągłego Stołu – wyjaśniał w TOK FM prof. Leszczyński. Kofta dodawał, że dla niego najistotniejszym czynnikiem było zrozumienie, jak w warunkach ponad 40-letniego konfliktu społecznego, mogło dojść do porozumienia. - Jak to możliwe, że po stanie wojenny, internowaniach, więzieniach, oni usiedli przy stole, zaczęli rozmawiać i doszli do konstruktywnych wniosków – opowiadał  prof. Mirosław Kofta.

Jak wyjaśniali autorzy, pod koniec lat 80. zbiegło się kilka warunków, które doprowadziły do podjęcia przez władzę rozmów z opozycją. - Kluczową sprawą, która pchała do porozumienia, było poczucie głębokiego kryzysu gospodarczego, z którego nie da się wyjść bez zasadniczej zmiany politycznej. Władza była bezradna wobec kryzysu, czuł, że siedzi na bombie – mówił prof. Leszczyński. Obie strony sporu czuły się słabe. - Opozycja miała traumatyczne doświadczenie stanu wojennego. I wrażenie, że strajki 1988 roku były nieudane i tracą poparcie – dodawał.

Porozumienie było możliwe, ponieważ obie strony sporu miały podobną definicję rzeczywistości. - Zarówno władza, jak i opozycja, wiedziały, że nie mają inne alternatywy. I choć na początku obie strony sobie nie ufały, to potem to zaufanie rosło. Jednak pamiętajmy, że Okrągły Stół to nie było jakieś wielkie zwycięstwo, tylko polityczny kontrakt – precyzował prof. Mirosław Kofta.

Okrągły Stół. Czy dziś siedliby do rozmów?

Prowadzący audycję Grzegorz Sroczyński pytał ekspertów, czy w obecnej sytuacji politycznej byłoby możliwe zorganizowanie takiego Okrągłego Stołu. - Dziś żaden z długiej listy warunków do porozumienia nie jest spełniony. Porozumienie nie opłaca się żadnej ze stron. Oni zachowują się niezwykle racjonalnie. Okrągły Stół się odbył, bo obie strony uświadomiły sobie, że nie ma innego wyjścia. Teraz jesteśmy też w zdecydowanie lepszej sytuacji, nie ma kryzysu gospodarczego – przekonywał prof. Adam Leszczyński.

- Ale mamy konflikt społeczny, on mógłby być takim katalizatorem – oponował Sroczyński.

- Nie wierzę, że chwila refleksji po zabójstwie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, doprowadziła do jakościowej zmiany sytuacji – odpowiadał Mirosław Kofta. Jak dodał, w tym kontekście istotna jest "logika wyborów". - 2019 to rok elekcji, w którym walczy się o poparcie i deprecjonuje przeciwnika. Nie ma żadnego powodu dla którego, któraś ze stron miała porzucić tę retorykę – wyjaśniał prof. Kofta.

Autorzy "Psychologii Okrągłego Stołu" przekonywali, że w 1989 roku ważną rolę przy porozumieniu władzy z opozycją odgrywał Kościół katolicki. - Był mediatorem. Teraz takiego ciała - mediatora -  nie ma – ocenił  prof. Kofta.

Prof. Adam Leszczyński przypomniał też o gospodarce. - Wtedy kraj uderzył o dno, teraz sytuacja jest lepsza. Jestem pesymistyczny w porównywaniu tych dwóch sytuacji. Teraz obie strony czują się silne – dodawał Leszczyński.

Obrady Okrągłego Stołu, które rozpoczęły się 6 lutego 1989 roku, trwały do 5 kwietnia. W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele władz PRL, demokratycznej opozycji oraz strona kościelna. Uczestnicy podzieleni byli na - zajmujące się konkretnymi zagadnieniami - zespołu, grupy robocze. W sumie w obradach wzięło udział ponad 710 osób.

Pokłosiem obrad były zorganizowane 4 czerwca wybory.

DOSTĘP PREMIUM