Agnieszka Holland o "Obywatelu Jonesie": Ta historia się aktualizuje

- Z tej historii wynikają pytania, które my sobie musimy teraz zadawać. Nie chodzi o to, żeby porównywać lata 30. do dzisiaj, chociaż jest dużo wspólnych mechanizmów - mówiła w TOK FM Agnieszka Holland.

Agnieszka Holland pokaże na trwającym właśnie festiwalu filmowym Berlinale swój najnowszy obraz. "Obywatel Jones" będzie walczyć o nagrodę w konkursie głównym. To oparta na faktach historia młodego walijskiego dziennikarza, który w latach trzydziestych ubiegłego wieku opisał mieszkańcom Zachodu Wielki Głód na Ukrainie.

- Ten bohater i ta historia bardzo się aktualizuje. Z tej historii wynikają pytania, które my sobie musimy teraz zadawać. Nie chodzi o to, żeby porównywać lata 30. do dzisiaj, chociaż jest dużo wspólnych mechanizmów. Ale właśnie ten rodzaj dystansu pozwala zobaczyć to, co teraz aktualne, poprzez zanurzenie w przeszłości - wyjaśniła reżyserka w rozmowie z Agatą Całkowską.

- Mam na myśli m.in. upadek autorytetów - polityków, intelektualistów, mediów, rosnącą agresję i nienawiść w społeczeństwach. Straciliśmy nadzieję, że będzie lepiej, spodziewamy się katastrofy.(..) Coś podobnego działo się w latach 30., kiedy wirus totalitaryzmu okazywał się w wielu krajach świata. Teraz nazywamy to populizmem, ale nie wiadomo, w co o się zmieni. I on jest również powszechny, od Trumpa, przez Brazylię, Rosję, Węgry, Turcję, niestety Polskę - wymieniała.

Zdaniem Agnieszki Holland, jej najnowszy film może być też przyczynkiem do dyskusji o roli mediów w dzisiejszym świecie.  - Jest sporo dziennikarzy, którzy ryzykują. Bardzo często padają ofiarami reżimów. Myślę o Rosji, Turcji, Azji. Na Słowacji,kiedy robiliśmy Garetha Jonesa, zginął dziennikarz, zresztą w wieku Garetha, który próbował zbadać i opisać korupcję władzy. Jest zawsze grupa dziennikarzy, którzy w imię prawdy są w stanie ponieść ogromne ryzyko. Ale coraz więcej dziennikarzy i mediów po prostu przykleja się do jakiejś bańki- zauważyła reżyserka.

- W świecie, również w Polsce, gdzie są ogromne podziały, władza używa dość brutalnej propagandy, żeby się utrzymać. Strona opozycyjna stoi przed wyborem, czy używać podobnych środków, czy walczyć prawdą. Z badań wynika, że fake newsy są atrakcyjniejsze dla czytelników, niż prawda. To są wielkie dylematy, nieustannie dyskutowane, również w pani radiu. Między tzw. symetrystami, a dziennikarzami tożsamościowymi. Symetryści często czując się moralnie lepiej, jako czyści i sprawiedliwi, służą jakiejś złej sprawie. Również są ofiarami manipulacji. To są bardzo aktualne pytania, czy demokracja może istnieć bez mediów, które relacjonują fakty - kontynuowała.

Zdaniem reżyserki, Berlinale to festiwal, na którym kino w stylu "Obywatela Jonesa" ma szanse na znalezienie swojej publiczności.

- Duży festiwal jest idealny miejscem, żeby film oświetlić światłem zainteresowania. Wydaje mi się, że to jest dobry festiwal dla tego filmu, bo na nim nie ma takiego glamour. Tu nie chodzi o gwiazdy, tak jak w Cannes. Oczywiście tam są bardzo dobre filmy i często najlepsze, ale tu jest więcej uważności, a ten film jej potrzebuje - przekonywała.

Podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie o statuetkę o statuetkę Złotego Niedźwiedzia powalczy 17 filmów z całego świata.  We wszystkich sekcjach przeglądu zaplanowano niemal dwieście światowych premier. Berlinale otworzy film "The Kindness of Strangers" w reżyserii Lone Scherfig, laureatki Srebrnego Niedźwiedzia sprzed osiemnastu lat.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM