Za protest przed TVP spadła na nią fala krytyki. Podleśna: "Wiadomości" to źródło, z którego potem tryskają brunatne rzeki

- Jeżeli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda atak fizyczny i naruszenie przestrzeni osobistej, to niech sobie obejrzy film z protestu na moście, a nie film, na którym pani Ogórek posyła nam buziaczki - mówiła w TOK FM Elżbieta Podleśna.

Aktywistka Elżbieta Podleśna jest  jedną z osób, której wizerunek i dane upubliczniła TVP w materiale dotyczącym protestu przed siedzibą stacji. Chodzi o wydarzenia, podczas których samochód dziennikarki telewizji publicznej Magdaleny Ogórek, został zablokowany i oklejony naklejkami. Grupa protestujących przed siedzibą TVP przeciwko manipulacjom telewizji publicznej krzyczała m.in. "kłamczucha" i "zatrudnijcie dziennikarzy". Ogórek twierdzi, że jej samochód został opluty.

Protesty przed TVP były następstwem tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W jej kontekście mówiło się o tym, że mógł jej sprzyjać poziom debaty publicznej w Polsce.  

Jak mówiła Podleśna, po publikacji jej wizerunku musi mierzyć się z ogromnym hejtem, a nawet groźbami śmierci. Dodała, że za publikację jej danych nie odpowiadają jedynie “Wiadomości” TVP.

- Nie można tego ograniczać tylko do anteny TVP. “Wiadomości” zainicjowały publikowanie naszych wizerunków, ale potem one przechodzą przez wszystkie możliwe inne programy TVP. Są udostępniane przez portale prawicowe. Moje miejsce pracy znalazło się w ogromnej liczbie mediów, podobnie jak wizerunek moich przyjaciół i mnie samej. “Wiadomości” to źródło, z którego potem brunatne rzeki tryskają w różnych kierunkach. Generują swoje własne zasięgi hejtu, zasięgi gróźb, obrzydliwych reakcji - opisywała.

- Chwilami mam takie wrażenie, że ludzie nie rozumieją co się dzieje. Nie mogą ogarnąć wyobraźnią efektów takiego, zdawałoby się, bezszkodowego działania, bo przecież jesteśmy działaczami, jesteśmy znani. Tak, my nie chodzimy w kominiarkach, tak jak osoby, które znajdują się po drugiej stronie politycznej barykady. Chociaż nie wiem, czy “politycznej” to dobre słowo - mówiła.

Elżbieta Podleśna na co dzień zajmuje się psychoterapią. Jak mówiła najbardziej bolesne są dla niej sugestie, że może kierować się swoimi poglądami w życiu zawodowym, w prowadzeniu pacjentów. Taką sugestię usłyszała w TVP i zapowiedziała pozew w stosunku do osoby, która ją wygłosiła.

Gruchnięto mną o posadzkę

Elżbieta Podleśna opisała też, jak wyglądało usunięcie protestujących z budynku TVP podczas jednego z protestów. Ochroniarze upuścili ją na ziemię, była opatrywana w karetce pogotowia. Zrezygnowała z wizyty na SOR ze względu na obowiązki w pracy następnego dnia. - Gruchnięto mną o posadzkę. Leżałam - abonentka - w progu TVP. Nade mną przechodzili szeregowi pracownicy Telewizji Polskiej. Skierowano do mnie wcześniej zarzut, że sprawiam im dyskomfort. Kiedy leżałam w progu, też sprawiałam dyskomfort, bo trzeba było nade mną przechodzić. Mówię to z bierną agresją, bo zdaję sobie sprawę, że to jedyna broń, która mi została - stwierdziła.

To nie pierwszy protest, podczas którego Elżbieta Podleśna doznała fizycznych obrażeń. Była jedną z 14 kobiet, które stanęły na trasie przemarszu Marszu Niepodległości z transparentem „Faszyzm stop”. Zostały oplute i pokopane. Sprawę umorzono.

- To jest moment, w którym stwierdzasz, że jesteś wyjęta spod prawa. Ale nie jako przestępca, tylko jako ofiara. To trudny moment do zniesienia - wyznała.  - Jeżeli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda atak fizyczny i naruszenie przestrzeni osobistej, to niech sobie obejrzy film z protestu na moście, a nie film, na którym pani Ogórek posyła nam buziaczki - dodała.

Media proszą o kąsek

Forma protestu pod TVP została potępiona przez wielu dziennikarzy. Elżbieta Podleśna podkreśliła jednak, że przed organizowanymi przez siebie wydarzeniami, często słyszała od mediów pytania o to, czy “będzie co pokazać, czy będzie kąsek”.

- Jako aktywistka cały czas spotykam się z czymś takim. Mówi się nam z jednej strony, że ma być coś fajnego wizualnie, ale z drugiej strony “nie przekraczajcie granicy”. A gdzie jest ta granica? “To już państwo sami musicie wiedzieć, my wam powiemy po fakcie. Najlepiej, jak ustalimy już z kolegium. Starszyzna, która wie, jak protestować, bo przecież ma za sobą 80 i 81 rok, nam powie”. Starszyzno, my jesteśmy w zupełnie innej sytuacji. Między innymi dlatego, że w roku 80 i 81 nikt nie wysyłał wam dziennie 100 gróźb śmierci i naruszenia ciała.  Nie wiecie, podobnie, jak my nie wiemy, Więc nie doradzajcie nam - apelowała.

- Mam dosyć wyższościowego gęgania. Podsuwacie nam rozwiązania, które ja już dawno sprawdziliśmy. Myśmy już tam dawno byli, gdzie wyście nie byli. Moi przyjaciele i ja próbowaliśmy robić rzeczy, które byłyby salonowo akceptowalne - zwróciła się do dziennikarzy.

Aktywistka tłumaczyła też, że organizacjom, które organizują protesty, trudno jest wypracować zasady, bo to jak “partia szachów z kimś, kto rzuca ci figurami szachowymi w oko”.

Powieliliście fałszywe informacje

Elżbieta Podleśna zarzuciła też dziennikarzom, że formułując oskarżenia pod jej adresem, nie sprawdzili, co wydarzyło się naprawdę.  - Przedstawiali fałszywe informacje. Powielali fejki, informacje wymyślone przez Magdalenę Ogórek. Wycofali jakiekolwiek zaufanie do mnie - mówiła.

Aktywistka nie szczędziła dziennikarzom gorzkich słów. - Tamą dla fali hejtu były do tej pory media demokratyczne. (...) W którymś momencie ta tama została podniesiona przez dziennikarzy tych mediów. I dlaczego ja mam teraz nie wymienić ich nazwisk, skoro oni wywoływali mnie po imieniu i po nazwisku? Ale nie zrobię tego.(...) Rozumiem, że są sytuacje konsternacji (...) Ale rolą dziennikarza jest to, co zrobił Piotr Pacewicz. Zadzwonił do mnie, zapytał, czy mogę rozmawiać, czy opowiem, jak było - relacjonowała Podleśna. Dodała, że z wyjątkiem Piotra Pacewicza, po wydarzeniach pod TVP nie skontaktował się z nią żaden dziennikarz.

Sposób, w jaki media opisały protest pod TVP oburzył aktywistów miejskich. Grupa osób protestowała w tej sprawie w piątek siedzibie Agory. Wydarzenie transmitowane było na żywo przez fanpage Video-KOD. Protestujący oskarżyli część dziennikarzy “Gazety Wyborczej” o stanięcie w “pierwszej linii ataku na aktywistów i aktywistki, które protestowały pod siedzibą TVP”.

- Nikt nie został wyrzucony, Jarosław Kurski zaproponował protestującym miejsce na łamach “Wyborczej”. Może to jest pierwszy krok do debaty, okrągłego stołu dla aktywistów i mediów - pytała prowadząca audycję Hanna Zielińska.

Elżbieta Podleśna przyznała, że taka debata jest potrzeba. Zaznaczyła jednak, że sama obecnie nie miałaby siły do niej dołączyć.

Chcesz wiedzieć więcej? Posłuchaj!

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM