Jacek Surówka

- Żartowaliśmy kiedyś, że się nam nie składa spotkać i dopiero na emeryturze będziemy mieć czas chodzić razem na piwo. Nie będziemy - tak chorążego Jacka Surówkę, funkcjonariusza BOR, wspomina Krzysiek z Krakowa.

"Pamiętam Jacka Surówkę bardzo dobrze, poznaliśmy się w 16 batalionie powietrzno-desantowym w Krakowie w1996r. Byliśmy żołnierzami jednego pododdziału KOIRR, mieszkaliśmy w jednym pokoju przez długi okres. Mieliśmy wspólne zainteresowania. Odbyliśmy wspólne skoki spadochronowe, gdzie razem uzyskaliśmy tytuł skoczka spadochronowego. Pamiętam Jacka jako człowieka z umiejętnością przyciągania ludzi do siebie, dysponował znakomitym pomysłem i sprytem. Posiadał w sobie klasyczny styl zadawania pytań, a także potrafił rozbawiać ludzi do łez. Pamiętam doskonale, jak żołnierz nie podporządkował się Jackowi podczas przemarszu na stołówkę, gdzie spotkała go za to kara. Oczywiście kara polegała na przeczytaniu książki i nauczeniu się 10 słówek po niemiecku. Po tym fakcie każdy żołnierz wolał Jacka omijać z daleka." Jaroslaw Gil

"Mnie tragedia dotknęła osobiście. Jacek Surówka był oficerem Biura Ochrony Rządu. Mieliśmy kontakt prawie codziennie przez 5 lat szkoły średniej. Siadywaliśmy czasem w jednej ławce. Byliśmy na wspólnych klasowych wyjazdach. Pamiętam Jacka jako bardzo pogodnego człowieka, zawsze dowcipny, zawsze chętny żeby się spotkać, pogadać. Taka, w pozytywnym znaczeniu, dusza towarzystwa. Nawet wtedy gdy nasze drogi rozeszły się - on przeprowadził się z Krakowa do Warszawy i zaczął pracę w BOR - Jacek starał się nie stracić kontaktu ze znajomymi z Krakowa. Czasem zastanawiałem się jak wygląda jego praca i co obecnie robi o czym z racji wykonywanego zawodu nie mógł opowiadać. Jakieś straszne złe przeczucie przemknęło mi przez myśl jak usłyszałem o katastrofie - uświadomiłem sobie że jest osobą, którą mogło to dotknąć - pomyślałem, że na pewno zginęli ludzie z którymi pracował. Ze zdenerwowaniem przeglądałem listę pasażerów, jak się okazało niedokładnie - nie znalazłem go - dopiero w radiu usłyszałem jego nazwisko - to było straszne uczucie.

Po tragedii rozmawiałem z naszym wspólnym kolegą, którego jeszcze dwa tygodnie temu odwiedził w Krakowie. Mówił, że Jacek bardzo chciał się spotkać - tak bardzo, że aż wprosił się do niego do pracy. Był w Krakowie odwiedzić rodzinę. Wtedy widział go ostatni raz. Zawsze tak bardzo mu zależało na kontaktach z ludźmi. Wszyscy z którymi rozmawiałem wspominali go niezmiernie ciepło i serdecznie. Jest mi tak strasznie żal. Pomimo, że Go długo nie widziałem straciłem kogoś z kim liczyłem, że się znowu spotkam. Jacek miał plany na przyszłość, żartowaliśmy kiedyś, że się nam nie składa spotkać i dopiero na emeryturze będziemy mieć czas chodzić razem na piwo. Nie będziemy. Żegnaj Jacku. Jeszcze bardziej żal mi Krysi - jego żony". Krzysiek z Krakowa

DOSTĘP PREMIUM