Już nie tylko COVID-19, ale i mukormykoza. "W Indiach wezwano do ogłoszenia stanu drugiej epidemii"

W Indiach oprócz fali zachorowań na koronawirusa pojawił się problem nadużywania leków sterydowych w leczeniu COVID-19. Prowadzą do śmiertelnej choroby grzybiczej. Dlaczego lekarze stosują sterydy w tak dużych dawkach? - Ten system zdrowotny w pewnym momencie upadł, szczególnie w Delhi. I już wszyscy tam podejmują nieracjonalne decyzje - wyjaśniała w TOK FM dr Weronika Rokicka, indolożka i politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
Zobacz wideo

Sytuacja epidemiczna w Indiach wciąż jest niezwykle trudna. Liczba nowo wykrywanych przypadków COVID-19 wprawdzie spada (z 23 proc. do 13 proc. w ostatnich dniach). Ale - jak zauważyła w TOK FM dr Weronika Rokicka - może to świadczyć nie tyle o poprawie sytuacji epidemicznej, co o przenoszeniu się zachorowań na wieś i prowincję, gdzie wykonuje się mało testów.

- W związku z tym wiele prognoz mówi, że pandemia jest tylko pozornie w odwrocie, a tak naprawdę jej skali teraz już naprawdę nie znamy - podkreśliła.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Mukormykoza. W Indiach groźny nie tylko koronawirus

Rozmówczyni Jakuba Janiszewskiego zwróciła również uwagę na to, że oprócz fali zachorowań na koronawirusa w Indiach pojawił się problem nadużywania leków sterydowych w leczeniu COVID-19. Prowadzi to do bardzo poważnych powikłań, w tym do śmiertelnej choroby grzybiczej.

- To choroba, która jest o wiele bardziej śmiertelna niż COVID-19. Aż 50 procent cierpiących na nią umiera. Tych przypadków nie jest na razie bardzo dużo, ale już Ministerstwo Zdrowia wezwało do ogłoszenia stanu drugiej epidemii. Chodzi o chorobę, która się nazywa mukormykoza - tłumaczyła Rokicka.

Indyjscy lekarze ocenili, że do tej pory widywali przypadki takich zachorowań raz na parę lat, a teraz jest nawet po kilka dziennie.

Dr Rokicka wyjaśniała, że sytuację pogarsza jeszcze pogoda, bo w Indiach jest teraz szczyt lata. Temperatury sięgają 40 st. Celsjusza i jest bardzo wilgotno. - To jest pogoda, która bardzo osłabia osoby już osłabione i sprzyja rozwojowi chorób grzybiczych. Jeśli liczba przypadków będzie tak bardzo rosnąć, jak w ostatnich tygodniach, to może być nowy kryzys zdrowotny - stwierdziła.

"Lekarze podejmowali nieracjonalne decyzje"

Dziennikarz TOK FM pytał, dlaczego lekarze w Indiach przepisują sterydy w tak wysokich dawkach, skoro zwykle w ciężkich przypadkach zachorowań na koronawirusa podaje się je w niewielkich ilościach.

- To pokłosie chaosu z ostatnich tygodni w Indiach. Bo w tych miejscach najbardziej zajętych przez COVID-19, jak Delhi czy Bombaj, widzieliśmy, że służba zdrowia była w stanie upadłym. W 75 proc. to prywatna służba zdrowia. W związku z tym działania są bardzo słabo skoordynowane. System, który nie jest scentralizowany, daje wolną rękę lekarzom bardziej niż w Polsce czy krajach europejskich. To też pewnie się przyczyniło do tego, że lekarze podejmowali nieracjonalne decyzje. Ten system w pewnym momencie upadł, szczególnie w Delhi, i teraz już wszyscy tam podejmują nieracjonalne decyzje - wyjaśniała ekspertka z UW.

Jak dodała gościni Jakuba Janiszewskiego, indyjska ochrona zdrowia zawsze miała specyficzną konstrukcję. Jej prywatna część jest dość dobrze rozwinięta, a publiczna - mocno niedofinansowana. Wielu pacjentów, szczególnie z niższej klasy średniej, która jest bardzo liczna w Indiach, przez lata nie miała realnego dostępu do ochrony zdrowia dobrej jakości.

- Dlatego dzisiaj widzimy osoby między 30. a 50. rokiem życia, które umierają, a są zaszczepione. Ten system musi się po prostu zmienić, bo nie jest przygotowany na kryzysy - oceniła dr Weronika Rokicka.

DOSTĘP PREMIUM