Przedszkolanka szarpała dzieci. Wyrok w zawieszeniu. Zakaz pracy, ale tylko trzyletni

Pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i zakaz pracy z dziećmi - to kara wymierzona przez Sąd Rejonowy Lublin Zachód przedszkolance, która była agresywna wobec dzieci. Zdaniem sądu, wina nie budzi wątpliwości. Sama oskarżona przyznała, że mogło się zdarzyć, że pociągnęła dzieci za włosy czy za uszy. Tłumaczyła to chorobą alkoholową.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Sprawa agresji nauczycielki wyszła na jaw przypadkiem. Dziewczynka, którą pociągnęła za ucho, poskarżyła się mamie, że bardzo ją boli. Okazało się, że ucho było naderwane. Idąc po nitce do kłębka udało się "wyciągnąć" z dziecka informację, co się dzieje na zajęciach w przedszkolu.

Okazało się, że pani bywa porywcza, agresywna, że miała trudny okres, że puszczały jej nerwy. Przed sądem pośrednio przyznała się do winy. - Nie pamiętam tych zdarzeń, o które jestem oskarżona, ale dopuszczam możliwość, że mogłam się tak zachować - mówiła przed sądem Małgorzata M . Tłumaczyła się chorobą alkoholową.

Zeznawała, że piła od lat 80-tych, że miała kilkuletnie okresy abstynencji, ale wracała do kieliszka. Mówiła też , że cała sprawa to jej "życiowa porażka", bo gdyby nie to, mogłaby dalej pracować z dziećmi.

Kara np. za podniesienie nie prawej, a lewej ręki

Zdaniem sądu wina oskarżonej nie budziła wątpliwości, a stopień społecznej szkodliwości czynu był duży. Oskarżona miała już wcześniej, przed zdarzeniami z końca 2013 i początku 2014 r., problemy z alkoholem. Przyszła do pracy pijana, miała około 3 promili, ale pracy nie straciła. W postępowaniu dyscyplinarnym ukarano ją naganą, a w postępowaniu karnym dostała jedynie grzywnę.

Mimo choroby alkoholowej nie poszła na terapię i to zdaniem sądu doprowadziło do tego, że stała się agresywna: szarpała dzieci i m.in. ciągnęła je za włosy czy za uszy.

- Za błahostki - jak mówiła sędzia. - Jedna z dziewczynek, leworęczna, na polecenie nauczycielki, by podniosła prawą rękę, podniosła lewą rękę. Innym powodem było zajęcie innego miejsca niż to, które było wyznaczone przez nauczyciela. Przecież to są drobiazgi - mówiła sędzia Marcelina Kasprowicz.

Jak dodała, nauczyciel powinien być profesjonalistą, wyposażonym w wiedzę pedagogiczną, który umie radzić sobie z różnymi zachowaniami dzieci. - Dzieci muszą wchodzić w świat z poczuciem bezpieczeństwa, z przekonaniem, że spotykają się w gronie nauczycieli z przyjazną postawą, że nauczyciel akceptuje ich zachowanie. A drobne przewinienia jak kręcenie się czy nieposłuszeństwo, o ile w ogóle można w tych kategoriach mówić, to jest przypadłość wieku - mówiła sędzia.

"Nie można w ten sposób rozładowywać emocji"

Jej zdaniem, choroba alkoholowa nie może być wytłumaczeniem wszystkiego. Tym bardziej, że oskarżona mogła sięgnąć po pomoc profesjonalisty, a na to się nie zdecydowała. - Motywacja ma złożony charakter, jeśli uwzględnić opinię biegłych psychiatrów, ale jednak jest to motywacja wynikająca z chęci rozładowania emocji. A nie tędy droga w stosunku do dzieci na etapie przedszkolnym - uzasadniała sędzia.

Sama nauczycielka nie pojawiła się w sądzie na ogłoszeniu wyroku. Wcześniej mówiła, że agresja to jej życiowa porażka. Na ogłoszeniu wyroku był za to ojciec jednej z poszkodowanych dziewczynek. Zgodził się z wyrokiem kary, nie zamierza składać apelacji.

Liczył jedynie na dożywotni, a nie tylko trzyletni zakaz pracy z dziećmi. - Dlatego, że wcześniej miała już problemy z alkoholem i nie wyglądała na osobę, która jest w stanie profesjonalnie poradzić sobie z tym zagadnieniem. Chciałbym ustrzec przed jej zachowaniem inne dzieci - mówił po wyjściu z sali rozpraw pan Tomasz. Wyrok jest nieprawomocny.

DOSTĘP PREMIUM