Pół roku po zwycięstwie PiS. Lis: Mówienie o demolowaniu Polski to nie histeria. To fakty

Mocny komentarz Lisa pół roku po zwycięstwie PiS. - Nazywanie rzeczy po imieniu to nie wyraz histerii, ale trzeźwości umysłu - pisze w ?Newsweeku? redaktor naczelny tygodnika.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas- W półroczu, które właśnie mija od momentu wyborczego zwycięstwa PiS, wielu mówiło, by nie nadużywać mocnych słów w opisie ekscesów władzy, bo za chwile nam słów zabraknie - pisze w najnowszym wydaniu "Newsweeka" Tomasz Lis . - Jesteśmy w punkcie, gdy trzeba słów najmocniejszych, bo za chwilę na wypowiadanie słów będzie za późno - straszy.

- Powściągliwość w używaniu słów generalnie jest wskazana. Problem w tym, że do opisu sytuacji nadzwyczajnej, z którą mamy do czynienia dziś, zwykle używaliśmy słów z epoki zwyczajnej, która przeminęła. Na dodatek umiar opisu miał moc terapeutyczną i uspokajającą. Skoro nie używamy dramatycznych określeń, to znaczy, że sytuacja nie jest dramatyczna. Była też ta powściągliwość dzieckiem niedowierzania. Przecież jest niemożliwe, by to, co widzimy, było aż tak realne. Przecież to niemożliwe, by totalnie zawłaszczone przez PiS państwo tak szybko demolowano . Przecież nie mieści się w głowie, by budowane ponad ćwierćwiecze liberalna demokracja i państwo prawa tak bezceremonialnie deptano i dewastowano - pisze Lis.

Nadszedł czas, by to, co się w głowie nie mieściło, przyjąć do wiadomości. By niemożliwe uznać za rzeczywiste. By odłożyć na półkę uspokajacze w postaci umiaru słów. By ignorować zarzuty histerii - bo nazywanie rzeczy po imieniu nie jest wyrazem histerii, ale trzeźwości umysłu. Nadszedł czas, by nie bać się w opisie dzisiejszej władzy porównań i metafor, które - choć zawsze ryzykowne - są coraz bardziej uzasadnione - pisze naczelny "Newsweeka".

Zobacz wideo

DOSTĘP PREMIUM