Szułdrzyński o apelu smoleńskim: Gdyby nie nastrój "hehehe", to PiS nie byłby tak zajadły

- To jest decyzja po prostu głupia i oburzająca - uważa Paweł Wroński komentując pomysł odczytywania apelu smoleńskiego przy okazji rocznicy Powstania '44. Z kolei zdaniem Michała Szułdrzyńskiego, do takich sytuacji by nie dochodziło, gdyby nie upór m.in. prezydent Gronkiewicz-Waltz ws. pomnika w Warszawie.

Chcesz wiedzieć szybciej? Polub nas Idea Antoniego Macierewicza, aby przy każdej historycznej rocznicy z udziałem asysty wojskowej odczytywać apel smoleński, budzi wielkie emocje. O przyczynach takiego stanu rzeczy rozmawiali publicyści w TOK FM.

- To decyzja głupia i oburzająca. Przypuszczam, że intencje były dobre, ale ta decyzja prowadzi (albo) do poniżenia Powstańców Warszawskich, którzy z bronią w ręku, w dramatycznych sytuacjach walczyli o to miasto, albo do ośmieszenia ofiar katastrofy smoleńskiej, przez przyrównanie ich do Powstania Warszawskiego - uważa Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej".

Publicysta zauważa, że choć nie można różnicować czyjejś śmierci, jedno i drugie tragiczne wydarzenie z naszej historii jest jednak "katastrofalnie odmienne".

"Dlaczego to nie dochodzi do głów rządowo-monowskich?"

- Powtarzanie całego ceremoniału smoleńskiego przy każdej rocznicy historycznej - może ci politycy są zachwyceni - ale dla wielu ludzi jest po części oburzające, a dla innych jest po prostu jakąś próbą dziwnego ośmieszenia przez nieprawdziwe porównanie, tych ludzi, którzy zginęli pod Smoleńskiem. Ja nie wiem, dlaczego to nie dochodzi do tych głów rządowo-monowskich? - zastanawia się Paweł Wroński.

Inaczej na sprawę patrzy Michał Szułdrzyński z "Rzeczpospolitej". Jego zdaniem, to co się dzieje w tej chwili z upamiętnieniem Smoleńska jest reakcją na oburzające zachowania polityków Platformy po Smoleńsku.

"Gdyby nie nastrój >>hehehe<<, to PiS nie byłby tak zajadły"

- Mam wrażenie, że gdyby nie upór np. pani Gronkiewicz-Waltz ws. pomnika w Warszawie, to dzisiaj mielibyśmy zupełnie inną sytuację. Gdyby nie upór w sprawie sprzątania kwiatów, zniczy i tolerowanie bardzo nieprzyjemnych ekscesów pod krzyżem i na Krakowskim Przedmieściu w 2010 rok i później, i taki nastrój "hehehe" dotyczący jednak bardzo ważnych spraw, to druga strona nie byłaby tak zapiekła i tak zajadła i nie miałaby pretekstu. A dzisiaj PiS odreagowuje - uważa Szułdrzyński,

W jego ocenia w przypadku sporu wokół upamiętniania Smoleńska mamy do czynienia z dwoma kwestiami.

- Jedna, to jest zwykle upamiętnienie - 6 lat po katastrofie nie mamy pomnika na Krakowskim Przedmieściu jest oburzające. Ten absurdalny upór władz Warszawy jest w dużej części źródłem napięć jakie mieliśmy na tle Smoleńska. A druga jest taka, że w tym momencie widać, że rządzący wiedza, że nikt nie jest w stanie cofnąć ich decyzji i to wykorzystują - uważa Szułdrzyński.

Publicysta "Rzeczpospolitej", jak sam mówi, nie ma wrażenia, że pamięć o ofiarach katastrofy smoleńskiej, czy ich mit, zyska na tym, że będą wspominani podczas rocznicy Powstania Warszawskiego.

Wcześniej kwestia odczytania apelu smoleńskiego była przedmiotem sporu pomiędzy szefem MON a prezydentem Poznania Jackiem Jaśkowiakiem w związku z czerwcowymi obchodami 60. rocznicy Poznańskiego Czerwca. Jaśkowiak apelował do ministra o odstąpienie od wspominania ofiar katastrofy smoleńskiej podczas poznańskich obchodów. Macierewicz informował wówczas, że decyzja o przywoływaniu ofiar katastrofy smoleńskiej w każdym apelu pamięci została podjęta już w listopadzie 2015 r.

DOSTĘP PREMIUM