Frasyniuk: Irytują mnie oficjalne obchody. Na trybunach ważniacy, po drugiej stronie odgrodzeni robotnicy

- Wku***a mnie to, że ci w garniturach, uśmiechnięci urzędnicy przemawiają do ludzi anonimowych, którzy powinni być dla nich bohaterami - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Władysław Frasyniuk.

- Nie lubię polskich świąt - mówi w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" Władysław Frasyniuk, legenda opozycji w PRL, kierowca wrocławskich autobusów. Szef dolnośląskiej "Solidarności". - Aczkolwiek mam wielką satysfakcję, patrząc na koncerty, które odbywają się we wrocławskiej zajezdni. Ale tzw. oficjalne obchody raczej mnie irytują, kiedy widzę ludzi niemających wiele wspólnego z podziemiem, tłum urzędników i notabli, a po drugiej stronie odgrodzonych od nich skromnych robotników. Jeden z nich powiedział mi: "Wiesz, Władek, przychodzę tu co roku, ale coraz mniej tu naszych..." . Za to coraz pełniejsze są trybuny różnych ważniaków. Wku***a mnie to, że ci w garniturach, uśmiechnięci urzędnicy przemawiają do ludzi anonimowych, którzy powinni być dla nich bohaterami - mówi zirytowany Frasyniuk.

I dodaje: Chciałbym doczekać takich obchodów, że na trybunach zobaczę np. ludzi z Pafawagu. - Bo ten brak szacunku, pamięci boli ich bardziej niż fakt, że rewolucja zabiła klasę robotniczą . Skutki tej amnezji mają więcej konsekwencji. Dla młodych ludzi bohaterowie "Solidarności" to żadni bohaterowie. Za to kwitnie kult żołnierzy wyklętych. A przecież zryw "Solidarności" to jedno z niewielu, a na pewno największe wygrane polskie powstanie - uważa szef dolnośląskiej ".

Cały wywiad we wrocławskiej "Gazecie Wyborczej">>

DOSTĘP PREMIUM