Festiwal niewiadomych w Gdyni. Joanna Kos-Krauze: Osiwiałam przez tę sytuację

Między 9 a 14 listopada ma się odbyć Festiwal Filmów Fabularnych w Gdyni. Ale na tym konkrety się kończą. Do tej pory nie został powołany wybrany na stanowisko dyrektora artystycznego Tomasz Kolankiewicz. Reżyserka Joanna Kos-Krauze i producentka Renata Czarnkowska-Listoś przyznały w TOK FM, że środowisko filmowców zrobiło w tej sprawie już wszystko, co mogło.
Zobacz wideo

Po ubiegłorocznym skandalu związanym z wycofaniem z konkursu filmu "Solid Gold", a wcześniej niedopuszczeniem do konkursu filmu Xawerego Żuławskiego "Mowa ptaków", podjęta została próba zreformowania gdyńskiego festiwalu. Jednak po przejściu kilku etapów, które miały doprowadzić do wypracowania nowej formuły, wszystko zamarło. Wybrany przez komitet konkursowy nowy dyrektor artystyczny Tomasz Kolankiewicz do dziś nie został powołany na to stanowisko. 

Jak mówiła w audycji "Kultura Osobista" reżyserka i scenarzystka Joanna Kos-Krauze, środowisko zrobiło już w tej sprawie wszystko, co było można. Teraz sytuacja jest taka, że festiwal ma się odbyć, ale szczegółów brak. - Ja osiwiałam przez tę sytuację. My już nie możemy nic zrobić. Środowisko spośród kilkusetosobowej rady programowej jednogłośnie wybrało szefa rady Pawła Pawlikowskiego, wybrało komisję konkursową, odbył się konkurs, wskazana jest osoba wybrana jednogłośnie... - wyliczała reżyserka. Komitet organizacyjny powinien automatycznie przesłać prośbę o nominację wybranego kandydata. Tak się nie stało i jak mówiła Kos-Krauze, nie wiadomo dlaczego. 

Podkreśla, że cała reforma festiwalu była przygotowywana przez wiele miesięcy w wyniku porozumienia wielu instytucji zrzeszających różnych twórców. - To jest coś bez precedensu, my ze sobą rozmawiamy, spotykamy się, opracowujemy różne rzeczy. Bardzo współczuję panu Kolankiewiczowi, jest mi przykro - mówiła.

Producentka Renata Czarnkowska-Listoś dodała, że Kolankiewicz został wybrany jednogłośnie. - Członkowie komisji konkursowej wybrali najlepszą kandydaturę - to człowiek z zapleczem merytorycznym i organizacyjnym. Ale zaczęły się schody - przyznała. Jej zdaniem organizacja festiwalu w formule łączonej - czyli częściowo na miejscu, a częściowo online - to "najlepsze pole do popisu dla nowego dyrektora". Sęk w tym, że wciąż nie został on powołany, a co za tym idzie, nie zaczął jeszcze pracy. Tymczasem do początku listopada, kiedy festiwal ma się odbyć, jest coraz mniej czasu.

Chcesz posłuchać całej rozmowy? Za 5 zł odblokujesz wszystkie podcasty

Wśród informacji dotyczących tegorocznej edycji festiwalu pojawiła się teoria o braku selekcji - w związku z pandemią produkcja filmowa na wiele miesięcy zamarła, dlatego też liczba zgłoszonych filmów zapewne będzie mniejsza. To oznaczałoby, że w konkursie znajdą się wszystkie zgłoszone filmy. A skoro nie ma selekcji, to po co dyrektor artystyczny? - Selekcja to jedna ze spraw - festiwal to także różne inne elementy. Chociażby to, jak się organizuje debaty, jak się wybiera tematy. Praca dyrektora artystycznego nie sprowadza się do dwóch tygodni spędzonych w hotelu w Gdyni, każdy festiwal przygotowuje się w kilka miesięcy, a właściwie przez cały rok - wyliczała Joanna Kos-Krauze. 

Renata Czarnkowska-Listoś podkreślała, że poza sprawami organizacyjnymi jest też bardzo trudny w tym roku wymiar dotyczący samej zawartości i dyskusji o przyszłości kina w Polsce. - Zrobienie po raz pierwszy formy hybrydowej to ogromne wyzwanie także natury merytorycznej - żeby festiwal był kolejnym podsumowaniem trudnego roku. To nie jest kwestia posadzenia kilku osób w kinie i decyzji, jak będzie wyglądało wręczenie nagród - wskazywała. Dlatego, jak dodała, na stanowisku dyrektora artystycznego musi być ktoś, kto wie, po co się robi festiwale i dlaczego są one potrzebne polskiej kinematografii.

A że są potrzebne, potwierdzały postulaty młodych twórców, którym bardzo zależało na tym, by festiwal w Gdyni się w tym roku jednak odbył. - Środowisko też boi się, że w przyszłym roku w selekcji będzie np. 70 filmów i okaże się, że do Gdyni jest się dostać trudniej niż do Cannes. Młodzi twórcy sugerowali, żeby to był wrzesień, żeby to się potem przekładało na jakąś sprzedaż i dystrybucję - dodała Kos-Krauze.

Co więc dalej z festiwalem? - Nie wiemy, co się dzieje. O kolejnych ruchach dowiadujemy się z mediów. Mam nadzieję, że to jest nieporozumienie komunikacyjne - dodała Czarnkowska-Listoś. 

Marta Perchuć-Burzyńska o losy festiwalu pytała też Roberta Śmigulskiego, dyrektora PISF.

- Wybór pana Tomasza Kolankiewicza jest rzeczą wtórną w stosunku do tego, czy odbędzie się czy nie odbędzie się Festiwal, jeśli parę dni temu miał się oficjalnie nie odbyć. Jeszcze niedawno wszyscy byli prawie jednomyślni, żeby festiwal się nie odbył. W tej chwili wszyscy z kolei są jednomyślni, żeby festiwal w formie hybrydowej się odbył. Dlatego poczekajmy na przygotowany przez Leszka Kopcia, dyrektora festiwalu nowy regulamin, nowe zasady i będziemy mieli odpowiedź, co z dyrektorem artystycznym - tłumaczył Śmigulski.

I dodał: - Mam dużo wątpliwości, co do sensu festiwalu, bo nie jest znana prawdziwa liczba filmów, która weźmie w konkursie. Jestem przychylny do głosów środowiska, natomiast osobiście uważam, że nie jest to dobry pomysł, żeby się festiwal odbywał

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM