Kto nie chciał dać pieniędzy na nowy film Smarzowskiego? Szef PISF jedno, a członek komisji drugie

"Wesele 2" czy "W2" - pod takimi roboczymi tytułami funkcjonuje w przestrzeni publicznej nowy film, nad którym pracuje Wojciech Smarzowski. Wokół obrazu głośno było w związku z problemami z jego finansowaniem. I choć finalnie pieniądze się znalazły, kontrowersje się nie kończą.
Zobacz wideo

Siedem Orłów, w tym dla najlepszego filmu, scenariusza i za najlepszą reżyserię, a także nagroda publiczności, pięć nagród na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, nagrody na festiwalach w Locarno, Karlowych Warach i na Warszawskim Festiwalu Filmowym - to tylko część nagród, jakie zebrał w 2004 i 2005 roku film Wojciecha Smarzowskiego "Wesele". Dziś, wiele filmów i sukcesów frekwencyjnych później, reżyser pracuje nad jego kontynuacją. Czy też nową odsłoną. 

Nie obyło się jednak bez problemów - producenci filmu, Studio Metrage, wystąpiło do Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej o dofinansowanie. Jednak 13 maja 2019 roku na stronie PISF pojawiła się informacja, że projekt "W2" komisja ekspercka w składzie: Ilona Łepkowska, Lech Majewski, Wojciech Marczewski, Paweł Pawlikowski, Ewa Puszczyńska, przesunęła do następnej sesji. Nie była to decyzja ostateczna - tę zawsze ma w rękach dyrektor PISF. A on zdecydował o skierowaniu go do ponownego rozpatrzenia. Po wielu bataliach i nagłośnieniu tej sprawy pod koniec 2019 roku producenci ogłosili, że udało się uzyskać tzw. zachęty, czyli system zwrotu części kosztów poniesionych na stworzenie filmu.

O kulisy tych wydarzeń zapytaliśmy dyrektora PISF Radosława Śmigulskiego. - Zgodnie z decyzją komisji ekspertów PISF nie przyznał Wojciechowi Smarzowskiemu dofinansowania na jego najnowsze dzieło, niemniej Instytut wsparł film zachętami - stwierdził. 

Dlaczego komisja nie zdecydowała się rekomendować dofinansowania na "W2"? - W sposób wyczerpujący możemy odnaleźć to w opinii, którą komisja wydała i którą przekazała mi jako dyrektorowi, uzasadniając tę decyzję, z którą jak najbardziej się zgadzam - przekonywał Śmigulski. Sęk w tym, że informacje na stronie PISF mówią o nieco innym obrocie sprawy - zgodnie z zestawieniem dotyczącym I sesji z 2019 roku komisja przesunęła film do następnej sesji - czyli nie odrzuciła go, tylko przełożyła "na później". Dopiero decyzja dyrektora PISF mówi o "skierowaniu do ponownego rozpatrzenia".

Powodem miało być - jak tłumaczyli wówczas producenci - niedostarczenie opinii historyka potwierdzającego prawdziwość przebiegu wydarzeń ze scenariusza. Producenci bronili się, że nie tylko dostarczyli taką opinię, ale pozyskali je od aż trzech specjalistów, w tym jednego wskazanego przez PISF.  

Rozmawialiśmy z jednym z ekspertów, który zasiadał w komisji rozpatrującej wniosek producentów "W2". Wojciech Marczewski - w przeciwieństwie do szefa PISF - twierdzi, że film uzyskał pozytywną rekomendację. Wysłaliśmy prośbę do rzeczniczki PISF o dokładne informacje w tej sprawie.

W nowym filmie Wojciecha Smarzowskiego zagrają m.in. Izabela Kuna, Robert Więckiewicz i Michalina Łabacz. Wystąpi również kilka tysięcy statystów - tu chętnych jest bardzo dużo. Jak potwierdził w rozmowie z nami producent filmu, zgłosiło się już 4 tys. osób. 

Posłuchaj całej rozmowy Marty Perchuć-Burzyńskiej z Radosławem Śmigulskim - o korespondencji z ministrem kultury Piotrem Glińskim, o konflikcie w szeregach PISF i sensie - lub jego braku - organizowania tegorocznej edycji Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. 

Od kilku miesięcy przewodniczący Rady Instytutu Rafał Wieczyński na swoim prywatnym koncie na Facebooku publikuje stanowiska rady, które formalnie powinny pojawiać się na stronie PISF. Zarzuca w nich dyrektorowi Śmigulskiemu, że ten nie ujawnia wszystkich środków finansowych, którymi Instytut zarządza. Zapytaliśmy więc Radosława Śmigulskiego o relacje z radą. - W każdej relacji międzyludzkiej mamy do czynienia z różnymi emocjami - padła odpowiedź. Na pytanie wprost o konflikt z Rafałem Wieczyńskim, dyrektor PISF stwierdził, że Wieczyński "prowadzi prywatną wojnę".

Odpowiedź wprost nie padła również w przypadku pytania o budżet Instytutu - dyrektor wspomniał jedynie o bazowych 140 mln zł. Tymczasem kilka tygodni temu media obiegła informacja o przegranej PISF-u w sprawie sądowej ze stacją TVN, co ma się skończyć zwrotem na rzecz stacji 38 mln zł. - Od razu spłaciliśmy 20 mln z rezerw i o 20 mln będzie zmniejszony budżet poprzez brak wpłat z TVN - wyjaśniał Śmigulski. Chodzi o daninę pobieraną m.in. od nadawców telewizyjnych czy dystrybutorów kinowych. Nie wiadomo jednak, czy wpłynie to na wspomnianą wcześniej kwotę 140 mln zł. 

Marta Perchuć-Burzyńska pytała Radosława Śmigulskiego, który PISF zarządza od 2017 roku, o jego zapowiedzi ograniczenia biurokracji w instytucji. - W PISF było za moich poprzedniczek 105 etatów, dziś pracuje 95 osób - stwierdził. 

Jednak na stronie resortu kultury udało nam się znaleźć informację, w której liczby są nieco inne. W sprawozdaniu za 2016 składanym do MKiDN w marcu 2017 i zaakceptowanym przez ministra kultury czytamy: "Struktura PISF w 2016 r.: zatrudnienie w PISF osiągnęło docelowo 59 i 1/4 etatu. Struktura organizacyjna PISF była udoskonalana w trakcie roku".

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM