Jej film nie spodobał się ministrowi Glińskiemu? A jeszcze w grudniu dał jej za niego stypendium

- Uścisnęłam dłoń kogoś, kto próbuje cenzurować sztukę - tak Karina Paciorkowska, twórczyni filmu "Nie masz dystansu", wspomina grudniową uroczystość, w czasie której odebrała stypendium od ministra Piotra Glińskiego. Tego samego, który m.in. z powodu jej filmu miał zdecydować o zawieszeniu festiwalu Herstorie na Dzień Kobiet.
Zobacz wideo

9 grudnia Karina Paciorkowska, wraz z kilkorgiem innych studentów Szkoły Filmowej w Łodzi, odebrała z rąk ministra kultury Piotra Glińskiego stypendium za wybitne osiągnięcia artystyczne. Twórczyni została doceniona m.in. za swoją krótką animację "Nie masz dystansu" i jej sukcesy na światowych festiwalach. To ten sam film, który - obok "The Vibrant Village" - miał skłonić ministra Glińskiego do zawieszenia Festiwalu Herstorie na Dzień Kobiet, zorganizowanego wspólnie przez portal ninateka.pl i Festiwal HER Docs.

Paciorkowska przyznaje, że grudniowa uroczystość w Zamku Królewskim była "szybka i formalna". - Założyłam wtedy tęczowy pasek, żeby pokazać niezgodę na to, co się dzieje. Pamiętam, że usłyszałam po prostu gratulacje. Uścisnęłam dłoń kogoś, kto próbuje cenzurować sztukę - powiedziała twórczyni w rozmowie z Martą Perchuć-Burzyńską w audycji "Kultura Osobista". 

Film "Nie masz dystansu" to czterominutowa animacja o werbalnej przemocy wobec kobiet, która zebrała wiele nagród również poza Polską. - Dziwiłam się, gdy jeździłam z tym filmem po świecie, bo on jest skoncentrowany na polskich problemach, cytaty pochodzą głównie z Polski. W rozmowach za granicą słyszałam: tak, u nas dzieje się to samo, mamy tego dosyć, chcemy się zbuntować. Było to dla mnie smutne, bo wydawało mi się, że to u nas jest wyjątkowo źle. Ale, jak widać, ta mentalność jest uniwersalna - mówiła Paciorkowska.

Trwające właśnie zamieszanie wokół filmu - jak przyznaje - odrobinę ją cieszy. - Widzowie dowiedzą się nie tylko o naszych filmach, lecz także o tym, co się dzieje, w jaki sposób można wprowadzać cenzurę w 2021 roku. Mam nadzieję, że zmotywuje to kogoś do buntu i przeciwstawienia się - dodała.

Wibratory bez pornografii

Weronika Jurkiewicz, autorka drugiego zakwestionowanego filmu ("The Vibrant Village"), całą sprawę uznaje za oburzającą. - Wydaje mi się, że prof. Gliński nawet nie widział filmów, które ocenzurował. Są o wiele mniej skandaliczne, niż mogłoby się wydawać - dodała twórczyni siedmiominutowego dokumentu o węgierskiej miejscowości, w której znajduje się fabryka wibratorów. 

- Dla mnie jest to film humorystyczny, komentarz na temat absurdalności sztywnych, stereotypowych ról płciowych i tego, jak sprawy związane z seksualnością są owiane tabu - mówiła Jurkiewicz. Jak dodała, w tym kontekście reakcja ministra jest ironią, tym bardziej że film był pokazywany na całym świecie. Pytana, jak to się stało, że nakręciła "The Vibrant Village", przyznała, że było to zaliczenie z reżyserii dokumentalnej na budapesztańskiej filmówce. - Jest to dla mnie miejsce fascynujące wizualnie, niesłychana zwyczajność, która kryje się pod hasłem "zabawki erotyczne". W filmie i w fabryce nie ma ani odrobiny erotyki czy pornografii - dodała. 

Przyznała, że teraz pracuje nad kolejnym krótkim metrażem dokumentalnym, "Pierwsza randka". - To film o tym, jak trauma po molestowaniu seksualnym wpływa na tworzenie romantycznych relacji - zdradziła.

A filmy, które miały być dostępne w ramach przeglądu Herstorie na Dzień Kobiet, znalazły się na platformie festiwalu "Pięć Smaków"

DOSTĘP PREMIUM