Co Smarzowskiemu nie wyszło w "Weselu"? Gretkowska: Nie ma momentu, żeby nie była upchana jakaś symbolika

- Sztuka powinna zrobić z tego wszystkiego właśnie sztukę, a zrobiła publicystykę, wręcz tragikomiczną. Nie ma w tym filmie kadru, nie ma momentu, żeby nie była upchana jakaś symbolika czy jakieś hasła - tak Manuela Gretkowska mówiła w TOK FM o "Weselu". Zupełnie inną opinię na temat filmu Wojciecha Samrzowskiego miał Grzegorz Gauden. Jak mówił, takich kadrów jak w "Weselu", w polskim filmie jeszcze nie było.
Zobacz wideo

Choć od premiery "Wesela" Wojciecha Smarzowskiego minął blisko miesiąc, film dalej wywołuje liczne emocje i komentarze. Przykładem tego, jak bardzo skrajne może być dyskusja, która odbyła się w jednym z ostatnich odcinków "Gości Passenta" w TOK FM. 

Akcja nowego "Wesela" dzieje się podczas jednej nocy - właśnie na typowym, przaśnym, polskim weselu, ale jest też część retrospektywna, nawiązująca do lat 1939-41, do antysemityzmu i Jedwabnego. O ile ta część historyczna - zdaniem Manueli Gretkowskiej, która gościła u Daniela Passenta - jest zrobiona "znakomicie", o tyle część współczesna już niekoniecznie. 

Pisarka skrytykowała ją m.in. za nagromadzenie problemów, wątków i postaci. - Choć to jeszcze pół biedy, bo sztuka powinna zrobić z tego wszystkiego właśnie sztukę, a zrobiła publicystykę, wręcz tragikomiczną - powiedziała. - Nie ma (w tym filmie) kadru, nie ma momentu, żeby nie była upchana jakaś symbolika czy jakieś hasła. Kiedy człowiek chce od tego odetchnąć i widzi w końcu puste pole, to nagle i tam pojawia się kawałek napisu "żołnierze wyklęci". (...) Ja bardzo lubię Smarzowskiego. Podziwiam go i jego poetykę, ale w tym filmie niestety nie było poetyki - oceniła surowo.

Zupełnie innego zdania był dziennikarz i pisarz Grzegorz Gauden. - Ja ten film uważam za niesłychanie ważny. Oczywiście mogę mieć do niego zastrzeżenia, ale czerpię z niego garściami i z najróżniejszych jego poetyk. Tam jest melodramat, jest paradokument, jest po prostu wszystko. Być może dla niektórych tego wszystkiego jest właśnie za dużo, ale dla mnie nie - przyznał.

Gauden zgodził się, że Smarzowski w "Weselu" zaczyna wiele różnych wątków i nie wszystkie wyjaśnia. Jednych, jak mówi, może to razić - innych niekoniecznie. Podkreślił, że dla niego ważne jest to, jak film odbierają oglądający go widzowie. Wspominał, że kiedy był na nim w kinie nikt przez ponad dwie godziny nie wstał i nie wyszedł w czasie jego prezentowania, a po zakończeniu na sali długo panowała zupełna cisza. - Było to wszystko przyjęte z wielką powagą - powiedział. - Ten film jest w wielu momentach wstrząsający. Takich kadrów w polskim filmie jeszcze do tego czasu nie było i myślę, że to jest wielka zasługa Smarzowskiego - przekonywał Grzegorz Gauden.

 

Manuela Gretkowska stała jednak przy swoim stanowisku. - Sztuka to powinno być jakieś inne spojrzenie, oryginalne. To nie jest gazeta. A tymczasem od początku wiemy, jak ta "obyczajówka" się skończy. Tu schemat goni schemat. Wiemy, że największy żydożerca okaże się Żydem, a nie na przykład, że jakiś Żyd okaże się Polakiem, co byłoby jakimś zaskoczeniem - utrzymywała.

Odnosząc się do słów swojego przedmówcy powiedziała, że z filmu nikt nie wyszedł, bo prawdopodobnie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, na jaką produkcję idą - bo albo widzieli poprzednie obrazy Smarzowskiego, albo chociaż zwiastun tego "Wesela". - Przecież było jasne, że to nie jest Patryk Vega, tylko film o Jedwabnem i myślę, że nie pójdzie na film o Jedwabnem ten, co chce się pośmiać i pobawić - skomentowała. 

Film potrzebny, ale i skomplikowany

Według redaktora Passenta "Wesele" to film "na pewno bardzo potrzebny". - Czapki z głów, że pan Smarzowski tak usiłuje te różne rany i miejsca skwapliwie schowane przez zwolenników pedagogiki odsłaniać - powiedział prowadzący. Przyznał jednak, że w pewnych chwilach - w natłoku wątków i postaci - widz może się zwyczajnie pogubić. I jego zdaniem, nic złego by się nie stało, gdyby produkcja była robiona "w mniejszym zakresie", ale za to, byłaby bardziej zrozumiała. 

DOSTĘP PREMIUM