"Ten film jest tak zły, że nie da się go oglądać". Michał Koterski poległ na Gierku, a inni aktorzy? "Serialowa druga liga"

- To jest po prostu bardzo zły film. Tego się nie da oglądać - tak o "Gierku" w reżyserii Michała Węgrzyna, najbardziej oczekiwanym polskim filmie od wielu miesięcy, mówi krytyk filmowy Jakub Majmurek. To tylko jedna z niepochlebnych recenzji, jakie film zbiera od piątku 21 stycznia, kiedy to zagościł na ekranach polskich kin. Nawet plejada polskich gwiazd nie uchroniła dzieła od skrajnie niedobrych opinii.

Najnowszy film Michała Węgrzyna to historia I sekretarza PZPR Edwarda Gierka, autora słynnego zawołania do robotników: "No to jak, towarzysze, pomożecie?". Akcja filmu obejmuje lata 1970-1982, od objęcia przywództwa w partii, po odsunięcie od władzy i internowanie w stanie wojennym. W filmie Michała Węgrzyna w postać głównego bohatera wcielił się Michał Koterski, jego żonę zagrała Małgorzata Kożuchowska, a w pozostałych rolach możemy oglądać Jana Frycza (prymas Wyszyński), Agnieszkę Więdłochę, Sebastiana Stankiewicza, Ewę Ziętek. Mimo wielu znanych nazwisk wśród aktorów film zbiera złe recenzje.

"Już zwiastun zapowiadał, że może być bardzo źle" 

O tym, co się nie udało w "Gierku", Marta Perchuć-Burzyńska w "Kulturze Osobistej" rozmawiała z Jakubem Majmurkiem, publicystą i krytykiem filmowym związanym z "Krytyką Polityczną".

- Po zwiastunie nie spodziewałem się niczego dobrego. Zapowiadał, że może być bardzo źle, bo sugerował bardzo naiwną hagiografię, bardzo słabo wyreżyserowaną i zagraną – mówił publicysta w TOK FM. Według niego, obsadzenie Michała Koterskiego w głównej roli, było bardzo ryzykownym pomysłem, który się nie opłacił. - On się nie sprawdził. Seans potwierdził moje najgorsze oczekiwania. To jest po prostu bardzo zły film – mówił Majmurek.

Jak dodał inni aktorzy, którzy pojawiają się w filmie też nie zagrali wybitnie. - Tam nie ma Krystyny Jandy, Tomasza Kota, to jest taka raczej serialowo-telenowelowo druga liga. Cezary Żak, Małgorzata Kożuchowska to nie są pierwszej wielkości aktorzy - krytykował obsadę filmu rozmówca Marty Perchuć-Burzyńskiej. 

Według gościa "Kultury Osobistej" do słabych stron filmu należy zaliczyć także kiepski scenariusz. - Scenariusz tego filmu jest słaby na kilku poziomach, zaczynając od dramaturgii. Ten film nie ma rytmu, nie ma tempa – wyliczał krytyk, dodając, że obraz, który próbuje być gabinetowym filmem władzy, wymaga niezwykle sprawnego warsztatu i dyscypliny, a – jak ubolewał - tego w "Gierku" nie widać ani po stronie scenariusza, ani po stronie realizacji, która pozostaje bardzo toporna.

"Człowiek, który został I sekretarzem, czyli Gierek przedstawiany jak Karol Wojtyła"

Według gościa Marty Perchuć-Burzyńskiej, największym problemem w filmie "Gierek" jest przedstawienie głównego bohatera. - On jest pokazywany, jak te filmy papieskie, które rozpleniły się po śmierci Jana Pawła II i portretowały Karola Wojtyłę. Myślę, że spokojnie w poetyce tych filmów, można by produkcji o Gierku dopisać podtytuł: „I sekretarz, który pozostał człowiekiem" albo „Człowiek, który został I sekretarzem" - mówił Majmurek.

Według niego podobnie jak Wojtyła, który był przedstawiany jako ucieleśnienie anielskiej dobroci, boży wybraniec kroczący ponad realiami kościelnej polityki, Gierek został przedstawiony jako "szlachetny społecznik, święty Edward, który przychodzi nie wiadomo skąd, by tę Polskę uczynić dostatniejszą i sprawić, by ludziom żyło się lepiej. Ktoś kto unosi się ponad kulturą polityczną PZPR z jej frakcyjnymi walkami". - Dla osób, które mają elementarne pojęcie o historii, jest to obraz dość komiczny i niewiarygodny. Wypacza historię, ale też tworzy złe kino. Tego się nie da oglądać – mówił gość TOK FM. 

Wśród zarzutów kierowanych wobec filmu wymienił też błędy gatunkowe: - Nie wiadomo, czy miał to być film polityczny, czy komediowy. Czasami możemy mieć wrażenie, że elementy komediowe weszły przypadkiem – tłumaczył. - Niestrawny miszmasz, gdzie sceny bardzo patetyczne, kiedy Gierek przemawia do robotników, przypominają socrealistyczne kino lat 50., a z drugiej strony mamy nieśmieszną wersję "Ucha Prezesa" z lat 70. - wyliczał recenzent.

Gierek jako zapowiedź rządów PiS

Jak zauważył Jakub Majmurek, film wpisuje się w społeczną nostalgię za Gierkiem, zwłaszcza wśród ludzi starszych, a także chce swojego bohatera bronić. Recenzent "Krytyki Politycznej" dopatrzył się też w filmie nawiązania do postaci m.in. Leszka Balcerowicza (ekonomista, grany przez Rafała Wosia).

- Jest to też film kręcony trochę przeciw polskiej transformacji. Kiedy patrzymy na współczesne spory polityczne, ten Gierek jawi się jako zapowiedź rządów PiS, jako pisowiec avant la lettre. Gdyby ktoś bliski PiS-owi po upadku obecnej władzy chciał nakręcić film tłumaczący, czemu jednak nie wyszło, to on byłby bardzo podobny, tylko byłoby więcej Kościoła w nim - mówił Majmurek. 

Zapytany, komu film może się spodobać, stwierdził, że jak na razie zadowoleni są jego twórcy, sądząc po wpisach w mediach społecznościowych, a poza tym osobom przywiązanym do mitu Gierka. Recenzent "Krytyki Politycznej" pochwalił film za gadżety z epoki i dekoracje wnętrz przenoszące widza w lata 70. - To nawet rzeczywiście wyszło - podsumował. 

DOSTĘP PREMIUM