To koniec Bass Astral x Igo. "Musieliśmy iść do terapeuty, żeby dokończyć płytę"

Nie chcieliśmy sławy - tak Igor Walaszek mówił w TOK FM o fenomenie projektu muzycznego Bass Astral x Igo. - Im mniej człowiek chce sukcesu i im więcej ma radości z tego co robi, tym szybciej przychodzi sukces - dodał.

Bass Astral x Igo, czyli projekt muzyczny Kuby Tracza i Igora Walaszka, jest na finiszu pożegnalnej trasy koncertowej promującej ich trzecią płytę "Satellite". Mimo cały czas rosnącej popularności, wyprzedanych występów, panowie po 12 latach wspólnej pracy postanowili się rozstać.

– Obaj czujemy, może nie znudzenie, ale że daliśmy sobie już wszystko, co mogliśmy sobie dać. Trzeba teraz obrać inną drogę i jest to dobry moment, żeby to skończyć i iść dalej – mówił w audycji "Między słowami" Igor Walaszek.

Wokalista podkreślał, że w tej chwili nic – nawet przysłowiowa walizka z milionem dolarów na stole – nie zmieni tej decyzji. – Może bym się zastanawiał, jakby zobaczył taką kasę... Ale raczej nie bardzo. My w ogóle nie zrobiliśmy tego projektu dla sławy. Chodziło o fun, dobrą zabawę. Dla sławy to graliśmy w zespole Clock Machine. Wtedy chcieliśmy być popularni, mieć z muzyki pieniądze. Bass Astral x Igo zrobiliśmy dla zabawy. I to wszystko przyszło samo - wyprzedane koncerty, etc. Im mniej człowiek chce sukcesu i im więcej ma radości z tego co robi, tym szybciej przychodzi sukces – stwierdził gość Kamila Wróblewskiego.

"Jestem wdzięczny pani terapeutce"

Płyta "Satellite" powstawała bardzo długo. Na początku muzycy nie zakładali, że będzie tą ostatnią. - Poszliśmy z Kubą do terapeuty, żeby dowiedzieć się, jak mamy ze sobą rozmawiać. Bo już jeden drugiemu zaczął wchodzić na głowę. Pracowaliśmy razem 12 lat bez przerwy, znamy się na wylot. A Kuba nie jest moim partnerem życiowym, tylko kumplem. Wystarczyło czasem małe spojrzenie, jakiś drobiazg, żeby jeden drugiego wkurzył na całego - mówił Igo i przyznał, że dzięki pracy z terapeutą w ogóle udało się skończyć tę płytę. – Jestem wdzięczny pani terapeutce. Teraz kiedy o tym wszystkim myślę, że to ostatnia trasa i 15 koncertów do końca, to widzę, że zeszło z nas ciśnienie. Teraz lepiej się dogadujemy i trzeba wykorzystać ten moment – dodał.

Walaszek przyznał, że już wcześniej korzystał z pomocy terapeuty. – Mogę polecić to wszystkim. Żyjemy w takich czasach, że co druga osoba potrzebuje się komuś wygadać bez konsekwencji. Chodziłem rok na terapię i bardzo wiele mi dała – ocenił.

Wracając do samej płyty, muzyk uważa, że wielu słuchaczom może ona wydać się dziwna. Właśnie dlatego, że tak długo powstawała. – Zaczęliśmy przed pandemią, a czasy się zmieniały. Widać w tej płycie, że to był dziwny okres. I choć na świecie było nieciekawie, to mi się udało w tym wszystkim znaleźć swoje małe szczęście – wyjaśnił Igo. Po raz pierwszy od dawna, jak podkreślił, miał okazję dłużej zostać w domu. – Byliśmy z żoną na etapie projektowania mieszkania i było cudownie. Pierwszy raz od 10 lat nie musiałem nigdzie wychodzić. To było świetne doświadczenie. Raz do roku powinno być tak, że każdy udaje się na dwutygodniowy  lockdown w domu, żeby naprawić albo skończyć pewne relacje – podsumował muzyk.

DOSTĘP PREMIUM