"T. Love zawsze miał dawać optymizm". Muniek o nowej płycie i powrocie do starego składu

Na 40-lecie istnienia T.Love powraca z nową płytą. Jak mówił w TOK FM lider kapeli Muniek Staszczyk, praca nad teksami trwała dwa lata. - Udało nam się znaleźć pomost między 2022 rokiem, wspóczesnym ogólnym brzmiem na świecie, a naszym korzeniem - podkreślił.
Zobacz wideo

W piątek 22 kwietnia premierę miała najnowsza płyta zespołu T.Love pt. "Hau! Hau!". To powrót kapeli po zawieszeniu działalności w 2017 roku. Występują na niej też goście: w piosence "Pochodnia" śpiewa Kasia Sienkiewicz z zespołu Kwiat Jabłoni, w "Tutto bene" usłyszymy Sokoła, a w "Ponurej żniwiarce" na harmonijce gra Andrzej Smolik. Muzycznych gości jest jednak więcej. Będzie też można usłyszeć ich podczas niektórych koncertów promujących wydawnictwo.  

- To jest ważny album, ponieważ po pierwsze, wychodzi po pięciu latach przerwy. Zespół był zawieszony. Po drugie, jest to powrót do starego składu, sprzed 30 lat, z płyty "King". (...) To są emocje związane z tym, że jest to nowy album, na 40-stkę zespołu, do tego po pięciu latach... Wszystko się zmieniło przez te pięć lat: nośniki, komunikatory, kolejne generacje fanów - mówił w rozmowie z Kamilem Wróblewskim lider zespołu Muniek Staszczyk.

"Czas był podobnie zły, jak teraz"

Gość TOK FM opowiadał, jak doszło do reaktywacji T.Love. - Któregoś dnia zadzwoniłem do Janka Benedka, współkompozytora, człowieka, z którym robię piosenki już właściwie od 30 lat. Współpracowaliśmy ze sobą w T.Love i poza (...). Spotkałem się z nim cztery lata temu i pogadaliśmy, by może kiedyś znowu pograć razem, ale nie było konkretów co i jak - wspominał muzyk. 

Jak dodał, czas jednak leciał. - Spojrzałem w kartki kalendarza. Rok 2022. Data wydawała się odległa, ale ja jestem człowiekiem, który planuje - podkreślił i opowiedział, że znów skontaktował się z Benedkiem. Przygotowania ruszyły szybciej z powodu pandemii, która zamknęła wszystkich w domach. - Czas był tak samo zły, jak teraz, może nawet podobnie zły i to przyspieszyło całe działanie - zaznaczył Staszczyk. 

Spotkanie całego zespołu nastąpiło latem 2020. - To było takie spotkanie jak zgrupowanie reprezentacji. (...) Powiedziałem, że chce nagrać płytę za jakieś dwa lata. No i zobaczyłem błysk w oku dorosłych chłopców. I tak się zaczęło - wspominał artysta. 

"Życie zawsze ucieka szparami i jest silniejsze od śmierci"

Jak mówił Muniek Staszczyk, teksty, które znalazły się na płycie, powstawały w latach 2020-2021, więc "jest to jakaś taka pocztówka ze współczesności". - Udało nam się znaleźć pomost między 2022 rokiem, współczesnym ogólnym brzmieniem na świecie, tym, co jest dzisiaj, a naszym korzeniem. Z zachowaniem balansu i równowagi. Bo wiadomo, skąd wyszliśmy. Wyszliśmy z muzyki post-punkowej, rock&rollowej, szorstkiej, żywej i to nie zniknie. Ale podstawową rzeczą było, aby album anno domini 2022 był współczesny, ale nie w głupi sposób modny (...) - podkreślił muzyk.

Nie oznacza to jednak, że nie rozpoznamy inspirujących zespół kapeli z lat 70. czy przełomu 80. i 90. Płyta jest "zwarta, różnorodna", ale - jak wskazał gość TOK FM - "jest to absolutnie T.Love". Muniek zwrócił uwagę, że choć praca nad wydawnictwem trwała w czasie pandemii, nie chciał ludzi dołować. 

- T.Love był zawsze zespołem, który miał dawać ludziom mimo wszystko optymizm. Ale nie głupi. Nie jesteśmy częścią głupiej rozrywki. T.Love miał dawać power życia - podkreślił muzyk. I wskazał, co będzie dla niego największym sukcesem. - Jak na koncertach ludzie po prostu dostaną życie. To może banał, ale życie zawsze ucieka szparami i jest silniejsze od śmierci. Mimo tej całej sytuacji to, co możemy dzisiaj zrobić dla fanów, ale i w ogóle dla ludzi, to dać pozytywną wibrację, energię, życie - podsumował. 

Trasa koncertowa zespołu rozpocznie się 6 maja we Wrocławiu. Finał zaplanowany jest na październik w Gdańsku

DOSTĘP PREMIUM