Rządowy program nie pomoże w otrzymaniu kredytu na mieszkanie. Ekspert nie ma złudzeń: Jest do niczego

Odpowiedzią rządu na kłopoty z kupnem własnego lokum na kredyt jest program "Mieszkanie bez wkładu własnego". Analityk rynku nieruchomości Marcin Krasoń przedstawił w TOK FM długą listę zarzutów dotyczących pomysłów rządzących. - Zły timing tego pomysłu to jest największy kłopot - mówił.
Zobacz wideo

27 maja wejdzie w życie rządowy program "Mieszkanie bez wkładu własnego". Zgodnie z ustawą, państwo za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego będzie gwarantować do 20 proc. kwoty kredytu, lecz nie więcej niż 100 tysięcy złotych, przez okres minimalny 15 lat. Gwarantowanych kredytów mieszkaniowych będą udzielać banki, które będą miały zawartej umowy z BGK.

Z programu mogą skorzystać zarówno osoby samotne, pary, małżeństwa, jak i rodziny z dziećmi. Kredytobiorca oraz członkowie jego gospodarstwa domowego nie mogą być właścicielami innego mieszkania, chyba że w skład gospodarstwa domowego wchodzi dwoje albo więcej dzieci. W takim przypadku mogą łącznie posiadać jedno inne mieszkanie, jednak nie większe niż 50m2, gdy dzieci jest dwoje, 75m2, gdy dzieci jest troje, i 90m2, gdy dzieci jest czworo. Dla rodzin posiadających pięcioro lub więcej dzieci limitu metrażowego już nie ma.

Analityk rynku nieruchomości Marcin Krasoń nie zostawił na programie suchej nitki. Jak ocenił w TOK FM, mało kto z pomysłu rządu będzie mógł skorzystać. Uznał też, że sama nazwa programu jest myląca. Bo jeśli ktoś "nie ma pieniędzy na wkład własny, to ich nie dostanie". - Na początku wydawało się, że będą dopłaty i dostaniemy wkład własny. Natomiast wcale nie. Jest to gwarancja wkładu własnego, czyli bank udzieli nam kredytu, ponieważ ten nasz wkład własny będzie gwarantowany przez Bank Gospodarstwa Krajowego - tłumaczył w TOK FM Marcin Krasoń ekspert z Obido.pl.

"Zdolność kredytowa Polaków znika w oczach"

Gość TOK FM uważa, że w obecnej sytuacji program w ogóle się nie sprawdzi. - Jest do niczego w aktualnej sytuacji - ocenił rozmówca Wojciecha Kowalika. Wyjaśnił, że takie pomysły, jak te, które przygotował rząd, mogłyby się sprawdzić, "gdy mieliśmy niższe stopy procentowe". - Ludzie wtedy mieli zdolność kredytową, chcieli zaciągnąć kredyt, kupić mieszkanie, ale nie mieli wkładu własnego. Tymczasem dziś kłopotem na rynku zdecydowanie nie jest brak wkładu własnego tylko kurcząca się,  znikająca w oczach zdolność kredytowa - argumentował. A zdolność kredytowa jest konieczna, żeby do rządowego programu przystąpić.

Krasoń przypomniał, jak drastycznie przełożyło się osiem podwyżek stóp procentowych na raty kredytów mieszkaniowych. Podkreślił, że spłacający muszą wyłożyć mniej więcej dwa razy więcej pieniędzy niż rok temu. - Jak ktoś płacił ratę na poziomie 1 500 zł, to dziś płaci 3 000. A to oczywiście obniża naszą zdolność kredytową, bo bank kalkuluje przy otrzymywanych zarobkach, na jaką ratę będzie nas po prostu stać - mówił. 

Jak dodał analityk, w międzyczasie "cała na biało" weszła jeszcze nowa rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która zaleca bankom dużo bardziej ostrożne liczenie zdolności kredytowej. - Te zalecenia każą zakładać, że oprocentowanie może wzrosnąć jeszcze o pięć punktów procentowych - podkreślił.  - Zły timing tego pomysłu to jest największy kłopot - ocenił analityk.

Gość TOK FM wyliczał też, że od sierpnia 2021 roku - przeciętnie - zdolność kredytowa zmniejszyła się trzykrotnie. - Czyli jak ktoś mógł dostać rok temu kredyt na półtora miliona złotych, to dziś dostanie na pół miliona, jak ktoś wtedy mógłby otrzymać 900 000, to dziś 300-400 000 - mówił. A jeśli te dane zestawimy z cały czas rosnącymi cenami mieszkań, to okazuje się, że tak naprawdę mało kto będzie mógł skorzystać programu "Mieszkanie bez wkładu własnego".

DOSTĘP PREMIUM