"BoJack Horseman". Dobry serial w końskich dawkach

Bojack Horseman to serial animowany o koniu, który w latach 90. był gwiazdą telewizji, a obecnie przeżywa kryzys wieku średniego, pogrążając się w używkach i depresji. BoJacka pokochałyśmy od samego początku, ale przez 6 sezonów zmieniały się ku temu powody.
Zobacz wideo

Na początku przyciągnął nas miksem wątków, jakie znamy z amerykańskiej telewizji i kina - sam bohater żywcem wzięty był trochę z "Californictation", trochę z "Mad Mena", a fabuła wielokrotnie nawiązywała do innych dzieł popkultury czy prawdziwych historii z Hollywood. Potem przyszedł czas na zachwyt nad tym, jak w animacji wykorzystywane są postaci - antropomorficzne zwierzęta - niby na dwóch nogach, ale zachowujące cechy przypisane danemu gatunkowi (kotka-agentka gwiazd zamiast piłeczki antystresowej ma kłębek włóczki, a pies - zamożny aktor w swojej rezydencji specjalny schron przeczekuje burze i pokazy fajerwerków). Podobał nam się słodko-gorzki humor BoJacka i coraz bardziej zaskakujące pomysły na to, jak w animacji uchwycić świat blichtru i sławy w krzywym zwierciadle.

Wreszcie, doceniałyśmy warsztat scenariuszowy - odcinek "narysowany" w całości w podwodnym mieście, w którym nie pada ani jedno słowo lub odcinek, który jest 25-minutowym monologiem głównego bohatera nad trumną matki, już przeszły do historii. Do tego stopnia, że ten drugi został zrealizowany na żywo, kilka tygodni temu, w Warszawie. Netflix zaprosił dziennikarzy i fanów serialu na "prawdziwy" pogrzeb Beatrice Horseman, na którym aktor odtwarzał monolog BoJacka. Niestety, okazało się, że to, co w animacji wywoływało i śmiech i łzy, w interpretacji aktorskiej straciło cały swój emocjonalny ładunek. Serial wygrał.

Szósty i ostatni sezon "BoJack Horsemana" (został podzielony na dwie części, premiera pierwszej z nich miała miejsce 25 października, na finał poczekamy aż do 31 stycznia 2020 roku) znowu nas zaskoczył,

Przede wszystkim stało się, to, co już od kilku sezonów sugerowali nam twórcy - BoJack Horseman na dobre przestał być serialem tylko o tytułowym bohaterze, za to jest w nim kilka opowieści, przeplatających się postaci i każda z nich jest równie ważna ze swoją historią.

I tak mamy Primcess Carolyn, która stara godzić się pracę zawodową z macierzyństwem oraz zmaga się z tym, że nie jest pewna, czy kocha swoją córkę. W tym sezonie dowiadujemy się też wreszcie, jak wyglądała przeszłość Todda, zanim wylądował na kanapie u BoJacka. Sam Todd też dojrzewa i układa sobie trudne relacje z rodzicami - oczywiście w swoim dziwacznym, ale optymistycznym stylu. Mówi do swojego ojczyma "Nie jestem porażką. Mam wspaniałe życie. Przyjaciół i pracę. Czy musisz być ze mnie dumny tylko na własnych zasadach?" Todd tłumaczy, że pomimo tego, że jego życie nie wygląda tak, jak oczekiwali rodzice, to jest szczęśliwy. I to chwyta za serce.

Pierwsza połowa sezonu, która trafiła w piątek na Netflixa, mogłaby nosić zbiorczy tytuł "Wychodzenie z kryzysu". Każdy z bohaterów - po porażce albo serii porażek - wreszcie łapie pion. BoJack kończy odwyk i pozostaje trzeźwy, Princess Carolyn nawiązuje więź z dzieckiem, Diane pracuje nad swoim nowym związkiem i książką, a Mr. Peanutbutter wraca na hollywoodzki świecznik jako bardzo radosna psia "twarz depresji". Wydaje się, że zmierzamy do happy endu, ale to nie ten serial. Twórcy przyzwyczaili nas, że małe życiowe katastrofy nie będą zbyt długo omijały naszych bohaterów. I z jednej strony czekamy na styczeń 2020 i na to, co będzie dalej, a z drugiej nie chcemy, żeby ten serial się kończył.

"BoJack Horseman" należy to tej niewielkiej i wyjątkowej grupy produkcji, które nie popadają w rutynę i nie odcinają kuponów od świetnego pomysłu pierwszego sezonu. Twórcy, na czele z Raphaelem Bob-Waksbergiem nie zaliczyli właściwie ani jednej pomyłki, konsekwentnie opowiadając historię, która wciąga i staje się z sezonu na sezon coraz lepsza. Aż żal, że na dobre skończy się już w styczniu.

BoJack Horseman, Netflix, 6 sezonów

Posłuchaj w Aplikacji TOK FM:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM