Jacek Dukaj: Wirus przyspieszył zmiany, które miały nastąpić. To czas przemiany wartości, nie kryzys

Mam wrażenie, że główną cechą tej przemiany cywilizacyjnej jest to, że ona wraz z szybkimi zmianami natury materialnej powoduje szybkie zmiany na poziomie kultury i wartości. Płaszczyzny, z punktu widzenia której będziemy oceniać, czy to jest dobre, czy złe - przekonuje Jacek Dukaj.

Gościem podcastu "Szkoda czasu na złe seriale" był Jacek Dukaj. Na platformie Netflix można obejrzeć serial "Into the night" oparty na jego powieści "Starość aksolotla". - Zatraciłem obiektywizm, jestem znieczulony i nie jestem w stanie wydać osądu. Pamiętam wrażenia z procesu produkcji i wydawało mi się to lepsze, niż mogło być. Efekt wydawał mi się ponadprzeciętnie dobry, ale to nie jest mój twór, tylko Jasona George'a - mówił Dukaj pytany, jak ocenia efekty.

W serialu grupa ludzi przez przypadek znajduje się w samolocie, który zostaje porwany. Okazuje się, że świat nawiedza globalna katastrofa. Słońce emituje promienie, które zabijają wszystko, co żywe. Bohaterowie lecą samolotem na zachód, uciekając przed wschodem słońca. Widz może obserwować studium ludzkich postaw - to, co się dzieje z ludźmi, kiedy są postawieni w sytuacji granicznej, katastrofy, zagrożenia

Choć pisarz był gościem podcastu ze względu na serial, to rozmowa w dużej mierze dotyczyła epidemii koronawirusa i wydarzeń z tym związanych na świecie. - Tak naprawdę dla większości ludzi niewiele się dzieje. Oni tylko próbują się wżyć na odległość przez rozmaite media, kanały w cudze ryzyka, dramaty, cierpienia. Natomiast faktycznie dotknięta jest bardzo mała liczba osób - powiedział Dukaj.

Stwierdził, że on w pandemii widzi głównie skutki kulturowe. - Nie bardzo bym się przejmował samą pandemią, wirusem, ale raczej przewartościowaniem, do którego to doprowadziło. Staliśmy się zamknięci i uzależnieni od technologii. Żyjemy w sytuacji, w której fizyczność i interakcje w świecie materialnym zostały zredukowane. To jest to przewartościowanie - mówił. 

Niewiara w istnienie czegoś, co nieodwołalne

Pisarz mówił też o poczuciu nieśmiertelności jako składowej współczesnej kultury globalnej. Ten element występuje zarówno w jego książce, jak i we współczesnym świecie. - Niewiara w coś, co może do nas przyjść nieodwołalnie, coś, co jest graniczne, na co nie możemy znaleźć odpowiedzi technologią, polityką, pieniędzmi - wyjaśnił Dukaj.

Odwołał się najpierw do książki: - Wyobraźmy sobie, że rzeczywiście coś takiego [na Ziemi] przechodzi i mamy pięć godzin względem południka śmierci. Jakie byłyby nasze reakcje - osobiste i masowe kulturowe? Przypuszczam, że nie byłoby wielkiej podniosłości i dramatyzmu znanego z romantycznych wierszy. Raczej wymiana memów na czacie, jakieś gierki, zabawa ze znajomymi, którzy uważają, że to ich nie dotknie - obstawiał. 

Potem nawiązał do ostatnich wydarzeń: - I jak teraz patrzę na to, co się dzieje przy okazji koronawirusa, który absolutnie nie jest zagładą, nie ma tego dramatyzmu, to po 3-4 tygodniach jego przeżycie stało się rodzajem gry społecznej, globalnego doświadczenia informacyjnego, w którym uczestniczymy nie na zasadzie cienia zagłady, ale wymiany osobistych przeżyć.

Przemiana, a nie kryzys

Według Dukaja nie mamy teraz wcale do czynienia z kryzysem, pisarz bowiem uważa, że "kryzys kojarzy się z czymś, co jest jednoznacznie tragiczne". A to, co się dzieje, określił jako "zmianę kulturową".

- Interesującą pod kątem tego, jak łatwo, jak szybko można przewartościować ludziom w głowach, co jest normalne, do czego się można przyzwyczaić. Natomiast nie postrzegam tego w kategoriach kryzysu, raczej przyspieszenia trendu - tego, co czuliśmy od kilkunastu lat, ale co zawsze tłumiły czynniki zewnętrzne albo czego koszty były niewspółmierne do zysku osiągniętego w końcowym etapie, więc nikt nie decydował się pchnąć tego do realizacji. To czuliśmy w polityce, gospodarce, kulturze - wyliczał. - Napięta sprężyna możliwości technologicznych, politycznych, gospodarczych została wyzwolona przez tę presję - tłumaczył, podkreślając, że mamy do czynienia z jedną z łagodniejszych epidemii, jakich ludzkości doświadczyła.

Pisarz przyznał, że doświadcza poczucia przyspieszenia, bardzo szybkiej przemiany, przewartościowania. - Mam wrażenie, że główną cechą tej przemiany cywilizacyjnej jest to, że ona wraz z szybkimi zmianami natury materialnej powoduje szybkie zmiany na poziomie kultury i wartości, czyli płaszczyzny, z punktu widzenia której będziemy oceniać, czy to jest dobre, czy złe - dodał. 

I pytał gospodynię podcastu, czy pamięta nawoływania do przechodzenia na zdalny tryb pracy, które zaczęły się już w latach 90. - Podawane to było jako oczywista przyszłość, która ma nastąpić za pięć lat. I nigdy te pięć lat nie nadchodziło. Trzeba było takiego przymusu, żeby przejść do tego nowego stanu równowagi, gdy większość osób pracuje zdalnie. Nie wrócimy do tego poprzedniego equilibrum, trend był, ale musiał nastąpić moment przesilenia. Przemiana świadomości, wartości, kultury - to pozostanie - powiedział Dukaj. 

Koniec XX wieku, koniec układu geopolitycznego

Stwierdził też, że z punktu widzenia historyka to, co się dziś dzieje, w przyszłości będzie można opisać jako coś, co "kończy epokę XX wieku, globalizacji, mocarstw, układu geopolitycznego opartego na dominacji Stanów Zjednoczonych". Wskazał też, że w momencie takiej przemiany "jedne wartości przeważają, a inne idą w dół".

- Ta presja przemiany, w której żyjemy, presja kulturowa, psychologiczna jest najważniejszym wyróżnikiem. Nie jest nim subiektywne poczucie, że coś jest dla jednej osoby kryzysem, bo nagle nie może chodzić do pracy, straciła oszczędności, przejadła je i teraz znalazła się na granicy egzystencji. To jest wyłącznie oznaka naszych wewnętrznych wag, własnych wartości. Kiedy ważymy wartość życia ludzkiego względem np. stopy życiowej, stabilności emocjonalnej, równości, następuje zachwianie. Ważymy to, że ileś osób na milion umrze, z tym, że większość osób z miliona obniży standard życia, straci pracę, popadnie w depresję, będzie się gorzej czuła - mówił Dukaj na antenie TOK FM. I poprosił, żeby sobie wyobrazić, że na jesieni występuje druga, taka sama fala epidemii. - Czy po tych kosztach, które już podjęliśmy, z taką sama chęcią i gotowością podjęlibyśmy te same ograniczenia? Czy już nie ważylibyśmy inaczej? Czy nie zostalibyśmy przewartościowani? Że do zatrzymania gospodarki potrzeba dopiero śmierci 10 miliona starców? - pytał.

Przekonywał, że ludzkie życie właściwie ważymy codziennie, "bez przerwy". Bo przy organizowaniu imprez masowych, meczów, budowie autostrad dokonuje się kalkulacji, ile pieniędzy przeznacza się na koszta zabezpieczenia przed wypadkami.

W Aplikacji TOK FM posłuchasz na telefonie:

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM