"Fajnopolak jest fajny zawsze przeciwko komuś". Przykład? Wyobraźmy sobie, że dochodzi do zamachu i zajrzyjmy na FB

Kim jest Fajnopolak? - To jest przede wszystkim ktoś, kto stara się być fajny i kto cały czas z tej swojej fajności nie jest zadowolony. Aspiracje nie są czymś złym, ale to jest ta nie do końca fajna aspiracja, w której jest coś niezdrowego - tłumaczył w TOK FM dr Piotr Stankiewicz.

"My fajnopolacy" to książka dr. Piotra Stankiewicza, filozofa, który przyznał w TOK FM, że sam uważa się za Fajnopolaka i dlatego mógł taką książkę napisać. - Jestem Fajnopolakiem. Najbardziej fair play jest, że krytykuję to, co w sobie widzę i dlatego krytykuję Fajnopolaka, którym sam jestem. Jeśli jest się częścią tego stadka, jest to najrzetelniejsze - mówił w audycji Zuzanny Piechowicz.

Kim jest Fajnopolak?

- Trudne jest podanie definicji. Książki z modnego wydawnictwa, regał z Ikea, bieganie maratonów w modnych strojach, ale to nie do końca wyczerpuje tę definicję. To jest przede wszystkim ktoś, kto stara się być fajny i kto cały czas z tej swojej fajności nie jest zadowolony. Chcę być bardziej fajny. Aspiracje nie są czymś złym, ale to jest ta nie do końca fajna aspiracja, w której jest coś niezdrowego. Fajnopolak jest fajny zawsze przeciwko komuś, regał Ikea się ma czy biega maratony przeciwko tym, którzy nie są dość fajni - tłumaczył gość TOK FM. 

- Gdy słyszysz słowo "fajny", to ono porusza w tobie głęboką emocję. Fajnopolak nie wiąże się z jedną opcją polityczną. Występuje po obu stronach podziałów. Motyw aspirowania do pewnego wzorca i na siłę wtłaczania się w ramy tego, co fajne, występuje po obu stronach - tłumaczył dalej pisarz. 

- Czy fajnopolskość zastąpiła to, co było wcześniej pogonią za Zachodem? - pytała dalej dziennikarka TOK FM. - To jest bardzo podobne myślenie. Powierzchowne, wybiórcze kopiowanie tego, co wyobrażamy sobie że jest w Europie Zachodniej - odpowiedział Stankiewicz. 

Przeczytaj fragment książki "My fajnopolacy" Piotra Stankiewicza:

I TOBIE TRUDNO WSPÓŁCZUĆ

Oto jest studium przypadku zebrane na reprezentatywnej próbie czterocyfrowej, statystycznie istotne, poparte dowodami i przypieczętowane doświadczeniem. Jest zła wiadomość: był zamach. O tyle niegroźny, że ćwiczebny - nic się faktycznie nie stało, rozegramy to w wyobraźni. Scenariusz nie jest niestety nieznany. 24-letni mężczyzna zaczął strzelać do ludzi w centrum handlowym. Zabił trzynaście osób, a dwadzieścia dwie zranił, zanim unieszkodliwiła go policja. Gdzie to było? Zasnujmy lekką mgłą, załóżmy, że we Francji, Włoszech lub w Niemczech. Tragedia symulowana, ale reakcje prawdziwe. Bo co się dzieje na Facebooku i Twitterze?

Alfa zachowuje się tak, jakby nie istniały media na świecie. To na Alfie spoczywa święty obowiązek podania dalej nowiny, tak dobrej, jak i złej. Na co dzień musi informować o nędznych bzdetach - to właśnie Alfa niestrudzenie doniesie ci, że spadł śnieg albo zrobiło się zimno. W dniu zamachu nie odrywa jednak palców od ekranu: "Są zamachy, są poszkodowani", "Chaos na miejscu, są ofiary". Alfa produkuje wpisy szybciej niż sztab kryzysowy i naprawdę nimi żyje. Zawsze chciała być CNN-em, ale dopiero internet jej to umożliwił.

Beta ma związki i musi je podkreślić - to właśnie jest teraz najważniejsze. Przeczytamy u niego, że "O mój Boże, to przecież ukochany Berlin, Paryż czy Mediolan", że jak był na tym swoim Erasmusie, to mieszkał ledwie dwie przecznice dalej i nawet kiedyś chciał zrobić zakupy w tej galerii. Dla Bety to jest tragiczna ironia losu, że teraz tam zginęli ludzie.

Gamma reaguje emocjonalnie, a zwięźle. Napisze tylko: "matko boska", "o jezu", tudzież, w wersji świeckiej, "o kurwa". Będzie to raczej "o jezu" niż wystudiowane ortograficznie "O Jezu!". Gamma daje w ten sposób do zrozumienia, że nie czas na interpunkcję, gdy świat płonie.

Digamma to taka Gamma, ale bardziej. Serce na dłoni, dusza na wierzchu. Trudno go przeoczyć, bo Digamma idzie ryczeć do kibla, masakra. Przecież sam ma dzieci i nie może przestać myśleć, co by było, gdyby. Fakt, że w chwili zamachu dzieci Digammy były tysiąc kilometrów dalej na idealnie średnioklasowym obozie narciarskim, nie jest dla niego przeszkodą w tych rozważaniach. Bo przecież faktycznie, nie wiadomo, co by było, gdyby.

Delta wie, co jest w takiej sytuacji ważne. Wie, ale nie powie. Wstawi za to zdjęcie wieży Eiffela z łzą. Albo Krzywej Wieży.

W świecie Epsilona powyższe problemy nie istnieją. Epsilon całkowicie szczerze traktuje Facebooka jako środek komunikacji. To pewnie od niej dowiesz się, że ten zamach w ogóle był, bo zobaczysz, że Epsilon oznaczyła się jako bezpieczna. Na tym nie poprzestanie. Otaguje wykrzyknikami znajomych na innym kontynencie (szczególnie tych, którym przez dwa lata nie miała czasu odpisać na maila) i zapyta, czy u nich OK. Jeżeli ty się oznaczysz jako bezpieczny, to albo wyśle ci serduszko, albo napisze, że jesteś idiotą i że to wcale nie jest śmieszne.

Z wpisów Dzety nie dowiesz się, co się właściwie stało. Dzeta jest już gdzie indziej, bowiem Dzeta aspiruje. Bierze udział w trudnym wyścigu o to, kto pierwszy na chłodno poda polityczne i dalekosiężne konsekwencje tego, co się stało. Ciało zamachowca jeszcze nie ostygło, jeszcze krążą helikoptery i wyją syreny, a Dzeta już się zastanawia, czy strefa Schengen przetrwa.

Eta już wie, że to wina imigrantów. Chcieliście multikulti, no to je macie. Gdzie teraz jesteście, kurwy od islamu? Na szczęście Eta dobrze wie, gdzie ona sama jest. Ona stoi tam, gdzie stała wtedy. I wie, co trzeba zrobić. Trzeba natychmiast zamknąć granice Polski. Wszystkie. 

Na to Theta przypomni, że Breivik.

Iota napisze, że gdyby nie centra handlowe, to tragedii by nie było. Iota będzie szczególnie aktywny jeśli się okaże, że większość ofiar to kobiety. Wtedy wprost napisze, że tak się właśnie kończy materializm, cywilizacja śmierci, robienie zakupów.

Kappa uważa, że żal dupy ściska polaczkom, którzy robią za tysiąc osiemset. On założył firmę.

Lambda uważa, że chwila milczenia dobrze zrobi wszystkim. Jednak zanim zacznie milczeć, zauważy, że Theta jest idiotą, bo co ma Breivik do rzeczy?

Ro woła, że cisza nad trumną to wsparcie dla sprawcy, a to, co piszą Theta i Lambda jest koszmarne. Oni sprowadzają wojnę polsko-polską na nowe dno. A Eta ma krzyż na piersi i browning w kieszeni.

Ksi hejtuje to, że Eta, Theta i Ro hejtują się wzajemnie.

Omikron hejtuje wszystkich. Bóg pozna swoich.

Mi ma podejście empiryczne. Utyskuje, że ludzi ogarnia panika moralna i przypomina, że prawdopodobieństwo śmierci w wypadku samochodowym jest 2137 razy większe niż w zamachu terrorystycznym. Mi chciałaby wdrożenia racjonalnych, sterowanych danymi rozwiązań systemowych opartych na wiedzy naukowej. I w ogóle, Mi nie wzruszy się do końca dopóki nie zobaczy wyników badań populacyjnych opublikowanych w czasopiśmie recenzowanym.

Ni niby wierzy nauce, ale uważa, że coś jest na rzeczy. Ponoć w dniu zamachów sklepy z kapitałem żydowskim pozostały zamknięte. Ponoć szpitale zawczasu dostały polecenie, żeby nocna zmiana nie szła do domu, a już pół godziny przed pierwszymi strzałami dwa radiowozy podjechały pod tylne wyjście. Ponoć.

Pi nic nie pisze, ale zmieniła zdjęcie profilowe na żałobne i z flagą.

Sampi pisze, że najchętniej strzelałby do ludzi, którzy zmieniają sobie profilowe.

Sigma licytuje się na szerokość perspektyw i jest w tej grze na czele stawki. Wetuje podświetlanie Pałacu Kultury w kolory narodowe Francji, Włoch czy Niemiec, bo nie jest on nigdy podświetlany w barwy Libii, Jemenu czy Nigerii. A dla tych państw, moi mili, takie tragedie to chleb powszedni. Poinstruowawszy, Sigma przechodzi do ofensywy moralnej i wniosków oskarżenia. Wszędzie dęty eurocentryzm, szowinizm. Nawet w żałobie jesteśmy konsekwentnie wartościujący.

Tau kompletnie przeraża, jak bardzo Sigma nie rozumie, co to jest eurocentryzm. Powinien doczytać u Spivak, a poza tym jako biały cisheterofacet nie ma moralnego prawa się wypowiadać.

Sigma i Tau wyrzucają się wzajemnie ze znajomych. Lewica nie wchodzi do Sejmu.

Ypsilon nie obchodzą tego typu spory, bo ona mierzy wyżej. Ypsilon składa na Twitterze kondolencje premierom i ambasadorom, zapewnia, że "stoi w solidarności". Niezmordowanie prowadzi swoją osobistą politykę zagraniczną i wypełnia obowiązki protokołu. Możliwe, że nie zrozumiesz, co napisała, bo będzie to w obcym języku.

Heta podsumowuje. Zauważa, że śmierć w przestrzeni publicznej jest polityczną atomówką, ale oddziałuje też na miliony ludzi, którzy odczują to emocjonalnie i zbudują sobie modele radzenia z tymi emocjami. Możliwe, że niektórzy nie będą umieli znaleźć lepszych sposobów przepracowania traumy niż odpowiedzieć przemocą na przemoc.

Phi nie lekceważy tej przykrej sprawy. W poniedziałek o 15 odniesie się do niej publicznie na konferencji prasowej. Na razie nie wie, co i jak myśleć o zamachu, skoro w Polsce łamana jest konstytucja. 

Chi ułatwia życie wszystkim zgromadzonym: zwięźle prosi, żeby wszyscy, którzy się z nią nie zgadzają i nie podzielają reakcji jedynej słusznej, sami usunęli się ze znajomych. Kto wie, może to jest najpraktyczniejsza droga?

Psi jest wyższym stadium creepa, bo nic nie pisze, za to wyszukuje Facebookowe profile osób, które zginęły. Przegląda ich stare zdjęcia i siatkę znajomych, sprawdza czy nie ma wspólnych. Jeżeli się jeszcze da, potrafi wysłać ofierze zaproszenie do znajomości. "Mamy nadzieję, że osoby, które kochały Julię, znajdą pocieszenie odwiedzając jej profil i wspominając ją". Naprawdę, zostaną po nas gwiazdki na Facebooku. [*]. I nawet się nie dowiesz, czy Psi nie będzie kiedyś lurkować twojego profilu.

Kaj patrzy na to wszystko i zbiera co bardziej soczyste przykłady. I układa w listę, z której też nic nie wynika.

Omedze jest oczywiście przykro, bo to źle, że giną ludzie. Ale jak to w życiu: śmierć jest dobra dla biznesu, generuje dużo komentarzy, dużo ruchu w sieci. A to się, cyk, monetyzuje.

TOK FM PREMIUM