"Płuczki". Jak kopacze z Bełżca szukali złota w byłym obozie zagłady

Tuż po wojnie mieszkańcy Bełżca przeszukiwali teren po byłym obozie zagłady. Szukali złota. Na bardzo dużą skalę. Była nawet zorganizowana grupa kopaczy. 13 listopada ukazała się najnowsza książka Pawła Piotra Reszki, dziennikarza "Dużego Formatu". Właśnie o kopaczach złota z Bełżca.
Zobacz wideo

Paweł Piotr Reszka, dziennikarz „Gazety Wyborczej – Dużego Formatu”, to laureat Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego w 2016 roku za reportaż literacki „Diabeł i tabliczka czekolady”. Najnowszą książkę poświęcił temu, co działo się po wojnie. 

Ziemia była nasączona złotem.
Bieda wydobywała z ludzi taką okrutność.
Może trochę i te Niemce. Bo to się tak przenosi. Jak ktoś będzie pana traktował źle, to zaraz i drugi powie, że to jakiś straceniec.
Ojciec tam chodził, siostra też. Pamiętam,  jak przyjeżdżał do nas kupiec. Dzieciak to ciekawy byłem, podglądałem. Miał wagę i ważył.
Ale nam to kopanie życia raczej nie poprawiło. Matka zachorowała na raka i wszystko, co było z tego złota, na szpitale poszło. Umarła, a ojciec powtórnie się ożenił.

Reszka, jak sam mówi, tematem kopaczy zainteresował się ponad 10 lat temu, w rozmowie z nieżyjącym już historykiem, Robertem Kuwałkiem z muzeum w Bełżcu. – Pamiętam, że byłem wstrząśnięty, bo wydawało mi się nieprawdopodobne, że w miejscu, w którym mieszkańcy dokładnie wiedzieli, czym był ten obóz, można pójść i szukać złota. Trochę czasu mi zajęło, zanim podjąłem decyzję, że wchodzę w ten temat głębiej – mówi Paweł P. Reszka.

W spółce pieniądze dzieliliśmy po równo. Jeden kopał, reszta przeszukiwała. Co który znalazł, to musiał zaraz pokazać. Ale jeden drugiemu pomagał. Z wrogiem się przecież nie chodziło. Podzielili się, wódki wypili. Były jakieś kłótnie. A to, że ten dostał większą część, a to, że ten mniejszą. Jak to mówią: ze wszystkimi to się Żyd godził.

Bełżec to mała wioska na Lubelszczyźnie. To tu od marca do grudnia 1942 roku wymordowano około 450 tysięcy osób, głównie Żydów. To była eksterminacja na masową skalę. Obóz zakończył działanie w grudniu 1942 roku. Ale jeszcze do wiosny palono zwłoki i zacierano ślady.

Niemal od początku, po likwidacji obozu, na jego terenie zaczęli się pojawiać okoliczni mieszkańcy – kopacze, którzy szukali złota. Polacy, którym nie przeszkadzało, że przeszukują miejsce straszliwej zbrodni. Robili to wielokrotnie, w większych lub mniejszych grupach, regularnie. Z sitkami w dłoniach. Przesiewali ludzkie szczątki.

Reszka nie kryje, że przy zbieraniu materiałów do książki „Płuczki” najbardziej zaskoczyło go to, że ludzie, z którymi rozmawiał, mówili otwarcie o tym, co działo się po wojnie. Ze szczegółami opowiadali, gdzie kopali, w jaki sposób, z kim.  – Wspólnym mianownikiem dla wielu tych opowieści jest to, że nie ma tu skrępowania. Opowiadają o tym, tak... jak o przygodzie z młodości. Nie mają w sobie przekonania, że robili coś złego. I to było dla mnie wstrząsające. Uważają, że usprawiedliwia ich to, że takie były czasy – tłumaczy dziennikarz. 

Przyznaje, że nastawiał się raczej na społeczność zamkniętą, w której nikt nie będzie chciał opowiadać o trudnych doświadczeniach sprzed lat. – Myślałem, że nie uda mi się wydobyć jakichś głębszych opowieści, ale bardzo się myliłem. Ich zdaniem, chodzenie tam nie było naganne moralnie – mówi nasz rozmówca. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM