"Przychodzi czas, aby wyrównać rachunki i spłacić wszystkie długi". Po co Donald Tusk napisał książkę? [FRAGMENTY]

"Ta książka zamyka pewien etap w moim życiu, otwiera też nowy, w którym polskie sprawy znów zajmować będą centralne miejsce. Przychodzi czas, aby wyrównać rachunki i spłacić wszystkie długi" - pisze we wstępie do swojej książki "Szczerze" Donald Tusk. Publikujemy jej fragmenty.
Zobacz wideo

A już 20 grudnia po 7:20, w gdańskim studiu TOK FM z Donaldem Tuskiem będzie rozmawiał gospodarz piątkowego Poranka TOK FM, Jacek Żakowski. Zapraszamy!

Książka Donalda Tuska "Szczerze" wydana nakładem Wydawnictwa Agora, ukazała się 12 grudnia 2019. Publikujemy jej fragmenty:

Wstęp

Dzienniki najlepiej publikować pięćdziesiąt lat po śmierci autora. Szczególnie w przypadku takich dzienników. Kiedy powiedziałem Hermanowi Van Rompuyowi, byłemu premierowi Belgii i mojemu poprzednikowi, że właśnie oddaję wydawnictwu moje zapiski z ostatnich pięciu lat, ten złapał się za głowę. "Po co to robisz? To bardzo ryzykowne, będziesz tego żałował". Niewykluczone, że ma rację. Jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było, aby ktoś decydował się na tego typu publikację. Ale kilka lat temu nie do pomyślenia było także to, że politycy będą tak bezwstydnie posługiwać się kłamstwem, że współczesna narracja budowana będzie na mitach, przeinaczeniach i fałszywych interpretacjach faktów, a często na zwyczajnej nieprawdzie. I że w tej globalnej fabryce kłamstw inżynierami będą prezydenci, premierzy i partyjni liderzy. Prawda sama się nie obroni. Dyskrecja, powściągliwość i niechęć do przesady to piękne cechy. Ale w dzisiejszej przestrzeni publicznej słychać przede wszystkim tych, którzy kłamią głośno, bez skrupułów, na każdy temat i nie czekają ze swoją opowieścią na właściwy czas, bo dla nich liczy się dzisiaj. Historia ostatnich pięciu lat - w Polsce i w Unii - jest także nieustannie przekłamywana. Nie wiem, kto za pół wieku będzie zainteresowany jej prawdziwszą wersją. Ale jedno wiem na pewno: będzie już za późno, aby odrobić straty i naprawić szkody, jakie codzienne kłamstwo powoduje tu i teraz. Dlatego zdecydowałem się na publikację mojego dziennika, mając świadomość, że naruszam pewien obyczaj, obecny w europejskiej kulturze politycznej od dziesięcioleci. Napisałem "prawdziwsza wersja", a nie "prawdziwa", bo dziennik z natury rzeczy jest subiektywny i egocentryczny. Mój też był pisany na bieżąco, pod presją chwili i z mojego punktu widzenia, to oczywiste. Ale jest autentycznym i szczerym zapisem tego, w czym uczestniczyłem lub co z bliska obserwowałem jako przewodniczący Rady Europejskiej. To wybór z moich notatek, wsparty pamięcią i zapiskami moich najbliższych współpracowników. To opowieść o fascynującym momencie w historii Europy, pełnym gwałtownych kryzysów, nieoczekiwanych zmian sytuacji, geopolitycznych trzęsień ziemi, konfliktów, społecznych i mentalnych rewolucji. Jest z oczywistych względów niekompletna, nie uzupełniałem dziennika dopisanymi post factum relacjami i komentarzami, choć oczywiście dokonałem w nim skrótów i redakcyjnych poprawek. Jest w nim dużo informacji, trochę plotek i niedyskrecji, ale służących wyłącznie wyjaśnieniu kontekstu sytuacji. Jest też dużo emocji, bo Bruksela to nie tylko unijna biurokracja, ale przede wszystkim żywi ludzie, zaangażowani bez reszty w pracę, której celem jest lepsza Europa. Bohaterowie mojej książki, prezydenci, premierzy i kanclerze, każdy ze swoimi zaletami i wadami, którym często nie szczędzę krytyki i gorzkich słów, to bez wyjątku ludzie nietuzinkowi. Ich nieustająca debata, spory i uzgodnienia to pasjonujący proces tworzenia Europy wciąż na nowo, bo jak wiadomo, Europa nie ma swojej jednoznacznej definicji, nie jest czymś danym i rozstrzygniętym, niby trwa, a tak naprawdę staje się. Przez te pięć lat nauczyłem się wierzyć, że porozumienie jest zawsze lepsze od konfliktu i, co równie ważne, że jest zawsze możliwe. Z nielicznymi wyjątkami ludzie, z którymi pracowałem, rozumieli, że alternatywą dla zjednoczonej Europy jest chaotyczny zbiór zantagonizowanych narodów i państw, z których żadne, nawet największe, nie ma szans w konfrontacji z innymi globalnymi potęgami i wyzwaniami współczesności i przyszłości. I że nie ma innej metody budowania tej jedności, jak ciągła, żmudna i trudna rozmowa. Jeden z moich bałkańskich przyjaciół ujął to bardzo prosto: dzięki Unii Europejskiej zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, bez niej zaczniemy znowu strzelać. Byłem w miejscu, gdzie rozgrywają się losy naszego kontynentu, dzięki Polsce. Pamiętałem o tym każdego dnia. Ta książka zamyka pewien etap w moim życiu, otwiera też nowy, w którym polskie sprawy znów zajmować będą centralne miejsce. Przychodzi czas, aby wyrównać rachunki i spłacić wszystkie długi.

Donald Tusk 'Szczerze'Donald Tusk 'Szczerze' .

sobota 29 listopada 2014

Jest sobotnie andrzejkowe popołudnie. Na Parkowej, w premierowskiej willi, żegnamy się z Ewą Kopacz i ludźmi, którzy w ostatnich tygodniach pomagali mi w przygotowaniach do nowej roli. "Nie zapominaj o nas w tej Europie i niech ci za bardzo nie odbije" - pani premier w swoim stylu błogosławi na drogę. Ruszamy z Pawłem Grasiem na Okęcie. Już za dwa dni mam przejąć oficjalnie od Hermana Van Rompuya obowiązki przewodniczącego Rady Europejskiej. Wielki VIP-owski salon jest jak zwykle prawie zupełnie pusty, tylko jeden fotel zajęty przez samotnego starszego pana. Podchodzimy bliżej i nie wierzymy własnym oczom: Lech Wałęsa we własnej osobie! Wraca właśnie z kolejnego zagranicznego wykładu. Ściskamy się serdecznie, Wałęsa pyta, czy to już mój wylot do Brukseli. "Niech pan tam uważa, ja to się boję, że ta Unia to się chce podzielić, a Polaka wzięli, żeby było na kogo zwalić odpowiedzialność. I znowu będzie wina Tuska" - śmieje się serdecznie. W samolocie miła atmosfera, ludzie pozdrawiają, życzą powodzenia, tylko jedna pasażerka, wyraźnie zdenerwowana, mówi: "I co, zostawia nas pan z tym wszystkim samych". Dręczy mnie ta myśl przez cały lot. Źle czy dobrze zrobiłem, decydując się na Brukselę? Jeszcze trzy miesiące temu wszystko wydawało się jasne. Przypominam sobie telefon od Wojtka Dudy kilka godzin po wyborze, późnym wieczorem 31 sierpnia, dokładnie w rocznicę strajku. Opowiada mi o reakcji ludzi zgromadzonych z tej okazji w Gdańsku w Europejskim Centrum Solidarności, kiedy prowadzący przerwał uroczystość, mówiąc, że przed chwilą Polak został wybrany na prezydenta Rady Europejskiej, o entuzjazmie i oklaskach, o symbolice chwili i miejsca. Następnego dnia Paweł Adamowicz wywiesił w Gdańsku flagi europejskie, wydawało się, że to oczywisty sukces Polski i znak nadziei. Ale czy na pewno? Czuję, że na to pytanie już nigdy nie znajdę jednoznacznej odpowiedzi. Lądujemy w Brukseli. Moje mieszkanie jeszcze nie jest gotowe, kilka najbliższych dni spędzę więc w hotelu. Jemy kolację u Emilki, Beata nanosi ostatnie poprawki do mojego pierwszego brukselskiego przemówienia. Nie chcę czytać z kartki. Czeka mnie całonocne wkuwanie na pamięć.

Książka do kupienia tutaj >>>

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM

Komentarze (4)
Książka Donalda Tuska "Szczerze". Fragmenty
Zaloguj się
  • sop3

    Oceniono 6 razy 0

    Wyjątkowa kanalia,jeszcze 2 tygodnie przed objęciem tej funkcji łgał jak pies (nie obrażając psa) że nigdzie się nie wybiera bo tu jest jego miejsce jako premiera rządu RP.Mówił to wiedząc że wszystko jest dogadane.Nie wart splunięcia!

  • rastablaster

    Oceniono 2 razy -2

    Żeby pisać książki, trzeba najpierw coś przeczytać. Jest wysoce prawdopodobne, że pan Tusk czyta minus okazjonalnie. Więc, rzekomo, można, z dużym prawdopodobieństwem, zaryzykować stwierdzenie, że książkę sklecił ktoś inny.

    Plastikowy dworak nie przemieni się w męża stanu pod magicznym dotknięciem korpomedialnych ściemniaczy. Korpomedia dawno straciły rząd dusz.

  • tomaselli

    Oceniono 4 razy -2

    Hmmm i czego to takiego ciekawego dowiemy sie z tej ksiazki ? ,Bo na pewno nie tego, kto zainstalowal go w Brukseli i w jakim celu.Szkoda pieniedzy i czasu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX