Zatwardziały ateista, który występował w kościołach. Dziś Kaszpirowski jest w Rosji bohaterem memów [FRAGMENT KSIĄŻKI]

- Spodziewałem się, że będę miał do czynienia z szarlatanem. Kaszpirowski porusza się na granicy wiedzy naukowej i pewnego humbugu, ale robi to z dużą gracją - mówił na antenie TOK FM Gabriel Michalik, autor książki "Kaszpirowski. Sen o wszechmocy". Publikujemy fragment tej książki.
Zobacz wideo

Porywczy i megalomański, a zarazem szczodry czy lojalny - Anatolij Kaszpirowski, jak przyznał Michalik, łączy w sobie różne przymioty.

Autor książki wskazał, że jego samego najbardziej zaskoczyło zgłębienie historii triumfalnego przejazdu Kaszpirowskiego po Polsce. A także jego udział w wydarzeniu, które miało miejsce w czerwcu 1995 roku, kiedy to separatyści czeczeńscy zaatakowali Budionnowsk i wraz z nawet dwoma tysiącami zakładników zabarykadowali się w miejscowym szpitalu. Kaszpirowski pełnił rolę negocjatora i dzięki temu, że udało mu się znaleźć wspólny język z dowódcą Czeczenów Szamilem Basajewem, udało się doprowadzić do uwolnienia większości zakładników (choć nie udało się uniknąć rozlewu krwi). Jak mówił Michalik, w Rosji nie pamięta się tego - dziś Kaszpirowski jest tam obiektem drwin i bohaterem memów. 

Jak to się stało, że zdeklarowany i zatwardziały ateista występował w kościołach ze wsparciem hierarchów kościelnych? Jak doszło do tego, że człowiek radziecki otrzymał wsparcie ze strony polskich elit, że miał bardzo dobre stosunki z Lechem Wałęsą? Posłuchaj całej rozmowy:

Publikujemy fragment książki "Kaszpirowski. Sen o wszechmocy" Gabriela Michalika, wydanej przez Wydawnictwo Agora.

Rozdział XI

Nadczłowiek z imperium zła

Rok 1987. Za sprawą ministra i nie bez życzliwości najwyższych autorytetów z Kremla Anatolij coraz mniej czasu spędza w Winnicy; reprezentacja ZSRR w ciężkiej atletyce powierza mu opiekę psychoterapeutyczną nad zawodnikami. W Kijowie organizuje się Republikański Ośrodek Psychoterapii pod kierownictwem Kaszpirowskiego. To, co wcześniej w Winnicy robił z grupami piętnastu pacjentów, teraz prowadzi na użytek ludzi zgromadzonych w kilkusetosobowym audytorium.

- Cała ta sowiecka psychoterapia to po prostu kpina - unosi się jeszcze dzisiaj Semen Gluzman. - Bzdura na bzdurze polana sosem ignorancji. Hipnoza, od której świat odchodził, stosowana była jako remedium na wszystko. Nie mogliśmy wyjeżdżać do światowych ośrodków, więc nie mieliśmy elementarnej wiedzy o psychoterapii. Kpiliśmy z Zachodu, bo wyobrażaliśmy sobie, że u was stosuje się ciągle psychoanalizę Freuda. Takie terminy jak "gestalt" czy "analiza transakcyjna", które w świecie obrastały kolejnymi różnorodnymi szkołami terapeutycznymi, były nam zupełnie obce. Człowiek, który chciał zostać psychoterapeutą, o tyle nim był, że mu w dyplomie wpisano słowo "psychoterapeuta".

'Kaszpirowski. Sen o wszechmocy' autorstwa Gabriela Michalika (fot. Materiały prasowe)'Kaszpirowski. Sen o wszechmocy' autorstwa Gabriela Michalika (fot. Materiały prasowe) 'Kaszpirowski. Sen o wszechmocy' autorstwa Gabriela Michalika (fot. Materiały prasowe)

* * *

Mimo (formułowanych po latach) ostrych ocen Gluzmana i większości środowiska medycznego, mimo całego ideologicznego odoru towarzyszącego przedsięwzięciu, nie sposób uznać, że Anatolijowi nie udawało się pomóc pacjentom. Większości jego wyczynów z pogranicza sztuki iluzji i medycyny nikt do tej pory nie powtórzył.

Spektakularne występy telewizyjne spotkały się z krytyką większości psychiatrów i psychologów. Natomiast raczej nie kwestionuje się innego osiągnięcia Kaszpirowskiego - opracowania metody terapii dzieci z enurezy (moczenia nocnego). Mniej o nim pamiętają zresztą również sympatycy Kaszpirowskiego, choć seansów dla milionów telewidzów nie byłoby przecież bez poprzedzającej je o dwa lata grupowej terapii dzieci.

Dziesięcioosobowe grupy dzieci poddawał seansom hipnozy, w trakcie których kształtował w małych pacjentach nawyk reagowania przebudzeniem na sygnał "budzika" (tak na użytek tej terapii Kaszpirowski określił uczucie parcia na pęcherz). Czy było to ostatecznie nieszkodliwe - trudno ocenić. Być może trwałym, niekorzystnym zmianom uległa głębokość snu dzieci poddanych tej terapii, ale brak jest literatury podejmującej to zagadnienie. Metoda nie była rozwijana, nie stała się standardem medycznym, a więc i przedmiotem dalszych badań. W kolejnych latach medycyna mniej kategorycznie wiązała moczenie nocne z czynnikami psychicznymi. Rozwijano leczenie przyczynowe, zwracając uwagę na bagatelizowaną wcześniej możliwą genezę schorzenia - mniejszą od przeciętnej objętość pęcherza u dzieci cierpiących na moczenie nocne i niedobór wazopresyny we krwi (częściej też w ogólnej "nerwowości" moczących się dzieci dostrzega się obecnie skutek, nie zaś przyczynę moczenia). Wtedy, w 1986 i 1987 roku, liczył się jednak przede wszystkim efekt: metoda okazała się skuteczna w przytłaczającej większości przypadków. Dzieci cierpiące dotąd na enurezę wstawały z łóżek, zanim zmoczyły pościel, i czułe na "budzik" biegły do toalety. Prowadzone na bieżąco statystyki mówią o poprawie w siedemdziesięciu pięciu procentach przypadków.

Do Kijowa do Kaszpirowskiego zjeżdżały tłumy rodziców z dziećmi, nie mniejsze wcale od tłumów alkoholików szturmujących pałac Dowżenki w Feodozji. W ZSRR było w tamtych latach około pięciu milionów dzieci z enurezą. Wieść o "kijowskim cudotwórcy" rozeszła się szybko po całych Sowietach. Mógł przyjąć ledwie kilka procent chętnych. Twierdzi, że właśnie tamte tłumy przed Republikańskim Centrum Psychoterapii natchnęły go myślą o seansach telewizyjnych.

Zaprosiła go do siebie klinika pediatryczna w Kazachstanie. Zaproponował seanse za pośrednictwem telewizji. Zgodzili się, choć w skali mikro; odległość, na którą transmitowano seans, wynosiła raptem kilkanaście metrów: grupa dzieci rozsiadła się w sali przed telewizorem, a Anatolij zza ściany, z gabinetu, za pośrednictwem kamery podawał sugestie hipnotyczne. Efekt terapeutyczny okazał się szybszy i pełniejszy niż w trakcie bezpośrednich seansów. Terapeuta z telewizora oddziaływał skuteczniej niż wtedy, gdy był tuż obok pacjentów.

Kaszpirowskim zainteresował się wówczas jeden z ważnych towarzyszy z Ałma Aty. Anatolij poszedł na audiencję. Myślał, że dygnitarz chce rozmawiać o emisji seansów terapeutycznych w kazachstańskiej telewizji. Ale towarzysz miał jednak do niego sprawę całkiem inną.

- Z was taki świetny hipnotyzer... - skomplementował Kaszpirowskiego. - A u nas, widzicie, doktorze, katastrofa. Yeti zimą z gór schodzi, na kołchozy napada.

- Jak to Yeti?

- No, Yeti, Yeti... Śnieżny człowiek.

- Głupstwa opowiadacie, towarzyszu...

A towarzysz niezrażony: - Słuchajcie... Można zastrzelić, ale kto wie, czy w ten sposób nie sprowadzimy na siebie jakiejś biedy. A w ogóle - szkoda... Lepiej złapać, przebadać. Gratka dla zoologów...

- Istotnie, gratka... - poddał się Anatolij.

- Zrobimy tak: pójdziecie w góry z naszymi ludźmi, będzie ekipa telewizyjna. Kiedy pojawi się Yeti, wy go raz dwa zahipnotyzujecie, a nasi ludzie łapu-capu... Sieci, klatka...

Wyjechał z Kazachstanu przed czasem, zdegustowany. W polowaniu na Yeti nie wziął udziału. A seanse lecznicze z Ałma Aty, choć nagrane, nigdy nie trafiły na antenę.

Gdy siedzimy nad morzem południowym, głowę daje, że kazachstański towarzysz nie kpił z niego, ale przeciwnie, szalenie był przejęty niebezpieczeństwem, jakie na socjalistyczne rolnictwo sprowadza Yeti.

Coś jest na rzeczy. Polscy repatrianci z Kazachstanu opowiadali mi o falach zbiorowej histerii, porzucaniu domostw przez całą ludność jednego czy drugiego kołchozu w strachu właśnie przed Yeti. Kazachstan bowiem to spełniony ideał sowieckiego internacjonalizmu. Pod lufami karabinów zwieziono na tutejszy step przedstawicieli wszystkich stu pięćdziesięciu narodowości ZSRR i pozwolono walczyć o przetrwanie. Wraz z ludźmi przyjechały ich lęki i przesądy, pomieszały się ze sobą, pokrzyżowały.

* * *

W tym samym 1987 roku, w czerwcu, ma miejsce zdarzenie symboliczne, drobny z pozoru punkt w historii Związku Sowieckiego; zarazem punkt, od którego nie będzie już odwrotu. Po raz pierwszy pojawia się w moskiewskich i kijowskich księgarniach "Psie serce" Michaiła Bułhakowa. Z początku na łamach literackiego miesięcznika "Znamia", chwilę później w formie książki. Minipowieść to dynamit podłożony pod sowiecką wizję człowieka. Bułhakow napisał "Psie serce" w 1925 roku. Niebawem rękopis zarekwirowali funkcjonariusze NKWD. Pisarz odzyskał go dopiero po kilku latach dzięki wstawiennictwu Maksyma Gorkiego. Książkę wydawano na Zachodzie i w samizdacie. Jednak o jej istnieniu szeroki krąg rosyjskojęzycznych czytelników dowiedział się dopiero w 1987 roku.

Jaki jest związek pomiędzy działalnością Anatolija a "Psim sercem"? Proroczy tekst Bułhakowa, stworzony u zarania Związku Radzieckiego, wówczas gdy hodowla homo sovieticus dopiero się zaczynała, przedstawiał w postaci bezdomnego psa awansowanego do roli demiurga raju na ziemi końcowy efekt procesu z zakresu darwinizmu społecznego rozpoczętego przez bolszewików przewrotem 1917 roku i prowadzonego w zasadzie bez większych przeszkód aż do epoki Gorbaczowa. Anatolij przez ćwierć wieku pracy lektora Towarzystwa Wiedza pozostawał jednym z tysięcy kapłanów sowieckiej wszechpotęgi. Telewizyjne seanse Kaszpirowskiego, które lada chwila pojawią się na ekranach telewizorów jak Sowiety długie i szerokie, będą owej potęgi pożegnalnym fajerwerkiem.

Sowiecka wizja człowieka nie mogła ostać się wobec zaistnienia w publicznej przestrzeni kilku podstawowych prawd o ludzkiej naturze wyłożonych przez Bułhakowa przed z górą sześćdziesięciu laty. A zatem Anatolij, którego niebawem pokazywać będą trzystu milionom ludzi radzieckich jako uosobienie leninowskiej siły, sowieckiego übermenscha, supermana z czerwoną gwiazdą na piersi, następcę Stachanowa, Mariesjewa i Gagarina, już u zarania tej kariery należał do przeszłości. Kult sowieckiej pierwotnej siły, ośmieszony przez Bułhakowa w latach dwudziestych, ujęty przez polityczne kręgi Zachodu w populistyczną frazę "Imperium Zła" już się zawalił, choć część budowli na pozór zdaje się stać jeszcze krzepko. Odbudowywać go będą już całkiem inni ludzie dopiero w pierwszych latach trzeciego tysiąclecia, i to od razu jako karykaturę, w dodatku zupełnie bez udziału Anatolija.

Jest jeszcze jeden, aluzyjny, wymiar "Psiego serca". Ten tekst to ostrze wymierzone w rosyjską psychiatrię i psychoterapię zbudowaną na wulgarnym rozwinięciu wniosków, jakie wysnuł z doświadczeń na psach Iwan Pawłow. Psychologia odruchów, epokowe i niepodważalne osiągnięcie Pawłowa, stała się w czasach stalinowskich jedyną psychologią kliniczną uprawianą na terytorium Sowietów, sprowadzając na kolejne sześćdziesiąt lat rozumienie spraw ludzkich do mechanizmu bodziec - reakcja. Nie przypadkiem z psa właśnie Bułhakowowski profesor Prieobrażenski konstruuje "nowego człowieka".

"Psie serce" znika z półek księgarskich. Po kilku dniach pojawia się nowy, stutysięczny dodruk. I znowu. Domowe biblioteki nasycają się kontrrewolucyjną opowieścią, a najwyraźniej nieświadomy faktu, że początek jego wielkości jest zarazem początkiem końca, Anatolij rozbudowuje Republikańskie Centrum Psychoterapii.

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM