Bycie maksymalistą jest męczące. Jak podejmować decyzje wystarczająco dobre? [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Czy jest jakiś sposób na to, by nasze decyzje były trafione? Albo chociaż - by zminimalizować liczbę tych chybionych? I choć nikt nie da nam recepty na to, jak decydować, to są pewne wskazówki, które mogą ułatwić życie i uświadomić nam, jak działa proces podejmowania decyzji.
Zobacz wideo

Od autorów:

"Yyyyy" to próba zapisu dźwięku, który często wydajemy z siebie w momencie zastanawiania się nad czymś, na przykład w chwili podejmowania decyzji. Sugeruje namysł, zastanawianie się nad czymś, tym poważniejszy, im więcej w nim powtarzających się liter. Napisaliśmy książkę dla wszystkich tych, którzy podejmują decyzje. Nasz cel jest prosty. Chcielibyśmy, żeby podejmowało się decyzje łatwiej. Żeby były one lepszej jakości i żeby dawały satysfakcjonujące rezultaty. Jednym słowem - żeby w momencie, w którym się nad czymś zastanawiamy, w dźwięku "Yyyyy" było nieco mniej "y".

Poniżej wybraliśmy cztery fragmenty. Dwa pierwsze dotyczą tego, co nam utrudnia podejmowanie dobrych decyzji, dwa kolejne są opisem narzędzi, z których możemy korzystać, kiedy stoimy przed jakąś decyzją.

Posłuchaj rozmowy z Rafałem Żakiem, współautorem książki "Yyyyy", wydanej przez Wydawnictwo Myśl!

Czy jesteś ekonem?

Lubimy myśleć o sobie jak o ludziach racjonalnych. Dodatkowo jesteśmy przekonani, że należy się prezentować jako osoby racjonalne i rozumne. Tylko jedną rzeczą jest to, w co wierzymy, a zupełnie inną jest to, jak faktycznie postępujemy. W tytule powyżej pojawia się słowo "ekon". To pojęcie, które pojawiło się w świecie nauk ekonomicznych, stosuje się je zamiennie z pojęciem homo economicus. I to drugie określenie dobrze tłumaczy, o co chodzi w koncepcji. Mamy tu słowo homo, czyli człowiek. I mamy słowo economicus, czyli ekonomiczny, a więc zawsze podejmujący decyzje najlepsze dla siebie. Zawsze rozsądny i mądry, podejmujący dobre, rzeczowe decyzje. Taki model człowieka racjonalnego zakłada, że każde ludzkie zachowanie, szczególnie w sferze decyzji gospodarczych i ekonomicznych, da się wytłumaczyć w sposób racjonalny. I zanim jeszcze przyzwyczaimy się do tezy, że tacy właśnie jesteśmy, porzucimy ten pomysł.

Czujemy przecież pewnie wszyscy, że coś tu nie gra i ludzie nie zawsze są tacy idealni. Ludzie z krwi i kości zazwyczaj zachowują się inaczej niż ludzie z kart książek poświęconych teorii podejmowania decyzji. Przede wszystkim dlatego, że prócz rozsądnej, ekonomicznej analizy mają do dyspozycji jeszcze swoje doświadczenia, przekonania czy osądy. Mają swój temperament, mają swoje nastawienia. Zresztą każdy z nas ma za sobą doświadczenia źle podjętych decyzji. Takich, w których zachowaliśmy się w sposób leżący naprawdę daleko od koncepcji człowieka ekonomicznego. Wiemy, jak dziwne kryteria potrafimy wziąć pod uwagę, kupując samochód albo jak wiele jesteśmy w stanie dopłacić już w salonie za dodatkowe elementy wyposażenia. Wielu z nas pamięta też sytuacje, w których nie podjęliśmy jakiejś decyzji, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to najgorsze, co możemy zrobić. I tutaj sytuacja może dotyczyć zarówno trwania w związku z osobą, która nas raniła, albo trzymania się miejsca pracy, które negatywnie wpływało na nasze poczucie własnej wartości.

Czy to zatem dobrze, czy źle, że nie jesteśmy ekonami? Jak możemy oceniać te nasze niedoskonałości procesów decyzyjnych: "Czy należy to uznać za wynik naszego ograniczenia, czy za przejaw optymalnego radzenia sobie z nadmiarem informacji? Zdania naukowców są podzielone. Niektórzy uważają, że stosowane przez ludzi heurystyki są wynikami ograniczeń poznawczych (…) Stosowane przez ludzi uproszczone strategie decyzyjne uważa się w nich za wytworzone w drodze ewolucji mechanizmy, które zapewniają efektywność funkcjonowania umysłu i optymalizację kosztów poznawczych poniesionych na podjęcie decyzji".

O szukaniu rozwiązań idealnych

W podejmowaniu decyzji można być maksymalistą, można być też satysfakcjonalistą. Ci pierwsi stale poszukują najlepszych rozwiązań, porównują opcje, w sytuacji podejmowania decyzji chcą mieć pewność tego, że ich wybór będzie idealny. Ci drudzy koncentrują się na wybraniu rozwiązania, które jest satysfakcjonujące. Może nie jest idealne, ale spełnia wymagania, które sobie określiliśmy.

Jakie są praktycznie konsekwencje zaliczania się do jednego z tych "plemion"? Na przykład to, że maksymaliści dłużej podejmują decyzje. Być może nawet dzięki temu te decyzje są lepsze, choć i tak rzadko powodują stuprocentową pewność co do słuszności wyboru. Satysfakcjonaliści wybierają szybciej, pewnie czasem ich decyzje będą dzięki temu słabsze, ale też czują się lepiej ze swoimi decyzjami. Wiele wskazuje na to, że maksymalizm to nie jest najlepsza opcja. Barry Schwartz pisze, że jego badania nad maksymalistami pokazały, że: "…ludzie z wysokimi wynikami maksymalizacji doświadczali mniej satysfakcji z życia, byli mniej szczęśliwi, mniej optymistyczni i bardziej przygnębieni, niż osoby z niskimi wynikami maksymalizacji. Prawdę mówiąc, osoby z krańcowymi wynikami maksymalizacji (…) miały takie objawy przygnębienia, że znajdowały się na granicy depresji". Inne badania sugerują, że maksymaliści niżej oceniają swoje życie rodzinne, relacje intymne, a także własny charakter i wygląd. Gorzej oceniają swój dobrostan psychiczny, częściej cierpią na depresję, mają też silniejsze tendencje do porównań społecznych. Maksymaliści bardziej się angażują w dokonywanie wyborów, poświęcając na to również więcej czasu, więcej czasu spędzają też na porównywaniu swoich decyzji z wyborami innych ludzi. Maksymaliści częściej doświadczają żalu po podjętej decyzji, myślą o tym, co stracili, podejmując określoną decyzję, generalnie rzecz ujmując, są mniej pozytywnie nastawieni do swoich decyzji. Mocno pokazuje to, że bycie maksymalistą nie tylko nie jest użyteczne do podejmowania dobrych decyzji, ale też nie pomaga w życiu.

Wniosek z tego rozdziału jest prosty i w zasadzie jednoznaczny - nie bądź maksymalistą. Jasne, podczas podejmowania ważnych życiowo decyzji warto poświęcić czas na analizę opcji i dokonanie dobrego wyboru. I wtedy można by powiedzieć, że wykrzesanie z siebie odrobiny maksymalisty będzie pomocne. Ale w większości sytuacji chęć znalezienia idealnego rozwiązania tylko będzie nam szkodzić. Jeśli wędrujemy właśnie od sklepu do sklepu, w centrum handlowym, w poszukiwaniu idealnych dżinsów, to złagodzenie kryteriów wyboru i wybranie tych, które po prostu spełniają nasze podstawowe wymagania, będzie wystarczająco dobrym rozwiązaniem. Koncentrujmy się zatem na rozwiązaniach spełniających nasze kryteria, a nie na tych idealnych.

A co powinien zrobić Twój przyjaciel?

Wyobraź sobie, że wybierasz swoją drogę zawodową. Masz do wyboru pracę A i pracę B, których opis wygląda tak:

"Praca A reprezentuje karierę, do której jesteś dobrze przygotowany i która jest zgodna z Twoim kierunkiem studiów, choć Twoje zainteresowanie tą dziedziną było w znacznej mierze uwarunkowane presją ze strony rodziców i przyjaciół. Pierwsze lata w tej profesji będą trudne i nieprzyjemne, ale w dłuższej perspektywie masz w zasadzie gwarancję wysokich zarobków i prestiżu.

Praca B wiąże się z nieco nietypową ścieżką kariery i dziedziną, którą zawsze się interesowałeś. Oczekiwane zarobki będą znacznie skromniejsze, ale praca da Ci więcej satysfakcji. Zyskasz ogromną swobodę odkrywania samego siebie i wzbogacenia całej ludzkości".

Zdania pochodzą z badania, które w oryginalnej wersji zostało przeprowadzone na grupie studentów. W badaniu 66% studentów wybrało opcję B, która w skrócie oznacza mniejsze zarobki, ale więcej wolności, samorealizacji i poczucia sensu wykonywanej pracy. Brzmi dobrze i sensownie. Ale, co ciekawe, kiedy studentów zapytano, które z tych dwóch rozwiązań zarekomendowaliby swoim najlepszym przyjaciołom - opcję B wybrało aż 83% z nich. Słowem, w sytuacji, kiedy mieli doradzać innym, wybierali opcje mocniej odnoszące się do kluczowych dla ludzi wartości realizowanych w miejscu pracy. A takie czynniki jak presja społeczna przestawały mieć dla nich znaczenie.

To, co napisaliśmy, układa się w bardzo proste, uniwersalne narzędzie, możliwe do stosowania w wielu sytuacjach decyzyjnych. Polega ono na zadaniu sobie pytania: A co byś w takiej dokładnie sytuacji poradziła / poradził swojemu przyjacielowi?, Jakie rozwiązanie byś rekomendowała / rekomendował? Zatem w sytuacji, w której podejmujemy decyzję, warto takie pytanie sobie zadać i zobaczyć, jaką uzyskamy odpowiedź. Być może pozwoli nam to przetestować sobie w głowie konsekwencje decyzji i - z czasem - zobaczymy, że kiedy zmienimy aktora, którego sprawa dotyczy, wybór stanie się prostszy.

Tak jak w zabawnym w gruncie rzeczy badaniu dotyczącym umawiania się na randki. Tutaj sytuacja problemowa wygląda tak: Zastanawiasz się, czy zadzwonić do dziewczyny, którą znasz ze wspólnych zajęć. Podoba Ci się, choć rozmawiałeś z nią na razie tylko raz. Co zatem robisz?:

1. Czekasz z telefonem, aż się nieco bliżej poznacie.

2. Dzwonisz!

Co ciekawe, kiedy na to pytanie odpowiadają młodzi mężczyźni w swoim własnym imieniu, to większość wybiera opcję 1. Wolą poczekać. Ale kiedy pyta się ich: Co doradziłbyś przyjacielowi?, większość mówi, że nie ma na co czekać i powinni dzwonić od razu.

Eliminuj, eliminuj

Na koniec prosta metoda pozwalająca na dokonywanie wyboru w świecie, który ma dla nas wiele opcji. Będziemy w niej odrzucać te możliwości, które określonych wymogów nie spełniają, a nad pozostałymi pracować dalej. Amos Tversky nazwał takie podejście strategią eliminacji według aspektów.

Żeby zilustrować, jak bardzo taka strategia może nam zawężać liczbę możliwości, nad którymi musimy się zastanawiać, wybierzemy przykład szukania mieszkania na wynajem w Warszawie. Kiedy wybierzemy po prostu mieszkanie na wynajem, wyszukiwarka da nam 11 779 mieszkań. Załóżmy, że szukamy mieszkania dla dużej rodziny i koncentrujemy się tylko na tych, które będą miały co najmniej 80 metrów kwadratowych. Jeśli wprowadzimy taki wymóg, a później odrzucimy wszystkie, które nie spełnią tego kryterium, to zostanie nam 4345 opcji. Załóżmy, że jesteśmy gotowi wydawać naprawdę sporo pieniędzy, załóżmy, że maksymalnie będzie to 7000 zł; mamy już tylko 2332 mieszkania do wyboru. Rodzinę mamy dużą, chcemy mieć co najmniej cztery pokoje. I zostaje już tylko 830 ogłoszeń. To nadal sporo, ale jeśli na przykład w tym momencie określimy, że szukamy tylko na Mokotowie, zostanie nam już tylko 213 mieszkań. A to już jest liczba opcji, którym możemy się przyjrzeć bardziej szczegółowo.

Opisaliśmy przykład wyszukiwania mieszkania, ale identyczne rozwiązania znajdziemy praktycznie w każdym sklepie internetowym czy serwisie, w którym szukamy noclegów wakacyjnych. Na dodatek każdy z nas, kto chociaż raz odwiedził takie miejsca, korzystał z metody "eliminuj, eliminuj". Największy sens ma ona właśnie wtedy, gdy liczba możliwości idzie w tysiące i bez eliminacji tych opcji, które nas nie interesują, nie bylibyśmy w stanie nawet zbliżyć się do momentu wyboru. Ale skoro sprawdza się w tych sytuacjach, to warto pokusić się o wykorzystanie jej też w innych okolicznościach.

DOSTĘP PREMIUM