Historia internetu to nie tylko mężczyźni. "To opowieść o kobietach przemilczanych" [FRAGMENT KSIĄŻKI]

Stereotypowy informatyk czy programista to zazwyczaj mężczyzna. Jednak kobiety w historii internetu odegrały niebagatelną rolę, o czym pisze w swojej książce "Pionierki Internetu" Claire L. Evans.
Zobacz wideo

Historia internetu pełna jest opowieści o wizjonerach pracujących w garażu nad nowinkami, które zmieniły oblicze komunikacji. Jednak rzadko pamięta się o kobietach, które miały niemały wpływ na tę dziedzinę naszego życia. Od wiktoriańskiej arystokratki Ady Lovelace - autorki pierwszego programu komputerowego, do zainspirowanych cyberpunkiem programistek webowych w latach 90. XX wieku. To właśnie o nich swoją książkę napisała Claire L. Evans. - Sama autorka mówiła o niej, jako suplemencie do pozycji kanonicznych. To trochę smutne, jak traktuje się kobiety w tej historii. Jako uzupełnienie. Tymczasem z tej książki dowiadujemy się o roli kobiet w tej branży. To opowieść o kobietach przemilczanych, o których nie ma zbyt wielu informacji w mainstreamie - mówiła w TOK FM Zofia Sajdek, redaktorka książki.

Chcesz posłuchać, a nie masz Premium? Podcasty możesz odblokować już za 5 zł

Jak dodała w rozmowie z Przemysławem Iwańczykiem, nie mamy do czynienia z książką naukową. - To bardzo miła, łatwo "wchodząca" lektura, pełna anegdot. Evans napisała książkę uniwersalną, po którą mogą sięgnąć nie tylko feministki, ale też osoby po prostu zainteresowane historią internetu - komplementowała. Jej zdaniem, kobiety odegrały równie wielką rolę w informatyce czy programowaniu, co mężczyźni. Bo to właśnie kobiety stoją m.in. za skonstruowaniem płyty głównej.

Fragment książki "Pionierki Internetu" Claire L. Evans:

Szóstka od ENIAC-a stanowiła osobliwą grupę, którą połączyły wojenne okoliczności. Betty Jean Jennings jako szósta z siedmiorga dzieci biegała boso po farmie w Missouri i nie była nawet w mieście, zanim nie wjechała na stację kolejową w północnej dzielnicy Filadelfii. Kay McNulty pochodziła z Irlandii, a jej ojciec pracował jako kamieniarz i kiedyś należał do Irlandzkiej Armii Republikańskiej; Ruth Lichterman była rodowitą nowojorczanką ze znanej rodziny żydowskich uczonych; Betty Snyder mieszkała w Filadelfii, a jej ojciec i dziadek byli astronomami. Marlyn Wescoff, również urodzona w Filadelfii, dokonywała ręcznych obliczeń przed wojną i była w tym tak biegła, że John Mauchly powiedział kiedyś, że "przypomina robota". Spotkały się po raz pierwszy na peronie kolejowym w Filadelfii, w drodze do Laboratorium Badań Balistycznych w Aberdeen w stanie Maryland, gdzie armia przekształciła błotnisty teren w poligon artyleryjski. Zamieszkały razem i szybko się zaprzyjaźniły. Nawet po wielogodzinnych szkoleniach na sprzęcie IBM, którego miały używać do zestawiania w tabele i sortowania danych ENIAC-a, siedziały do późna, rozmawiając o religii, odmiennych środowiskach, z których pochodziły, i wiadomościach o tajnym komputerze. "Wydaje mi się, że to po prostu była wielka fascynacja" - spekulował John Mauchly, zapytany o to, dlaczego te kobiety zgłosiły się do pracy, o której tak mało wiedziały. "Pojawiła się okazja zrobienia czegoś nowego i oryginalnego, więc dlaczego nie?"

Rzeczywistość mogła być bardziej przyziemna – w latach czterdziestych zeszłego wieku kobieta o zainteresowaniach matematycznych nie miała zbyt wielu możliwości na rynku pracy. Kiedy Kay McNulty kończyła studia, trudno było jej znaleźć takie zajęcie, w którym mogłaby wykorzystać nabytą wiedzę. - Nie chcę uczyć - wyjaśniła. "Firmy ubezpieczeniowe wymagały, żeby aktuariusz miał wykształcenie magisterskie, nie licencjackie (i jak się później przekonałam, rzadko zatrudniały kobiety)”.

Kiedy wybór ograniczał się do uczenia matematyki w liceum lub wykonywania żmudnych obliczeń dla firmy ubezpieczeniowej, to możliwość pracy w całkowicie nowej, stosunkowo dobrze opłacanej dziedzinie oznaczała ogromnie ekscytującą zmianę otoczenia dla wszystkich kobiet, które zgłosiły się do tego zajęcia.

Informatyka była tak nową dziedziną, że żaden z wymogów  kwalifikacyjnych nie był jeszcze oczywisty. Betty Jean Jennings wspomina, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej z Hermanem Goldstinem została zapytana, co sądzi o elektryczności. Odpowiedziała, że w college’u w Missouri miała kurs fizyki i zna prawo Ohma. Goldstine pokręcił przecząco głową – chodzi o to, czy się jej boi? Wyjaśnił, że praca będzie wymagała ustawiania przełączników i wpinania przewodów, więc chce się upewnić, że całe to okablowanie jej nie wystraszy. Betty Jean powiedziała, że sobie poradzi.

Szóstka od ENIAC-a trenowała na papierze, pisząc programy dla urządzenia, którego jeszcze nie widziały. Kiedy w końcu w grudniu 1945 roku pokazano im gotowego ENIAC-a, zobaczyły potężny blok czarnej stali w kształcie litery U w pomieszczeniu, które ledwie mieściło jeszcze kilka mebli. Komputer miał czterdzieści paneli pogrupowanych w trzydzieści różnych jednostek, z których każda odpowiadała za jakąś podstawową funkcję arytmetyczną: akumulatory do dodawania i odejmowania, multiplikator oraz połączona jednostka służąca do dzielenia i potęgowania. Efekt wizualny tak rozbudowanego urządzenia był oszałamiający. Programowanie go, jak się Szóstka przekonała, nie polegało na pracy przy biurku. Kobiety musiały stanąć wewnątrz ENIAC-a, żeby "wpiąć" każde zadanie, łącząc jednostki w sekwencje przy pomocy setek kabli  i około trzech tysięcy przełączników.

Nie było żadnych instrukcji, które można było przeczytać, żadnych kursów, które można było odbyć. Jedyny podręcznik użytkownika dla ENIAC-a został napisany lata później, długo po tym, jak kobiety zastosowały inżynierię wsteczną, żeby zrozumieć zasady jego działania. Zbudowany przez inżynierów elektryków ENIAC miał tylko schematy blokowe obwodów. Podobne jak Grace Hopper  przed nimi, tak i one same nauczyły się tego, co należy robić, stając się znawczyniami samego sprzętu.

Zaczęły od lamp elektronowych i doszły do paneli frontowych. Betty Snyder pozyskała dokumentację  eksploatacji  do  tabulatora kart perforowanych od "małego serwisanta z IBM nazwiskiem Smitty", który powiedział jej, że nie wolno mu ich pożyczać, ale to uczynił, choć tylko na weekend, żeby mogła rozgryźć dane wejściowe i wyjściowe. Znalazły życzliwego człowieka, który pozwolił  im rozebrać panel kontrolny i zrobić diagram do własnego użytku, chociaż jego przełożony nie był pewien, czy zdołają go złożyć (złożyły). Było tam gorąco i wszędzie trwała budowa, również  w pomieszczeniu znajdującym się nad tym, w którym pracowały. Pewnego dnia zajrzał do nich John Mauchly i powiedział: "Tylko sprawdzam, czy sufit się nie zawalił”.  Zarzuciły go pytaniami i w końcu udało im się zrobić postępy.

Wiedza, w jaki sposób urządzenie działa, i wiedza, jak je programować, to nie to samo. Przypomina to różnicę pomiędzy intelektualnym zrozumieniem działania silnika o spalaniu wewnętrznym a pilotowaniem myśliwca. John Mauchly i J. Presper Eckert zasadniczo zbudowali odrzutowiec, przekazali kluczyki sześciu kobietom nie mającym licencji pilota i poprosili je, żeby wygrały wojnę. Zadanie było przytłaczające, ale dawało tym kobietom sposobność wykrojenia sobie miejsca w dziedzinie tak młodej, że nie miała  jeszcze nazwy. "Wówczas to wszytko było nowe i nikt nie wiedział, co robić" - wyjaśniła Betty Jean Jennings. Nawet mężczyźni, którzy zaprojektowali ENIAC-a, niespecjalnie zastanawiali się nad tym, jak urządzenie będzie działało. Zignorowali procedurę przygotowywania zadań. W 1973 roku Mauchly sam przyznał, że on i Pres mieli "nieco niefrasobliwe" podejście do programowania, mówiąc, iż "czuli, że jeżeli będą mieli sprawną maszynę (…) to później będzie dość czasu, żeby się tymi sprawami zająć".Jak  się  okazało,  do martwienia się tymi sprawami Mauchly znalazł inne osoby – sześć osób, mówiąc dokładniej, noszących wełniane spódnice i przejętych tym wyzwaniem. „Jak się zapisuje program? Jak się programuje? Jak go sobie zobrazować? Jak wprowadzić go do maszyny? Jak to wszystko robić?” - zastanawiała się Betty Jean. Odpowiedzi na te pytania miała szukać 

Dziś programowanie może być trudne, ale jest przystępne. Aby napisać kod, nie trzeba analizować schematów połączeń, rozkładać podzespołów na części ani wymyślać strategii od zera. Zamiast tego trzeba się po prostu nauczyć języka programowania, który pełni rolę pośrednika pomiędzy programistą a maszyną, tak samo jak wspólny język mówiony pozwala przerzucić most nad przepaścią niezrozumienia pomiędzy ludźmi. Programista mówi maszynie, co ta ma zrobić, w języku, który oboje rozumieją – następnie maszyna samodzielnie tłumaczy i wykonuje jego komendy. ENIAC nie miał takiego języka. Komputer przyjmował dane wejściowe tylko w najbardziej podstawowy sposób, tak więc Szóstka od ENIAC-a zakasała rękawy i zeszła do poziomu maszyny. Jak opisała to Betty Jean Jennings:

Od czasu do czasu szóstka nas, programistek, zbierała się, żeby omówić, jak naszym zdaniem działa maszyna. Jeżeli brzmi to chaotycznie, to tak właśnie było. Największą zaletą uczenia się ENIAC-a ze schematów było to, że zaczęłyśmy rozumieć, co on jest w stanie zrobić, a czego nie może. W efekcie potrafiłyśmy rozpoznać usterkę na poziomie konkretnej lampy elektronowej. Ponieważ znałyśmy zarówno zastosowanie, jak i samą maszynę, nauczyłyśmy się diagnozować problemy równie dobrze, o ile nie lepiej, niż jej inżynier.

W przeciwieństwie do Grace Hopper, która zarządzała zespołem operatorów dziurkujących na taśmach pisany przez nią ręcznie kod dla Mark I, Szóstka od ENIAC-a sama poruszała się we  wnętrzu wielkiej maszyny. Wymieniały pojedyncze przepalone lampy elektronowe, których były tysiące – mimo projektu Presa wychodziło kilka uszkodzonych lamp na godzinę – naprawiały zwarcia obwodów i podłączały do instalacji panele kontrolne. Pisały programy, wprowadzały je uważnie do maszyny, w dużej mierze metodą prób i błędów. Ta praca wymagała połączenia sprawności technicznej i wiedzy matematycznej, nie wspominając o umiejętnościach organizacyjnych – karty perforowane zawierające programy ENIAC-a należało posegregować, porozdzielać, połączyć,  a pozyskane dane zestawić w formie tabeli i wydrukować. Słowo "programista" jeszcze nie istniało, ale Betty Snyder myślała o sobie jako o "połączeniu architekta z inżynierem budowlanym". Betty Jean Jennings była bardziej bezpośrednia. "Programowanie go było strasznym cholerstwem” - napisała.

Niestety ten wysiłek nie przydał się wojskom lądowym Stanów Zjednoczonych. Chociaż ENIAC przeprowadził pewną liczbę obliczeń specjalnych, wojna zakończyła się zanim zdołał on osiągnąć pełną sprawność jako kalkulator balistyczny. W czasie pokoju ENIAC nie był już jednak tajemnicą i w 1946 roku zaprezentowano go opinii publicznej – z wielką pompą i na dwóch różnych pokazach. Pierwsza demonstracja, dla prasy, była podobno nieco bez wyrazu. Druga, dla społeczności naukowej i wojskowej, okazała się sukcesem, w dużej mierze dzięki prezentacji wyliczenia trajektorii, którą zaprogramowały Betty Jean Jennings i Betty Snyder.

DOSTĘP PREMIUM